Najnowsze Wyniki/Kalendarz
pościg policji za OJ Simpsonem Getty Images / Jean-Marc Giboux/Liaison / Na zdjęciu: pościg policji za O.J. Simpsonem

#DziałoSięWSporcie. Pościg, który oglądają całe Stany Zjednoczone

Bartłomiej Bukowski
Bartłomiej Bukowski
Przed telewizorami blisko 100 milionów osób. Wszyscy z zapartym tchem śledzą rozwój sytuacji. Czy biały Ford Bronco, w którym znajdować ma się gwiazdor NFL O.J. Simpson, zostanie schwytany?

17 czerwca 1994 roku. Ulicami Południowej Kalifornii trwa pogoń policji za białym Fordem Bronco. Samochód prowadzi Al Cowlings, wieloletni przyjaciel O.J. Simpsona. Sam Simpson również jest w aucie i trzyma pistolet przyłożony... do własnej głowy. 

Wszystko relacjonują największe amerykańskie telewizje. Pościg na żywo śledzi 95 milionów Amerykanów! Stacja NMB przerywa nawet transmisję finałowego meczu NBA, aby pokazać wydarzenia na kalifornijskiej autostradzie. 

Simpson jest głównym podejrzanym w sprawie morderstwa swojej byłej żony oraz 25-letniego kelnera. Zgodnie z ustaleniami między prawnikiem Simpsona a policją, futbolista miał się dobrowolnie stawić na komisariacie. Zamiast tego kilka godzin później został namierzony na autostradzie w hrabstwie Orange. 

Droga zostaje zamknięta dla ruchu. Co jednak ciekawe, zbieg wcale nie porusza się z zapierającą dech w piersiach prędkością. Jego Ford jedzie około 55 km/h, a za nim falanga radiowozów. 

W końcu, po przebyciu 80 kilometrów, Simpson wraz z policyjną eskortą dociera do własnej posiadłości. Rozpoczynają się negocjacje Cowlingsa z funkcjonariuszami. Po około godzinie na miejsce dociera również Robert Shapiro - prawnik gwiazdora. Kilka minut później Simpson dobrowolnie oddaje się w ręce policji. Jeżeli wina zostanie mu udowodniona, grozi mu nawet kara śmierci.

37 ran kłutych

O.J. Simpson oskarżony został o zamordowanie swojej byłej żony, 35-letniej Nicole Brown Simpson oraz 25-letniego Rona Goldmana. Zwłoki, pozostawione na terenie ogródka należącego do kobiety, znaleźli około północy 13 czerwca sąsiedzi zaalarmowani przez psa ofiary. 

Morderstwo było wyjątkowo brutalne - kobieta miała na ciele 12 ran kłutych, Goldman - 25. Rany Nicole były umiejscowione głównie w okolicach głowy i szyi, ale także na rękach, co wskazywało, że próbowała się bronić. 

Goldman natomiast miał znaleźć się na miejscu przypadkowo - odnosząc kobiecie okulary pozostawione w pobliskiej restauracji, gdzie pracował jako kelner. Część mediów sugerowała natomiast, że dwójka miała romans. 

Nicole Brown była drugą żoną amerykańskiego gwiazdora. Poznali się, gdy miała zaledwie 18 lat. Wówczas Simpson był już od 10 lat żonaty z Marguerite L. Whitley, z którą miał trójkę dzieci. Po dwóch latach znajomości z Nicole postanowił się jednak rozwieść. W 1985 para zdecydowała się pobrać. Ich związek był jednak wyjątkowo burzliwy. Nicole kilkukrotnie skarżyła się na przemoc domową. W 1989 Simpson za znęcanie się nad małżonką był nawet skazany na 120 godzin prac społecznych. Finalnie w 1992 roku doszło do kolejnego rozwodu. 

"Czarniejszy niż był w rzeczywistości"

Simpson z miejsca stał się głównym podejrzanym. Dowodów na jego winę nie brakowało. Na miejscu zbrodni była jego krew, w jego samochodzie były natomiast włosy i krew ofiar. Dodatkowo w domu Nicole znaleziono jego rękawiczkę, drugą natomiast na jego własnym podwórku. Mało? Krwawe odciski butów z miejsca zbrodni idealnie pasowały do obuwia Simpsona. 

Wyrok? Uniewinnienie. 

Procesem żyła cała Ameryka. Długie jedenaście miesięcy. Z rozprawy zrobiono bowiem istne reality-show. Całość, a jakże, pokazywały największe stacje. Ludzie siadali przed telewizorami i śledzili kolejne ruchy sędziego, prokuratury, świadków i co najważniejsze - samego Simpsona. Do dziś bez problemu można znaleźć nagrania z tamtych wydarzeń - jak choćby moment przymierzenia przez oskarżonego wspomnianych rękawiczek, które oczywiście nie pasowały (co znowu nie jest tak trudne do zainscenizowania).

Ostatecznie 3 października 1995 roku ława przysięgłych orzeka wyrok. To był moment, gdy Ameryka stanęła. Na kilkanaście minut odnotowano zauważalny wzrost poboru energii elektrycznej - szacuje się, że wówczas przed telewizorami zasiadło ponad 100 milionów obywateli. Na siłowniach przerywano ćwiczenia, dyrektorzy robili przerwy w spotkaniach, fabryki stawały. Nawet ówczesny prezydent  Bill Clinton zasiadł przed ekranem. Alan Dershowitz w książce "America on Trial" określił ten moment jako najbardziej bezproduktywne pół godziny w historii Ameryki. Miał on przynieść 480 milionów dolarów strat.  Każdy chciał wiedzieć, jak zakończy się "sprawa stulecia".

Werdykt orzekający, że Simpson jest niewinny, wzbudził oczywiście mnóstwo kontrowersji. Decyzja ta spotkała się bowiem z bardzo dużym poparciem czarnoskórych obywateli Ameryki. Oburzeni zaś byli Latynosi oraz biali mieszkańcy Stanów. Jak bowiem nietrudno się domyślić - z całości uczyniono kolejną batalię o prawa mniejszości, nie uniknięto podtekstów na tle rasowym.  

To były bowiem czasy, gdy czarnoskórzy mieszkańcy Ameryki czuli się mocno dyskryminowani. Niewiele wcześniej Los Angeles wstrząsnęły zamieszki spowodowane brutalnością białych policjantów w stosunku do czarnoskórych obywateli.  Porządek zaprowadzić musiało wojsko. Sytuacja była bardzo podobna do aktualnie głośnej sprawy George'a Floyda. 

Jak zatem łatwo przewidzieć, to właśnie budowanie narracji o krzywdzie czarnoskórego Simpsona było główną linią obrony jego prawników. Kwestionowali oni nawet rękawiczkę znalezioną na posesji oskarżonego. Ich zdaniem funkcjonariusz, który na nią natrafił, po prostu ją tam podrzucił. Powód? Był biały. Dodatkowo uznawali, że DNA zabezpieczone na miejscu zbrodni nie może być wiarygodne, bo wszystko robiono niechlujnie i zostało ono zanieczyszczone.  

- Musieliśmy uczynić go czarniejszym, niż był w rzeczywistości - tłumaczył później otwarcie jeden z adwokatów. To wystarczyło. Po pierwsze, aż dziewięciu członków ławy przysięgłych było Afroamerykanami. Po drugie - skazanie Simpsona niosło za sobą wysokie ryzyko kolejnych zamieszek. 

Największym absurdem sytuacji jest natomiast fakt, że Simpson całe życie unikał jak tylko mógł identyfikacji z Afroamerykanami. Gdy inni sportowcy wspierali ruchy społeczne na rzecz poprawy ich sytuacji, on się od nich konsekwentnie odcinał.

Warto również dodać, że ostatecznie Simpson został skazany za zamordowanie Nicole Brown oraz Rona Goldmana, ale... jedynie przez sąd cywilny i to dopiero w 1997 roku. W efekcie wyroku gwiazdor musiał wypłacić bliskim ofiar 33,5 miliona dolarów. 

Gdybym to zrobił

Jakby sytuacja wydawała się za mało absurdalna, a uniewinnienie Simpsona nie dość naciągane - w 2007 roku wydał on książkę o wymownym tytule "If I did it" ("Gdybym to zrobił"). 

Książka, co oczywiste, wzbudziła olbrzymie kontrowersje. Zawierała dokładne opisy morderstwa, które zdaniem wielu mógł znać tylko sprawca. Jej wydania odradzał nawet menadżer Simpsona - Norman Pardo. Ten jednak nie zważał na jego słowa. Pardo tłumaczył później, że została ona napisana bez udziału gwiazdora, a ten tylko zaakceptował jej finalny kształt. Autor tytułu - Pablo Fenjves - utrzymuje jednak, że była ona pisana w wyniku długich dyskusji z Simpsonem. 

Dodatkowo, telewizja FOX wraz z premierą książki miała opublikować specjalny wywiad, w podobnym klimacie. Całość została jednak anulowana w wyniku protestów. - Ja oraz kierownictwo wyższego szczebla zgadzam się z opinią publiczną w USA, że był to źle przemyślany projekt. Przepraszamy za ból, który został wywołany u rodziny Rona Goldmana i Nicole Brown Simpson - powiedział wówczas szef stacji Rupert Murdoch. 

Książka finalnie została wydana rok później, wywiad - po 12 latach. Oczywiście nie obyło się bez kolejnych kontrowersji. Simpson bowiem, który początkowo używał form przypuszczających takich jak "miałbym" czy "chciałbym", z czasem przeszedł do form dokonanych - "złapałem nóż", "stałem tam".

Koniec końców Simpson trafił jednak za kraty. 5 grudnia 2008 roku został skazany na 33 lata więzienia za napad z bronią w ręku. Według wielu, wyrok był tak surowy "za całokształt dokonań" Amerykanina, w tym za zabójstwo z 1994 roku, nie zaś za to konkretne przestępstwo. 

Dziś jednak 72-latek jest już na wolności. Z więzienia wyszedł bowiem po zaledwie dziewięciu latach w ramach zwolnienia warunkowego. 

Inne teksty z serii #DzialoSieWSporcie.

Sprawdź też nasze cykle Sportowe rewolucje i Pamiętne mecze.

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: perfekcyjnie wykonał rzut wolny. Bramkarz bohaterem!

Komentarze (1):

  • Daryl Dixon Zgłoś
    Pamiętajmy, że obecnie byłby to pościg o podłożu rasistowskim. Agresywni biali policjanci, ścigający uczciwie płacącego podatki murz... znaczy afroamerykanina.

    Komentarze (1)

    ×
    PRZEJDŹ NA WP.PL