Najnowsze Wyniki/Kalendarz

Niesamowita końcówka i remis w Bełchatowie

Kamil Haładaj
Kamil Haładaj
PGE GKS Bełchatów przyzwyczaiło nas do swojej bardzo przeciętnej gry. Po wygranej w Białymstoku wiele osób uwierzyło, że wicemistrzowie są w stanie pokonać Legię Warszawa. Ci, którzy przyszli obejrzeć to spotkanie na pewno nie wyszli z niego zawiedzeni.

Mimo tego, że po wygranej z Jagiellonią Białystok, piłkarze PGE GKS byli mocno zmotywowani, to chyba nikt nie spodziewał się takiego widowiska.
Obydwa zespoły już od pierwszych minut chciały, aby wszystko potoczyło się po ich myśli. Rozpoczęli Legioniści, ale już w 3. minucie szansę na objęcie prowadzenia mieli gospodarze, po zagraniu Edwarda Cecota do Patryka Rachwała. Skończyło się tylko na strachu, ponieważ ten drugi nie zdołał na czas dobiec do piłki. Chwilę później w 5. minucie dobry kontratak wyprowadzili goście. Po odbiciu piłki od jednego z graczy PGE GKS arbiter przyznał Legii rzut rożny i wtedy się zaczęło prawdziwe bombardowanie bramki Łukasza Sapeli. Całość starał się wykończyć Marcin Smoliński, ale golkiper gospodarzy popisał się przepiękną paradą. Po chwili znowu przy piłce byli goście. Tym razem na bramkę ruszył Takesure Chinyama. Mimo możliwości znalezienia lepsze pozycji strzeleckiej zdecydował się na uderzenie piłki spoza linii pola karnego, jednak przeleciała ona obok słupka. W 9. przed kolejną szansą stanął były zawodnik Legii - Tomasz Jarzębowski. Źle jednak obliczył tor lotu piłki, która pofrunęła nad bramką. Przez blisko dziesięć kolejnych minut na boisku zaczęło wiać nudą. Piłkarze nie potrafili zagrozić żadnemu z bramkarzy i gra w większości toczyła się w środku pola. Tak było do 16. minuty, kiedy to sytuacji nie zmarnował Roger Guerreiro i strzelił pierwszą bramkę w meczu. Następny kwadrans to znowu przeciętna gra z jedną dobrą akcją Łukasza Garguły, który strzelał z powietrza w 26. minucie. W 32. minucie spotkania rozpoczął się festiwal wręczania żółtych kartek, który miał potrwać pięć minut. Najpierw upomniany został Mariusz Ujek, potem Piotr Giza, następnie Aleksandar Vuković i na końcu Dariusz Pietrasiak. Do pierwszej połowy spotkania sędzia doliczył minutę.

Po przerwie obydwaj trenerzy dokonali zmian w swoich zespołach. Jan Urban na boisko wysłał Macieja Rybusa za Vukovica, a Jan Złomańczuk, Pawła Magdonia za Jacka Popka. Już od pierwszych minut drugiej części meczu mocno zaczęli goście, próbując odrobić straty. Najpierw uderzać próbował Edward Cecot, a następnie Maciej Stolarczyk. W 58. minucie na boisku pojawił się Janusz Dziedzic, zmieniając Tomasza Wróbla. Przez najbliższe dziesięć minut na boisku mają królować gospodarze. Zaczęło się od próby Ujka, który starał się uderzyć piłkę z przewrotki. Niestety taka sztuka udaje się bardzo rzadko i zawodnik minął się z nią w powietrzu. 65. minuta to niecelne dogranie Stolarczyka do znajdującego się w polu karnym gości Ujka. 69. minuta to kolejna okazja na wyrównanie. Tym razem Garguła wrzucał piłkę do Janusza Dziedzica, który zagrał dobrze, ale po jego przedłużeniu nikt nie zagrał piłki. Najgroźniejsza jak dotąd akcja gospodarzy miała miejsce w 73. minucie, kiedy to Garguła uderzał wprost z rzutu wolnego na bramkę Jana Muchy. W 74. minucie niespełna siedemnastoletni zawodnik Legii Warszawa - Ariel Borysiuk zmienia Gizę, a praktycznie na dziesięć minut przed końcem spotkania Paweł Strąk schodzi za Krzysztofa Janusa oraz za Marcina Smolińskiego na boisku pojawia się Kamil Majkowski. Dotychczasowa gra pokazywała, że w tym meczu trzeba pogodzić się z porażką. Jednak jak to w futbolu bywa - nie można być do końca pewnym. Tak było i tym razem. W 87. minucie, po trzech rzutach rożnych gospodarze w końcu wykorzystali swoją szanse. Po dośrodkowaniu do piłki pierwszy dopadł Jarzębowski i pokonał Muchę. Mieliśmy wynik 1:1. Podłamani goście chaotycznie próbowali atakować, co przyniosło większą korzyść Bełchatowowi. Chwilową nieuwagę Legionistów wykorzystał Dziedzic i po szybkiej akcji pokonał Muchę. Było już 2:1 i sensacja wisiała w powietrzu. Zawodnikom było chyba jednak za mało wrażeń jak na jeden wieczór. W 4 - minutowym. doliczonym czasie gry, pod bramką Sapeli powstał istny kocioł. W gąszczu nóg do piłki dobiegł Rybus i na kilka chwil przed końcowym gwizdkiem sędziego wpakował ją do bramki.

Może i spotkanie to nie było zbyt ciekawe, ale takiej końcówki chyba prędko w Bełchatowie nie zobaczymy...

PGE GKS Bełchatów - Legia Warszawa 2:2 (0:1)
0:1 - Roger 16'
1:1 - Jarzębowski 87'
2:1 - Dziedzic 90'
2:2 - Rybus 90+3'

Składy:

PGE GKS Bełchatów: Sapela - Cecot, Stolarczyk, Pietrasiak, Popek (46' Magdoń), Wróbel (58' Dziedzic), Strąk (79' Janus), Jarzębowski, Rachwał, Garguła, Ujek.

Legia Warszawa: Mucha - Rzeźniczak, Astiz, Wawrzyniak, Kiełbowicz, Radović (46' Rybus), Vuković, Roger, Smoliński (83' Majkowski), Giza (75' Borysiuk), Chinyama.

Żółte kartki: Ujek, Pietrasiak, Cecot (PGE GKS) oraz Giza, Vuković, Kiełbowicz, Roger (Legia).

Sędzia: Zdzisław Bakaluk (Olsztyn).

Widzów: 4600 (około 350 z Warszawy).

Najlepszy zawodnik PGE GKS: Tomasz Jarzębowski

Najlepszy zawodnik Legii Warszawa: Roger Guerreiro

Najlepszy piłkarz meczu: Roger Guerreiro

Komentarze (0):

Komentarze (0)

×
PRZEJDŹ NA WP.PL