Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Facebook / Na zdjęciu: śmigłowiec, który brał udział w akcji ratunkowej na Nanga Parbat

"Sprowadzenie zwłok leży w gestii rodziny". Jacek Berbeka o dramacie na Nanga Parbat

Piotr Bobakowski
Piotr Bobakowski
- Sprowadzenie zwłok nie jest łatwe, ale najbliżsi mając taką wolę i możliwości mogą zrobić w tej kwestii wszystko - ocenia w rozmowie z PAP Jacek Berbeka, który w 2013 r. wyruszył na Broad Peak, by odnaleźć ciało swojego brata.

- Sprowadzenie zwłok danej osoby leży tylko i wyłącznie w gestii rodziny. To nie jest łatwe, ale najbliżsi mając taką wolę i możliwości mogą zrobić w tej kwestii wszystko - powiedział w rozmowie z PAP Jacek Berbeka - taternik i himalaista - który zabrał głos ws. dramatu Tomasza Mackiewicza na Nanga Parbat.

Brat Macieja Berbeki, który 6 marca 2013 r. razem z Tomaszem Kowalskim zaginął na stokach ośmiotysięcznika Broad Peak w Karakorum (w ataku na szczyt brali wówczas udział też Adam Bielecki i Artur Małek), był organizatorem wyprawy, mającej na celu odnalezienie ciał i pochowanie polskich alpinistów.

Ciało Kowalskiego odnaleziono na wysokości około 7960 m n.p.m. i pochowano ok. 100 metrów niżej pod kamieniami. Maćka Berbeki nigdy nie udało się odnaleźć. Jacek Berbeka zdradził, że operacja przeniesienia zwłok Kowalskiego na odcinku tylko 100 metrów była niezwykle wyczerpująca i trwała aż sześć godzin.

Ratownik tatrzański Edward Lichota również uważa, że tylko rodzina Mackiewicza może zdecydować o sprowadzeniu jego ciała z Nanga Parat. Ekspert jest pod dużym wrażeniem bohaterstwa Bieleckiego i Denisa Urubki, którym udało się uratować francuską alpinistkę Elisabeth Revol, ale jednocześnie obawia się, że obaj ratownicy nie unikną trudnych pytań. Spekuluje w rozmowie z PAP, że kiedy emocje opadną powrócą pytania o to, czy jednak nie można było podejść po Mackiewicza.

ZOBACZ WIDEO Krewna Tomasza Mackiewicza: Może być tak, że będziemy musieli pochować pustą trumnę

Komentarze (6):

  • sgtPitt Zgłoś
    Piszę to z przykrością, ale uważam, że pod takimi artykułami nie powinno być możliwości swobodnego wypowiadania się. Przykre, ale trole potrafią i z takich rzeczy żartować, lub
    Czytaj całość
    filozofować na ten temat. To zbyt poważna sprawa, aby to oceniać, bez względu czy ma się na ten temat jakąkolwiek wiedzę. Reszta niech pozostanie milczeniem.
    • Paweł - słowo Boże Zgłoś
      Ja napiszę tak, może to ktoś pochwalić, może to ktoś opluć - to, czy Tomek żyje, czy nie, wie tylko Bóg Wszechmogący. Może Tomek jeszcze żyje i wtedy trzeba go ratować, a może
      Czytaj całość
      jest już za późno ze względu na jego śmierć. Bóg najsprawiedliwiej oceni jego życie, jego dokonania dla rodziny i jego pasję, która zaprowadziła go w Himalaje. Dla mnie jedynym wykładnikiem aktualnej akcji ratunkowej może być tylko pogoda na tej górze i możliwości prowadzenia w danych i aktualnych warunkach poszukiwań Tomka, żywego, czy martwego. Osobiście podziwiam i chylę czoła przed alpinistami ,którzy w nocy i w znanych wszystkim warunkach pogodowych wspinali się na ratunek obojgu. Jednak podobnie jak wielu uważam, że są pasje, które nie powinny kolidować z dobrem i wspólnotą rodziny. Można mieć swoje pasje, ale w określonych sytuacjach powinno się je odłożyć do szuflady, bo rodzina jest najważniejsza,zwłaszcza , gdy są dzieci.Bóg dał człowiekowi życie i powinno ono być na Boga ukierunkowane, Bóg daje rodzinę i dzieci i wtedy rodzina i dzieci powinny stać się jedyną pasją, zapatrzenie w siebie i swoje koncepcje,zachcianki lub jakiekolwiek hobby może prowadzić do stanu pychy i egoizmu, gdy jakieś hobby lub pasja stają się dla człowieka zaślepieniem, zniewoleniem - po prostu swoistym bożkiem w życiu. A przecież pierwsze przykazanie Boże brzmi- "Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną".... Małe dzieci nie zrozumieją pasji matki lub ojca, one myślą innymi kategoriami. Dziecko małe myśli inaczej, dorosłe też myśli inaczej.Każde dziecko,zwłaszcza małe potrzebuje opieki, miłości i obecności ojca i matki,bo taki jest święty zamysł Boży. Ja dla dzieci i rodziny ze swojej pasji lub takiego czy innego hobby bym bez dyskusji zrezygnował, gdyby stanowiła zagrożenie dla rodziny i dzieci, może poszukałbym jakiegoś bezpiecznego hobby....Śmierć może nas spotkać w każdej chwili, ale co innego odejść z tego świata w stanie poświęcenia i służby dla rodziny, niż w oddaniu się osobistej pasji... A jedno jest pewne - dokonania życiowe każdego z nas Bóg w swoim czasie odpowiednio oceni i sprawiedliwie skomentuje. Ogarniam modlitwą rodzinę, a w szczególności trójkę dzieci Tomka nieustającą modlitwą, by jeżeli będzie to zgodne z Wolą Bożą odzyskały ojca żywego cudem Miłosierdzia Bożego, lub w innym przypadku o dar ukojenia w bólu po śmierci Tomka. Napisałem swoje zdanie i zaznaczam,że nie przewiduję polemiki z moim komentarzem, zwłaszcza z powodu braku wolnego czasu.
      • Jasieczek Ziomalek Zgłoś
        "operacja przeniesienia zwłok Kowalskiego na odcinku tylko 100 metrów była niezwykle wyczerpująca i trwała aż sześć godzin" - No więc teraz niech ci wszyscy, którzy plują "czemu nie
        Czytaj całość
        poszli po Tomka" wyobrażą sobie, że znoszenie ciężko chorego (zapewne nieprzytomnego) człowieka, to taki sam wysiłek jak niesienie ciała, bo on w niczym nie pomoże, nie podeprze się nogami, itp. Skoro 100m zajęlo 6 godzin, to ile zajęłoby zniesienie Tomka ponad 1000m do punktu gdzie spotkali Revol a potem drugie tyle niżej?
        Wszystkie komentarze (6)

        Komentarze (6)

        PRZEJDŹ NA WP.PL