WP SportoweFakty

Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Facebook / Na zdjęciu: James Ransom z tatą.

Zabił się przez uraz głowy. Takich wypadków wśród zawodników było znacznie więcej

Krzysztof Gieszczyk
Krzysztof Gieszczyk
Rodzice 13-letniego chłopaka, który popełnił samobójstwo, nie mogli pogodzić się ze śmiercią dziecka. Poszukiwania odpowiedzi na pytanie "dlaczego" dało zaskakujące rezultaty, bo podobnych przykładów nie brakowało.

W 2015 roku James Ransom miał 12 lat. Mieszkał z rodzicami i siostrą w Ladera Ranch w Kalifornii, od trzech lat trenował football amerykański. Wysoki i silny jak na swój wiek, uznawany był za spory talent.

Rodzice chłopaka, Greg i Courtney, nie byli na meczu, który odbył się cztery lata temu, 12 września. Dowiedzieli się później, że ich syn starł się z jednym z rywali, który mocno zaatakował Jamesa. Trener nie ściągnął go z murawy, bo do takich kontaktów dochodziło wielokrotnie. Nikt nie sprawdzał, czy chłopak doznał wstrząsu mózgu. Szkoleniowcy uczyli go, że trzeba być twardym i wytrzymałym na ból.

W drodze do domu ojciec zauważył krew w uchu syna. Wieczorem James przyznał się, że "widział gwiazdy" przed oczami, kiedy dostał cios w głowę. Działo się tak również wielokrotnie w przeszłości. Dwa dni później zaczął odczuwać zawroty głowy, miał kłopoty z pamięcią. Rodzice zabrali go do pediatry, który zdiagnozował wstrząs mózgu. 12-latek podczas testów u neurologa oglądał trójkątne i kwadratowe kartki, ale już minutę później nie był w stanie powiedział nic o pokazanych mu kształtach. Nie potrafił stać na jednej nodze, rozbiegał mu się wzrok.

Doszły do tego nietypowe zachowania. James ciągle sprawdzał, czy bateria w telefonie jest naładowana w 100 procentach. Kilkanaście razy dziennie upewniał się, że system w jego tablecie jest zaktualizowany. Interesował się historią, ale zapominał podstawowe daty. Nie był już małym dzieckiem, widział, że dzieje się coś niedobrego. - Ciągle był rozdrażniony i agresywny, nigdy tak się nie zachowywał. Rzucał się na mnie z pięściami, turlał się po podłodze, uciekał do swojego pokoju, choć zawsze lubił towarzystwo. Zmienił się - powiedział Greg Ransom, ojciec chłopca, dla bleacherreport.com.

ZOBACZ WIDEO: Krzysztof Wielicki: Tomasz Mackiewicz miał wspaniałą wizję, ale był postrzegany krytycznie

Rodzicie nie wiedzieli, jak pomóc synowi. Chodzili od lekarza do lekarza, wreszcie natrafili na badania Benneta Omalu, neuropatologa z Pittsburgha. Przebadał on mózgi zawodowych sportowców wielokrotnie narażonych na uderzenia w głowę. Efekt: cierpieli na przewlekłą encefalopatię pourazową (CTE). Zakładano jednak, że uraz dotyczył dorosłych. Greg Ransom: - Nie spodziewaliśmy się ani razu, że nasz syn może mieć długotrwałe uszkodzenie mózgu.

Stan chłopca się pogarszał, wiedział, że o powrocie do treningów nie ma mowy. Trzy miesiące po wypadku pierwszy raz próbował się zabić. Potem wrócił do szkoły, wydawało się, że leczenie przynosi efekty. Powiesił się w swoim pokoju w listopadzie 2016 roku.

Syndrom pijaka

Zeszłoroczne badania na uniwersytecie w Bostonie wykazały, że chłopcy trenujący football poniżej 12. roku życia mieli dwukrotnie większe problemy z agresywnym zachowaniem i trzykrotnie większe szansę na zachorowanie na depresję. W 2016 roku ustalono, że cierpiący na CTE zwiększają prawdopodobieństwo samobójstwa. Wszystko przez to, że mózg - wskutek urazów - rozwija się wolniej niż reszta ciała młodego człowieka.

Jeszcze kilkanaście lat temu było to zagadnienie niechętnie poruszane w amerykańskim sporcie. W styczniu 2017 roku - dopiero wtedy - weszła w życie ustawa, według której trenerzy są zobowiązani do przymusowego odsuwania od drużyny zawodników, u których zdiagnozowano wstrząs mózgu. Na CTE (stan na luty 2018) nie wynaleziono lekarstwa, więc pozostaje zapobieganie przyczynom. Pierwszy raz chorobę tę szerzej opisano w latach czterdziestych XX wieku, nazywając ją "syndromem pijaka", bo człowiek po ciosach w wielokrotnych głowę zachowywał się, jakby był pod wpływem alkoholu. Kilkanaście lat temu wspomniany doktor Omalu rozpoczął badania dotyczące uszkodzeń mózgu u zawodników NFL. W 2005 roku opublikował wyniki. Władze zawodowej ligi zareagowały publicznym deprecjonowaniem wynik podawanych przez Omalu

James Ransom prawdopodobnie miał CTE. Prawdopodobnie, bo działacze futbolowej drużyny "Ogierów" nie udostępnili im wyników badań wykonanych we wcześniejszych latach. Informowano rodziców jedynie, że wszystko jest ok, jednak po śmierci chłopca nie było to takie pewne. Od 2010 roku, jeśli u zawodnika stwierdzono wstrząs mózgu, jego powrót mógł zaakceptować dopiero neurolog. Nie wiadomo, czy w ogóle takie badania były przeprowadzane.

Rodzice chłopca po jego śmierci zaczęli wertować internet. Dowiedzieli się, co to jest CTE, a także nawiązali kontakt z innymi rodzinami, gdzie młodzi sportowcy odebrali sobie życie. Schemat był zawsze podobny: treningi w dyscyplinach kontaktowych, potem poważniejsze urazy, zmiana zachowania, wreszcie śmierć. Sprawa dotyczy MMA, boksu, NHL, NFL, rugby. Objawy pojawiają się zwykle w ciągu 8-10 lat od początków treningu. Zawroty głowy, nadpobudliwość, utrata pamięci, zachowania impulsywne, demencja, zaburzenia ruchowe, kłopoty ze słuchem, depresję, na końcu jest samobójstwo. Oczywiście nie jest to stały schemat, jednak badania Benneta Omalu wykazały, że w przypadku młodych sportowców sytuacja jest powtarzalna.

Mike Webster

Robert A. Stern, neurochirurg ze szpitala uniwersyteckiego w Bostonie, zapowiedział, że w ciągu 10 lat zostanie opracowana metoda diagnozowania CTE w początkowej fazie. Na razie Amerykanie poruszają się nieco po omacku. Wśród bardzo rozwiniętego sportu akademickiego przypadki CTE nie należą do rzadkości. Głośniej o chorobie mózgu zrobiło się, kiedy światło dzienne ujrzały badania Omalu. Opisał przypadek Mike’a Webstera, 50-letniego byłego zawodnika NFL, który zmarł w niejasnych okolicznościach w 2002 roku. Opublikowane badania wskazywały winnego: CTE. Następnym głośnym przypadkiem była samobójcza śmierć Juniora Seau w 2012 roku. Omalu został odsunięty od sprawy przez syna zmarłego byłego zawodnika NFL. Zdaniem amerykańskich mediów, za sprawą stały władze NFL, które podważały kwalifikacje Omalu.

Na zdjęciu: Mike Webster (fot. Facebook).Na zdjęciu: Mike Webster (fot. Facebook).
Tragicznych przypadków przybywało. W 2010 roku zastrzelił się Owen Thomas, w 2012 roku Jovan Belcher zabił swoją partnerkę, a następnie popełnił samobójstwo, 17-letni Nathan Stiles, John Mackey, Ray Easterling. W sumie co najmniej 22 przypadki śmierci spowodowanej CTE wśród footballistów. Do tego ok. 60 przypadków samobójczej śmierci wśród innych dyscyplin kontaktowych sportu. W 2012 roku około 4 tysięcy byłych zawodników NFL wystosowało pozew zbiorowy przeciwko władzom NFL. Zarzucali działaczom, że nie reagowali na objawy uszkodzeń mózgu, narażając zawodników na trwałe uszkodzenia.

W 2013 roku doszło do pierwszej ugody. Utworzono fundusz, na który władze ligi przelały niemal 770 mln dolarów. Z niego miano wypłacić odszkodowania, a także płacić za badania lekarskie byłych zawodników. Sprawa utknęła jednak w sądzie. Amerykański wymiar sprawiedliwości uznał, że nie ma jasnych przesłanek co do momentu powstania CTE, jak również objawów typowych dla tej choroby, więc umowa nie może być zawarta w świetle przepisów prawa. Porozumienie osiągnięto wreszcie w 2015 roku. W 2017 roku naukowcy z uniwersytetu w Bostonie poinformowali, że CTE - ich zdaniem - zdiagnozowano u 98 procent byłych zawodników NFL.

Komentarze (1):

    PRZEJDŹ NA WP.PL