WP SportoweFakty

Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Getty Images / Paul Harding/PA Images / Na zdjęciu: Michał Stawicki, Joanna Mazur

Niepełnosprawni niczym herosi. Codziennie pokonują siebie i przeciwności, bo kochają sport

Łukasz Witczyk
Łukasz Witczyk
Walczą z chorobą i uprzedzeniami. Zanim trafią do sportu, muszą przejść setki godzin rehabilitacji. Jeśli już zdecydują się na wyczynowe treningi i zaczynają odnosić sukcesy, są pomijani przez wszystkich. Tak wygląda sport niepełnosprawnych.

O sporcie niepełnosprawnych w Polsce mówi się rzadko: średnio co dwa lata przy okazji występów sportowców na letnich czy zimowych igrzyskach paraolimpijskich. Choć ich historie mogą być inspiracją dla wielu ludzi, zarówno zdrowych, jak i niepełnosprawnych, są pomijani. Kibice żyją ich sukcesami maksymalnie przez kilkadziesiąt godzin, a później zapominają. Nie wiedzą, jak wiele osoby niepełnosprawne poświęciły, by dojść na mistrzowski poziom. To po prostu współcześni herosi.

- W sporcie paraolimpijskim rywalizacja jest na takim samym poziomie jak u pełnosprawnych osób. To jest wyścig szczurów, pokonywanie barier niemożliwych do pokonania - mówi nam Robert Nowakowski, prezes LKS Gol Start Częstochowa, klubu prowadzącego kilka sekcji dla niepełnosprawnych. To tylko pokazuje, jak trudno jest odnosić wielkie sukcesy.

Wciąż brak empatii

Udział Joanny Mazur w "Tańcu z Gwiazdami" otworzył oczy wielu osobom na problemy sportowców niepełnosprawnych. Mazur zachwyca nie tylko na tanecznym parkiecie, jest mistrzynią świata i Europy w biegach. Walczy o udział na igrzyskach paraolimpijskich w Tokio. Jest niewidoma, gdy straciła wzrok miała 13 lat. Przez ostatnie lata mieszkała w krakowskim internacie, gdzie pokój dzieliła z trzema innymi kobietami.

ZOBACZ WIDEO "Druga połowa". Porażka Juventusu w Lidze Mistrzów. "Nie można obwiniać tylko Cristiano Ronaldo"

Po tym, jak podczas tanecznego show pokazano, w jakich warunkach mieszka, biznesmen Zbigniew Jakubas postanowił ufundować jej mieszkanie. - Trzeba pokazywać, że są potrzeby. My o tym nie wiemy. Gdyby nie to, że był program, też bym się nie dowiedział i nie byłbym w stanie pomóc. To, że jest potrzeba nie jest wstydem. Wstydem jest brak reakcji u osób, które mogą pomóc - mówił Zbigniew Jakubas.

Zobacz także: Szymon Bartnicki: Jestem uzależniony od gry w zakładach bukmacherskich. Zanim popełnicie błędy, uczcie się na moich

- W niektórych przypadkach jako społeczeństwo nie jesteśmy jeszcze gotowi. Patrzę po ludziach i ta empatia jest znikoma. Gdzieś ta pomoc, bezinteresowne przepuszczenie takiej osoby w kolejce, spytanie się, czy trzeba pomóc zdarza się, ale rzadko. W większości przypadków robi tak młodzież. Te starsze osoby niestety trochę mniej rozumieją niepełnosprawność - tłumaczy Nowakowski.

Na początek rehabilitacja

Droga do osiągnięcia sukcesów w sporcie jest daleka. U zdrowych osób zaczyna się to od wysyłania dzieci przez rodziców na treningi. Ciągła praca, systematyczne postępy i setki godzin zajęć mogą w przyszłości zaowocować medalami. U osób niepełnosprawnych wygląda to w pewnym stopniu podobnie. Też są setki godzin treningów, ciągła praca. Wszystko zaczyna się jednak inaczej.

- Zawsze powtarzam, że sport kwalifikowany dla tych wszystkich dzieci przychodzących na zajęcia jest ostatecznością. One wiedzą, że biorąc udział w treningach, mają szansę wystartować w zawodach, ale przede wszystkim przychodzą się rehabilitować. To może sprawić, że taka osoba wybiera sport i to z zabawy przeradza się w sport kwalifikowany. Wydaje mi się, że nikt nigdy na początku pracy z taką osobą, nie mówi jej, że przychodzi po to, by startować w zawodach. Priorytetem jest to, że taka osoba będzie lepiej chodzić czy funkcjonować na wózku. Usamodzielni się, będzie sprawniejsza fizycznie, a to czy wybierze drogę sportowca, to już ich wybór - dodaje Nowakowski.

Przyszłość dzieci niepełnosprawnych zależna jest od ich rodziców. W 90 procent przypadków, rehabilitacja zaczyna się od wody, która jest najskuteczniejszym sposobem, by usamodzielnić dziecko i sprawić, że będzie bardziej sprawne. Dlatego większość sportowców niepełnosprawnych swoje treningi rozpoczęło na basenie. Dopiero później wybierali inne dyscypliny. Tak też rozpoczęła się przygoda ze sportem Antosi Haluch, sześciolatki, która urodziła się z wadą wrodzoną - przepukliną oponowo-rdzeniową. Wadami towarzyszącymi tej chorobie jest wodogłowie, pęcherz neurogenny i niedowład kończyn dolnych.

Pierwsze medale

- Na początku, lekcje pływania były głównie naciskiem na jeszcze dodatkową rehabilitację, oprócz rehabilitacji ruchowej. Ta forma rehabilitacji dla dzieci z różnymi niepełnosprawnościami, jak również z rozszczepem kręgosłupa, jest dobrym uzupełnieniem innych zajęć. Widzieliśmy po Antosi, że ćwiczenia w wodzie działają na nią relaksująco, dzięki czemu była bardziej skłonna do współpracy z fizjoterapeutą - powiedział nam ojciec dziewczynki, Wojciech Haluch.

Zobacz także: MŚ 2022. Katar - wielbłądem na mundial

Rehabilitacja początkowo przypominała zabawę, ale szybko wykonano krok do sportu. Antosia rozpoczęła przygodę z basenem w wieku 3,5 roku. Zajmował się nią trener Grzegorz Kubis. - Od pierwszych zajęć przypadli sobie do gustu, polubili się i to dzięki Grześkowi Tosia tak szybko "zaprzyjaźniła" się z basenem. Po dosłownie kilku godzinach spędzonych na basenie Tosia zaczęła nurkować i coraz lepiej sobie radzić. Pojawiła się sugestia trenera Grześka, że nie zdarza się to często u tak małych dzieci - mówi pan Wojciech. Często nauczenie i przekonanie takiego dziecka do tego, aby zanurzył głowę pod wodą zajmuje pół roku. Tak właśnie zaczęła się przygoda ze sportem Antosi. Podobnie jest w przypadku innych dzieciaków.

Antosia ma na swoim koncie pierwsze starty w mistrzostwach Polski dzieci niepełnosprawnych. Była ich najmłodszą uczestniczką. - Pierwszym i największym sukcesem Tosi było tak szybkie "zaprzyjaźnienie" się z basenem. Przełamanie własnego, początkowego lęku przed wodą, który bardzo szybko minął i poczuła się w niej jak ryba w wodzie - mówi ojciec dziewczynki, która teraz trenuje pod okiem pani Agaty Wrońskiej z klubu IKS DSS (Integracyjny Klub Sportowy Druga Strona Sportu).

Czas na sport

Inaczej przejście do sportu wygląda w przypadku osób dorosłych. Jeżeli już osoba niepełnosprawna zdecyduje się na ten krok, znów musi pokonać wiele przeciwności. Obciążenia treningowe są większe niż podczas rehabilitacji i nie każdy je wytrzymuje. Problemem jest również rozłąka z najbliższymi, gdyż sportowiec coraz więcej czasu spędza poza domem. Wyjeżdża na zawody, zgrupowania kadry. Dochodzą też kontuzje, które jeszcze bardziej utrudniają życie niepełnosprawnym.

- My jako osoby pełnosprawne mamy swoje trudności. Czasami nie zdążymy do pracy, bo zaśpimy. Oni muszą mieć czasu trochę więcej, by się przygotować czy żeby ktoś ich dowiózł. Taka osoba w pewnym momencie dostaje sygnał od trenera, że może spróbować sił w sporcie, bo ma takie predyspozycje. Wtedy staje przed wyborem, bo musi coś poświęcić - mówi prezes LKS Gol Start Częstochowa.

Jest dużo osób, które nie decydują się na sport. Wolą rehabilitację, na którą uczęszczają nawet w wieku ponad 40 lat. Chodzą na nią dopóki mogą. Wiedzą, że ruch w wodzie pozwala im lepiej funkcjonować. Trenerzy i rehabilitanci rozumieją te decyzje. Do każdego podchodzą w sposób indywidualny. Wszak najważniejszy jest progres w rehabilitacji.

Przyszłość dzieci zależna od rodziców

O sporcie niepełnosprawnych jest coraz głośniej. Osoby te codziennie pokonują siebie. Trenują, bo kochają sport. To sprawia, że coraz więcej rodziców nie wstydzi się tego, że ich dziecko jest niepełnosprawne. Istnieją organizacje i stowarzyszenia, które zajmują się takimi osobami. Sukcesy osiągane przez sportowców pomagają w codziennej rehabilitacji. Osobom z dysfunkcjami dodaje to wiary, że kiedyś też będą w stanie osiągnąć sukcesy.

Dla trenera najważniejsze nie są jednak wyniki. - Najbardziej jestem zadowolony, jak osoby do mnie wracają. Czy będzie progres w rehabilitacji, to tego nikt nie wie. Uważam, że jeżeli tego progresu nie będzie, to może też nie być regresu. Rozwój somatyczny naszego organizmu pozwoli nam przejść bardziej w kierunku pozytywnym niż negatywnym. Jak ta osoba przyjdzie na pierwsze zajęcia i jestem w stanie przekonać ją, by przyszła na kolejne, to dla mnie już jest sukces i jestem zadowolony. Potem to już kwestia wyborów wewnętrznych danego człowieka - dodaje Nowakowski.

- Dla mnie wynik sportowy nigdy nie ma znaczenia. To gorsze zło. Poszli w takim kierunku, jestem w stanie przygotować taką osobę. Sport to sposób na życie. Co wybrać, jeżeli mamy dziecko niepełnosprawne. Jak mu nic nie zaproponujemy, to nie znajdzie sposobu na życie. Dopóki będą żyli rodzice, to będzie miał opiekę. Potem zostanie w jakimś ośrodku i będzie niesamodzielny - stwierdzi Nowakowski.

- W mediach dominują programy, rywalizacje, zawody dzieci i młodzieży pełnosprawnej. Natomiast rywalizacja dzieci i młodzieży z różnymi niepełnosprawnościami traktowana jest po macoszemu. Brakuje jakichkolwiek transmisji czy przekazu w mediach odnośnie takich imprez. Najważniejsze to przekazać światu jaką radość czerpią nasze dzieci z takiej rywalizacji, z każdego przepłyniętego metra, z każdego poprawionego wyniku. Niby niewiele a jednak tak wiele - dodaje Wojciech Haluch.

Spełniać marzenia

Rodzice dzieci niepełnosprawnych muszą mierzyć się z wieloma problemami. Zdrowie ich pociech jest dla nich najważniejsze. Od tego, jak będą wychowywać dziecko, zależy jego przyszłość. Justyna i Wojciech Haluchowie starają się spełniać marzenia swojej córki Antosi. To właśnie ona towarzyszyła Jakubowi Błaszczykowskiemu przed jednym z meczów Wisły Kraków. - Ważne jest uświadomienie takiej osoby od urodzenia przez rodziców. Oni odgrywają kluczową rolę. Muszą być wsparciem dla dzieci, psychologiem - tłumaczy Nowakowski.

Potwierdzają to rodzice Antosi. - Dla nas jako rodziców wspieranie zainteresowań i pasji Tosi jest bardzo istotne. Może kiedyś jej pasje będą miały znaczący wpływ na późniejszy wybór właśnie ścieżki zawodowej i rozwój kariery. Na tę chwilę jednak zależy nam bardzo żeby dać jej wszystko co jesteśmy w stanie, na pewno nie będziemy robić czegoś na siłę, nie mamy wygórowanych wymagań. My pozwalamy jej robić to, co po prostu bardzo lubi. Jest jeszcze dzieckiem i najważniejsze jest to, że jest szczęśliwa. Widzimy, że pływanie nadal sprawia jej ogromną radość i że bardzo chce chodzić na te zajęcia - mówią.

Ważne jest też zaufanie rodziców i dziecka do rehabilitanta. - Rodzice czasami się w tym zatracają, bo oni też widzą swoje dziecko w takim miejscu, w jakim jest zawodnik, który przyszedł na rehabilitację w tym samym czasie i odnosi sukcesy. Nie powinni tak myśleć, bo najważniejsza jest pomoc dziecku - mówi Nowakowski. Dla rodziców istotne jest właśnie to, by oddając swoje dziecko pod opiekę trenera czy rehabilitanta mogli czuć się bezpiecznie. - My jako rodzice jesteśmy bardzo szczęśliwi, kiedy widzimy właśnie tę radość z tego co robi Tosia, jak się cieszy kiedy odnosi drobne sukcesy i nawet kiedy ich nie ma. To o to chodzi, żeby czerpała z tego co najlepsze szczęście, a resztę pewnie czas pokaże - dodaje Wojciech Haluch.

Wyjść z domu

Sukcesy polskich sportowców niepełnosprawnych to szansa dla tych, którzy walczą podczas rehabilitacji o swoje zdrowie. To dodatkowa motywacja. Skoro ktoś dał radę i mimo wielu przeciwności osiągnął sukces, to i inni mogą. - Wiem, że jest bardzo dużo dzieci, które nie korzystają z niczego i siedzą w domu. Nie wiem czemu tak się dzieje, czy jest problem z dotarciem do tych osób, czy z dowozem - tłumaczy Nowakowski.

Treningi czy rehabilitacja to pierwszy krok do pokonania trudności. - Mając możliwość być na zajęciach, zawodach i różnych spotkaniach widzimy jak sport w życiu dzieci i osób niepełnosprawnych spełnia niezwykle istotną rolę. Poza aspektem zdrowotnym tak ważne jest poczucie przynależności do grupy, wyjście z domu i otwarcie się na nowe możliwości, udowodnienia swojej wartości za sprawą udziału w rozmaitych zawodach. W takim sporcie widzimy, że nie chodzi tutaj wyłącznie o stanie się czempionem, ale nabranie podpartego faktami przekonania, że też się potrafi, a zatem nie jestem wcale gorszy, ani inny. Tu nie czuć rywalizacji tu jest radość i wzajemna życzliwość - mówi Haluch.

- Na pewno jest im trudniej niż osobie pełnosprawnej podjąć to wyzwanie i otworzyć się przed światem. Pokazanie się społeczeństwu, że jest się osobą z pewnymi dysfunkcjami ruchowymi, jest problemem. Jak osoby niepełnosprawne wychodzą do społeczeństwa w wieku 12 czy 15 lat, jest już za późno. Oni są już świadomi i przemieszczając się po ulicach widzą, że ktoś na nich patrzy. To ich zniechęca. To ciężka walka tych osób i wcale im się nie dziwię - dodaje Nowakowski.

Czy sport niepełnosprawnych powinien być częściej obecny w mediach?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (1):

    PRZEJDŹ NA WP.PL