Najnowsze Wyniki/Kalendarz

Na co porywa się Kowalczyk? Bieg Wazów to ból, chwała i... zupa z borówek

Michał Fabian
Michał Fabian


Jak wyglądają te zawody z perspektywy zawodnika, który nie walczy o zwycięstwo, lecz o dotarcie do mety w przyzwoitym czasie? Najtrudniejszy jest początek. Naziemiec podkreśla, że to mało komfortowy moment. - Start dla amatorów jest mocno utrudniony. Trzeba się ustawić w ostatnim rzędzie, razem z kilkoma tysiącami narciarzy-szaraczków, którzy biegną pierwszy raz. Do samej linii startu dotarłem chyba... godzinę po rozpoczęciu biegu. Ta polana jest wprawdzie ogromna, ale zaraz potem jest też "wąskie gardło" - podkreśla Naziemiec w rozmowie z naszym serwisem.

Zanim rozpoczęła się rywalizacja, wielu biegaczy wpadło w popłoch. Jeśli ktoś chciał tuż przed startem skorzystać z toalety, okazało się to niemożliwe. - Strefy były zamknięte, nikt nie mógł się ruszyć. Do tego wszędzie kamery - mówi sportowiec ze Śląska. Wybór był następujący: wytrzymać dwie godziny (a nawet więcej) i udać się "za potrzebą" na punkcie kontrolnym albo... pozbyć się wstydu i "załatwić sprawę" w miejscu, które się zajmowało.

Tłok i ścisk. A do tego podbieg. Ten pierwszy krótko po starcie. Ma około cztery kilometry. - Jest podbieg, ale... tam w ogóle nie da się przemieszczać. Przy takim tłumie praktycznie stoi się ciągle w miejscu. Z tego powodu trudno mi było zmieścić się na pierwszych bramkach z limitami czasowymi - dodaje Leszek Naziemiec.

To może być stresujące, bo na każdy z siedmiu punktów kontrolnych zawodnicy muszą stawić się w określonym czasie. Jak widzimy na poniższej grafice, kto nie dotrze na pierwszy punkt - w miejscowości Smågan (11 km) - do godziny 10.30, zostanie zdjęty z trasy. Żadne tłumaczenia nie pomogą. Szwedzi są w tej kwestii bezwzględni.

Fot. vasaloppet.seFot. vasaloppet.se

Nasz rozmówca pierwsze limity wypełnił, później zaś - gdy stawka nieco się przerzedziła - zaczął czerpać przyjemność z biegu. - Gdy uda się w końcu przebić do przodu, to z każdym kilometrem jest coraz lepiej. A po 40. kilometrze już całkiem przyjemnie. Sam bieg to rewelacja. Trasa w porównaniu choćby z Biegiem Piastów jest prosta - dodaje Leszek Naziemiec.

Choć na słabiej jeżdżących na nartach czyhają pułapki. Możecie się o tym przekonać, oglądając film z 2012 roku.

Fioletowy śnieg

Po czwartym punkcie kontrolnym - Evertsberg (na 48. kilometrze) - są już praktycznie tylko zjazdy i płaskie odcinki. Tyle że sił w tym momencie zaczyna już brakować. By sportowcy nie padli z wycieńczenia, w punktach kontrolnych usytuowane są stoły z jedzeniem i napojami.

Napoje izotoniczne, słodycze, owoce, kawa. W pobliżu wspomnianych stołów śnieg ma dość dziwny kolor. Fioletowy. Debiutanci mogą być zdziwieni. Stali bywalcy już wiedzą, co to jest.

Zupa z borówek. Jest ona bardzo gęsta, podawana narciarzom w kubkach. Ta potrawa spożywana jest w Vasaloppet w masowych ilościach - w ubiegłym roku zużyto 44 tysiące litrów. - To podstawa. Tradycja Biegu Wazów. Człowiek jest wychłodzony, więc taka ciepła, "kisielowa" zupa jest idealna - mówi nasz rozmówca.


Komentarze (2):

Komentarze (2)

×
PRZEJDŹ NA WP.PL