Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Kimi RaikkonenAFP / Na zdjęciu: Kimi Raikkonen

Kimi Raikkonen. Ostatni wariat Formuły 1

Kamil Kołsut
Kamil Kołsut
Kimi Raikkonen, choć nie przeżył wielkiego sezonu, został gwiazdą gali dla bohaterów roku w motosporcie. Fin po prostu wyszedł na scenę rozanielony, wstawiony. Nic nowego. Raikkonen i alkohol są jak bracia, jego rekordowa impreza trwała 16 dni.

To była wiosna 2012 roku. Kimi Raikkonen w ciągu dwóch tygodni odwiedził cztery kraje, kilkanaście knajp, saunę i parę barów karaoke. Wpadł pijany do basenu w posiadłości Księcia Bahrajnu, skręcił staw skokowy udając Diego Maradonę, pił wino ze świecznika, aż wreszcie wytrzeźwiał i zajął trzecie miejsca w Grand Prix Barcelony. A na otwarcie konferencji prasowej jak gdyby nigdy nic wypalił: - Chciałbym złożyć wszystkim mamom najlepsze życzenia z okazji Dnia Matki.

Prawdziwek

39-latek to najbardziej barwna postać współczesnego F1. Raikkonen jest dinozaurem, reliktem dawnych czasów, kiedy kierowcy nie byli spętani PR-em i żyli w szaleńczym tempie zarówno na torze, jak i poza nim. Jasne: Fin to gość skryty, słowa cedzi jak przez sito, a jego twarz przekazuje tyle samo emocji, co oblicze skoczka Janne Ahonena. Podobno są w fińskich lasach drzewa bardziej rozmowne od niego. Kiedy kierowca już się jednak odezwie, jest bezwzględnie szczery.

- Kimi, dlaczego zdecydowałeś się podpisać kontrakt z Sauberem?
- Dlaczego nie?


Półtora roku temu kierowcy F1 ostatni raz ścigali się w Malezji. Podczas konferencji padło pytanie, czego będzie im brakować najbardziej. Kolejni goście karmili dziennikarzy banałami, aż nadeszła kolej Raikkonena. Fin oznajmił, że jedyne, co widzi podczas weekendu, to lotnisko, hotel oraz tor. I każdy sobie może wybrać, czy za którąś z tych rzeczy zatęskni. - Wszyscy o tym wiedzieli, nie powiedział nikt. Z wyjątkiem człowieka, który nauczył się mówić w wieku trzech lat - podsumował autor jego biografii Kari Hotakainen.

Kiedy podczas GP Australii ekipę Ferrari odwiedziła Nicole Kidman, Sebastian Vettel zabawiał ją rozmową, a Raikkonen po prostu się przywitał i poszedł w swoją stronę. Mało? Podczas ostatniego wyścigu w barwach McLarena przeprowadzający wywiady Martin Brundle zapytał Raikkonena na wizji, dlaczego nie wziął udziału w prezentacji z udziałem Pelego. Fin odparł, że "musiał się wysr**".

W czasach social mediów, epoce skrajnej ekspresji prywatności, skrytość i szczerość czynią z człowieka prawdziwka, dziwaka. I tak Raikkonen stał się fenomenem, ulubieńcem kibiców. Jego zachowanie to po części styl bycia ("F1 bez mediów byłaby rajem" - mówi), po części koncentracja ("Pierwsza rzecz, którą robi rano, to staje się kierowcą" - opowiadają przyjaciele), a po części zapewne efekt urazu z dzieciństwa, kiedy podczas wypadku na rowerze uszkodził struny głosowe.

Kierowca

Jako dzieciak należał do tych, którzy nie znoszą przegrywać. Zawsze musiał być najlepszy. Urodził się umazany smarem, z kluczem francuskim w dłoni. Miłość do motosportu wyssał z mlekiem matki, bez pasji rodziców na pewno nie byłoby dziś Kimiego-mistrza świata. Państwo Raikkonen zimą ciężko pracowali i zbierali grosz do grosza, a latem pakowali do vana namiot, gokart oraz synów i jeździli z nimi na zawody.

Kimi w szkole nie był orłem. Zmagał się z dysleksją, powtarzał klasę. Tor czytał lepiej niż książki. Był zabójczo szybki i trudno się dziwić, że zwykłe życie go nudziło. Biegło po prostu za wolno. Sporo go przespał, podobno drzemał nawet pół godziny przed debiutem w F1. A kiedy w młodości rodzice dyskutowali o jego przyszłości z inżynierem CRG Racing Team, nagle wyparował. Później znaleźli go śpiącego w kartonie po oponach.

- Kimi, jak w kwalifikacjach spisały się twoje opony?
- Kręciły się w kółko, zgodnie z planem.


Błyszczał w kartingu i Formule Renault. Wreszcie w 2001 roku do F1 zaprosił go Peter Sauber. Później Raikkonen jeździł dla McLarena, Lotusa i Ferrari. Przez 16 lat - miał w startach roczną przerwę, próbował sił w rajdach - wygrał 21 wyścigów Grand Prix, został mistrzem świata (2007), pięć razy stał na podium klasyfikacji generalnej cyklu. Po raz ostatni wdrapał się tam kilka tygodni temu, po dobrym roku w Ferrari. Teraz zmienia barwy i wraca do Saubera, bo ekipa z Maranello zakontraktowała Charlesa Leclerca.

Ojciec

Były dyrektor techniczny Ferrari Ross Brawn ochrzcił Fina mianem "Icemana". Pseudonim miał określać zarówno jego styl bycia, jak i styl jazdy - rozsądny, metodyczny. Raikkonen przybierał też jednak inne ksywki. Podczas wyścigu motorówek w pobliżu wyspy Hanko - członkowie jego ekipy ubrali wówczas kostiumy goryli - startował jako "James Hunt", czyli prawdopodobnie najbardziej znany playboy i bon vivant w dziejach F1.

Czy Kimi Raikkonen w przyszłym sezonie stanie na podium GP?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (1):

Komentarze (1)

PRZEJDŹ NA WP.PL