WP SportoweFakty

Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Newspix / Na zdjęciu: Mateusz Borek

Waldemar Ossowski: Płacę, to wymagam. Bumobicie wyszło z mody

Waldemar Ossowski
Waldemar Ossowski
Choć dobrych pięściarzy w Polsce nie brakuje, to kondycja boksu zawodowego w naszym kraju ma się marnie. Wielu kibiców i ekspertów twierdzi, że MMA na długie lata strąciło szermierkę na pięści z pozycji lidera. Przyczyna jest oczywista.

Fakt, w dużej mierze, a nawet głównie za sprawą KSW, to mieszane sztuki walki osiągnęły prawdziwy top popularności nad Wisłą. Stało się tak jednak dlatego, że polski kibic - w rozumieniu ten, który kupuje bilety na gale czy siada przed telewizorem -otrzymał emocje, których przez lata brakowało mu oglądając bokserskie przedstawienia organizowane przez polskich promotorów. 

Skupiając się tylko teraz na boksie. Mateusz Borek według mnie jest rewolucjonistą, a to dlatego, że z impetem i świadomie dokonał puczu, za którym idzie tłum. Mając dość oglądania bumobicia na galach organizowanych przez promotorów, z którymi działał jeszcze w Polsacie, postanowił wejść do gry i ratować obraz boksu w Polsce, choć konkurencja twierdzi zupełnie inaczej. 

Zobacz także: Krzysztof Włodarczyk przeszedł operację

Jedni uważają go za intruza polskiego pięściarstwa. Dlaczego? Bo zamiast ściągać dla Wacha czy Jonaka pięściarskich emerytów czy juourneymanów, ten serwuje kibicowi kartę walk, przy której nie sposób się nudzić. W niej brak jest zdecydowanych faworytów, a Polacy dużo ryzykują. Finalnie jednak publika z takiej gali wychodzi usatysfakcjonowana i oczekuje więcej. 

ZOBACZ WIDEO Sławomir Duba o końcu kariery Marcina Różalskiego: Coś może się pozmienia, ale to daleka przyszłość

Jak każda rewolucja, tak i ta niesie ze sobą ofiary. Mówią, że Borek zniszczył karierę Szymańskiemu. Chłopakowi przecież od lat budowano rekord, prowadzono do walki o tytuł, a on posłał go na bój z twardym górnikiem. Jakie jednak, z całym szacunkiem dla Szymańskiego, można w nim pokładać nadzieje, skoro ten pięć razy pada po ciosach rywala, który na co dzień pracuje w kopalni, a w ringu dorabia do pensji.

Adekwatnie sytuacja ma się w stosunku do Wacha czy Jonaka. Jaki jest sens, żeby panowie obili bumów w Katowicach w kwietniu i w drugiej połowie roku lecieli na walki z klasowymi rywalami za ocean? Ktoś powie, że zarobią tam dobre pieniądze. Zgoda. Tylko może wtedy róbmy boks bez kibiców, obijanie "ogórków" już dawno wyszło z mody, kiedy kibice mogą sobie sprawdzić, kim tak naprawdę jest Laszlo Fekete i z kim do tej pory walczył Alexandru Jur. Jeśli nie potrafisz na własnym podwórku pokonać takich rywali jak Robinson czy Bakole, to w jakim celu warto posyłać cię na starcia z najlepszymi. Szkoda zachodu, nie róbmy z kogoś mistrza na siłę. Nie budujmy już nadmuchanych rekordów.

Zobacz także: Jesienią kolejna walka Wasyła Łomaczenki

Chyba wszyscy pamiętają, jak kończyły się wyjazdy zagraniczne, na jednorazową wypłatę, dla Andrzeja Wawrzyka czy Pawła Kołodzieja. Wyklarujmy pięściarzy, którzy będą coś znaczyć bez układów biznesowych. Maciej Sulęcki czy Krzysztof Głowacki  już to udowodnili. Fakt, przez kilka lat oni również obijali rywali znacznie słabszych, ale Szymański też to robił. Po prostu teraz przyszedł czas weryfikacji, niestety brutalnej.  

Jeśli dalej wyniki gali będą znane przed jej rozpoczęciem, to za chwilę i hale w Nysie czy Łomży będą za duże do wypełnienia. Zresztą i tak większość biletów sprzedają sami bokserzy. Skoro nawet taki pojedynek jak Szpilka - Wach nie jest w stanie zapełnić Areny Gliwice, to widać dobitnie, że polskiemu kibicowi zbrzydło już oglądanie bumobicia.

Waldemar Ossowski
Inne teksty autora >>>

Które gale uważasz za lepsze z perspektywy kibica?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (3):

    PRZEJDŹ NA WP.PL