Polskie media a Wimbledon

autor: Fabby | 2013-07-16, 15:37 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
"UKRADZIONE" SHOW TRIUMFATORÓW


Zacznę od tego, że w ostatni poniedziałek, tuż przed moim wakacyjnym wyjazdem, sięgnęłam po najnowsze wydanie „Przeglądu Sportowego” z zamiarem przeczytania relacji z rozegranych w poprzedni weekend finałów turnieju wielkoszlemowego przy All England Lawn Tennis and Croquet Club. Zostałam jednak uraczona samotną stroną, na której ściśnięto tekst o losach tegorocznych zwycięzców- Marion Bartoli i Andy’ego Murraya. Z kolei na kolejnych dwóch umieszczono obszerny artykuł dotyczący przełomowego występu Jerzego Janowicza w Londynie- temat urozmaicono miniwywiadami z mistrzem turnieju z roku 2001 Goranem Ivaniševiciem oraz bratem nowego czempiona, dość znanym deblistą Jamie’m Murrayem. Podczas zapoznawania się z treścią tych publikacji, moją uwagę zwróciła jeszcze reklama mającego wyjść w środę dodatku, z którego spoglądała na mnie skoncentrowana twarz popularnego JJ-a, zaciskającego dłoń w pięść w geście triumfu. Poprosiłam tatę, aby kupił ten magazyn w trakcie mojej nieobceności.

Tydzień później, zgodnie z umową przystąpiłam do czytania rewelacji zawartych w „Tygodniku Przeglądu Sportowego”. I po raz kolejny się zdumiałam- mój szok sprzed pięciu dni został jeszcze spotęgowany.

Otóż w środku umieszczony został pięciostronicowy tekst praktycznie w całości poświęcony łódzkiemu olbrzymowi. Finalistkom turnieju pań oraz naszej największej kobiecej nadziei Agnieszce Radwańskiej poświęcono zaledwie wzmianki. Triumf gracza z Wysp Brytyjskich wręcz zbagatelizowano, ale o tym zaraz.

Bartosz Gębicz, dziennikarz odpowiedzialny za tenisowy dział w „Przeglądzie
Sportowym” do tego zapewne mającego udawać relację z całego turnieju materiału
dorzucił wywiad w mistrzem imprezy z roku 1996- Richardem Krajickiem- Holendrem
znanym z tego, że jako jedyny w latach 1993-2000 zdołał pokonać amerykańskiego
asa Pete’a Samprasa na londyńskiej trawie. Obecnie 42-letni były tenisista został poproszony o ocenę szans Polaków na wielkoszlemowy triumf. Wypowiedział się na ten temat dość zachowawczo. Stwierdził, że Agnieszka od lat „ociera się” o największe tytuły, z kolei Janowicz ma do walki o nie narzędzia i broń. Dodał, że jego zdaniem bezpieczniejszym typem jest krakowianka, lecz serce podpowiada mu możliwą wygraną Jurka. Z tego niewinnego stwierdzenia zrobiono oczywiście gorący temat na dwie strony, którego celem było utwierdzenie czytelników w przekonaniu, że zwycięstwo łodzianina w imprezie tej rangi jest jedynie kwestią czasu.

Przechodząc jednak do tematu, na który zamierzałam się dziś wypowiedzieć postawię kilka pytań – dlaczego w polskiej prasie znikome miejsce poświęcono triumfatorom brytyjskiej lewy Wielkiego Szlema? Co takiego zrobił Janowicz, że swoją postawą zasłużył sobie na tak przesadzone komplementy? Nie chcę tu umniejszać tego sukcesu, jednak wariacje nad jego możliwymi konsekwencjami, są zdecydowanie na wyrost.

Stanowisko wyżej wymienionej gazety dotyczące zajmującego obecnie 17 miejsce w rankingu ATP zawodnika jest jasne. Jej dziennikarze stawiają tezę, że kluczowym momentem w piątkowym półfinale Polaka z wiceliderem klasyfikacji był wynik 4:2 i 30-30 w trzecim secie.

Gdyby forhend Szkota nie przetoczył się wtedy po taśmie na drugą stronę siatki, Polak tego meczu RACZEJ BY NIE PRZEGRAŁ.[/b]


Ostatnie słowa tejże wypowiedzi wytłuszczam i zamieszczam wyróżnione drukowanymi literami. Jestem w stanie zgodzić się z jednym- zapewne był to punkt decydujący o losach partii, jednak nawet jeśli Jerzy zdołałby wygrać tego seta, to skąd ci ludzie mają taką pewność, że gracz pokroju Murraya nie rozstrzygnął by na swoją korzyść kolejnych dwóch? Czy nie pamiętają, jak wiele razy utytułowany Brytyjczyk potrafił odwrócić losy meczu w Wielkim Szlemie, choćby z arcytrudnego położenia przy 0:2 w setach? Czy nie zdają sobie sprawy, że mają do czynienia z częścią tak zwanej Wielkiej Czwórki, którą nazywa się tak, ponieważ Novak Djoković, Rafael Nadal, Roger Federer i właśnie Andy Murray są znani z tego, że potrafią dokonać rzeczy niesamowitych i z tej przyczyny oddziela się ich grubą kreską od reszty sklasyfikowanych w ATP sportowców?

Jak ci wątpliwi eksperci zapatrują się na kwestię męskiego finału? Co jeszcze zabawniejsze, ich zdaniem triumf Szkota nie jest zbyt wielką sprawą, ponieważ w swoim siódmym spotkaniu trafił na „zmęczonego Novaka Djokovicia”, który nie był
w stanie stawić mu oporu. Innymi słowy, ci specjaliści od tenisowego działu są przekonani, że popularny „Muzza” został zwycięzcą Wimbledonu z przypadku, w czym ogromny udział miał niefortunny występ JJ-a w półfinale. Tak więc ich zdaniem Szkot nie dokonał niczego wielkiego, pokonując w wielkoszlemowym finale numer jeden światowego tenisa bez straty seta, a tym samym zostając pierwszym od 77 lat brytyjskim czempionem w Świątyni Tenisa.

To jednak nie wszystko, ponieważ"słodzenie" 22-latkowi z Łodzi na tym wcale się nie skończyło. Dalej zostały umieszczone już znam znane prognozy polskich znawców dyscypliny. Ich przewidywania na kolejne miesiące i lata w męskim tourze są następujące: jedynie kwestią czasu jest zdobycie przez polskiego gracza tytułu w turnieju wielkoszlemowym (a trzeba w tym miejscu dodać, że w ostatnich 31 edycjach zdołał zwyciężyć tylko jeden przedstawiciel spoza doborowego grona „The Big Four”- był to Juan Martin Del Potro na Flushing Meadows w 2009 roku). Ponadto:

Nikt nie ma jednak wątpliwości, kto będzie dowodził akcją wysadzania dotychczasowego układu, którego fundamentem przez lata były cztery wielkie nazwiska(...).


Kolejna istotna kwestia- z owego obszernego artykułu dowiadujemy się także, że nie ulega żadnym wątpliwościom, iż występ Polaka jest zwiastunem przyszłych poważnych problemów Wielkiej Czwórki. Innymi słowy- należy nazywać naszego zawodnika tym Piątym Wielkim, ponieważ już zaraz, w najbliższych turniejach, będzie on toczył wyrównane boje z najznamienitszymi przedstawicielami dyscypliny. Co więcej- on będzie z nich wychodził zwycięski i zapoczątkuje rewolucję!

Na koniec nie mogę nie wspomnieć o rozpoczynającej tekst analogii. Otóż przywołano stwierdzenie magazynu „Sports Illustrated” na temat naszego kraju, który ponoć staje się nową Serbią. W analogii tej Jerzy Janowicz jest odpowiednikiem lidera ekipy z Bałkanów- Novaka Djokovicia. Bartosz Gębicz do samego końca trzyma się tego jakże chlubnego dla naszego zawodnika porównania i publikację kończy w sposób następujący:

Wierzymy w wimbledońską powtórkę w Nowym Jorku. US Open zaczyna się już za półtora miesiąca, a my staliśmy się przecież tenisową Serbią. Janowicz-Dżoković. Pamiętajcie. Wszyscy pamiętajmy. I kibicujmy!


Chyba nie muszę tu komentować, że nie powinniśmy w jakiś szczególny sposób brać sobie tego do serca. Oczywiście przyjemnie jest, gdy światowe media dostrzegają w naszym tenisiście cechy wielkiego zawodnika z Belgradu, lecz pozwólmy Janowiczowi spokojnie pracować i osiągać nowe cele. Jak wcześniej zaobserwowałam, takie wywieranie presji na naszym najlepszym męskim tenisowym przedstawicielu, nie wpływa na niego korzystnie. Po listopadowym olbrzymim sukcesie w paryskiej hali Bercy nasze rodzime media prześcigiwały się bowiem w zachwytach nad nowo narodzoną gwiazdą polskiego sportu. Pokrzepiony pozytywnymi opiniami na swój temat Jerzyk rozpoczął nowy sezon zdecydowanie poniżej oczekiwań i na ciąg dalszy wielkich zwycięstw musieliśmy czekać aż do majowego występu na ceglanej mączce w Rzymie, gdzie nasz zdolny 22-latek wyeliminował dwóch francuskich graczy TOP 10, by
w ćwierćfinale nie sprostać samemu Rogerowi Federerowi. Do tego świetnego wyniku niewiele później Polak dołożył pierwszy w naszym rodzimym tenisie męski półfinał Wielkiego Szlema.

Aby podsumować moje rozważania, trochę wykorzystam słowa naszego forumowego kolegi Vamosa z pewnego dnia. Może posłużyłam się przykładem zaledwie jednej polskiej gazety, jednak wydaje mi się, że w naszym kraju jest to zjawisko dość powszechne – przestańmy publikować hagiografie świętego Janowicza! Doceńmy Jerzego za te ostatnie wielkie sukcesy, lecz może równocześnie nie stawiajmy go w jednym szeregu z Wielką Czwórką i nie umniejszajmy wiktorii Andy’ego Murraya, który na Wimbledonie zdobył swój drugi wielkoszlemowy tytuł, rozpoczynając pogoń za swoimi „wielkimi” kolegami. Zamiast tego niezdrowego podsycania zainteresowania JJ em i pisania z przekonaniem, że jego wygrane nad najlepszymi zawodnikami świata są jedynie kwestią czasu, pochwalmy go za osiągnięty w Londynie dobry rezultat. Doceńmy też Marion Bartoli i brytyjskiego asa, ponieważ mam wrażenie, że w polskiej prasie ich osiągnięcie nie zostało w należyty sposób uhonorowane.

Pozdrawiam wszystkich, którzy to przeczytali. Przepraszam za dużą liczbę akapitów, która może zniechęcić do zapoznania się z moimi wrażeniami po tegorocznym Wimbledonie. Może też kogoś zirytować to, że zamiast skupić się na amerykańskiej serii turniejów na kortach twardych, wracam jeszcze do Londynu. W tym miejscu mogę obiecać, że jest to moje ostateczne rozliczenie z sezonem 2013 na kortach trawiastych. Ten post zakończę humorystycznie- napisałam go, ponieważ nie mogłam już wytrzymać polskich mediów, które "słodzą" Janowiczowi bardziej niż my z GoViką Armandołowi podczas naszych żartobliwych, offtopowych dyskusji.


Dziękuję.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
basher

Zgadzam się, że Serb nie pokazał nic w tym meczu, był beznadziejny, co dla mnie jest niezrozumiałe... A Andy się cieszy ze zwycięstwa z na Bahamach i przegrywa z Kim w paletkę.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [2 komentarze tej dyskusji]

Dziękuję za miłe słowa. Co do meczu z Djokoviciem, to na pewno to zmęczenie po meczu z DelPo było jakimś czynnikiem, jednak ja pozostaję przy stanowisku, że to niekoniecznie zdeterminowało całą postawę...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
vamos

Fajnie, że nie tylko mnie wkurza "polocentryzm" polskich mediów tenisowych :) Co za choroba. Z pisanej prasy najrzetelniejsza jest "Rz", z internetowej SF :D

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
wislok

Tzn. to chyba jakieś streszczenie biografii czy jego fragmentu.Lektura wciągająca i zachęcająca do zapoznania się z całością: http://www.sportowefak...je-sampras

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [6 komentarzy tej dyskusji]

Dziękuję za informację, nie wiedziałam. Aż z ciekawości sobie przeczytam, co Jankus o nim sądzi :)

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
wislok
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Fabulous_Killjoy

Dziękuję za miłe słowa. Co do meczu z Djokoviciem, to na pewno to zmęczenie po meczu z DelPo było jakimś czynnikiem, jednak ja pozostaję przy stanowisku, że to niekoniecznie zdeterminowało całą postawę Serba w tym meczu. W Australian Open 2012, w gorącym klimacie Melbourne(tak dla uświadomienia, jak wysokie panują tam czasem temperatury: do 2008 roku była tam nawierzchnia, która wręcz się...topiła! Gabriela Sabatini rozwaliła sobie kiedyś buta, który ugrzązł w tej mazi) też grał pięciogodzinny pojedynek właśnie z Murrayem, a potem wytrzymał jeszcze sześć godzin meczu o tytuł z Rafą i jeszcze wygrał. Więc zwycięstwo Djokovicia niemożliwe nie było- swoimi dokonaniami w Australii przyzwyczaił mnie do tego, że on jest akurat w stanie dokonywać rzeczy niemożliwych. Ja się upieram, że lider klasyfikacji wszedł na mecz ze złym nastawieniem, za bardzo wdawał się w dyskusje z sędziami i w wyniku swojej postawy zagrał najsłabszy finał Wielkiego Szlema w swojej karierze.
Z Andy'ego też się bardzo cieszę, a Jurek ma ogromny potencjał, jednak niech nie oczekują, że od razu im wygra US Open. Dajmy mu spokojnie się rozwijać, a z pewnością zaowocuje to kolejnymi spektakularnymi wynikami :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [2 komentarze tej dyskusji]

Drogi Fabbie, bardzo mi się podoba to co na napisałaś, łącznie z emocjami wyrażonymi w tym tekście. Wcale nie za długie, ponieważ ciekawe i osobiste, a jednocześnie celne. Problemem tak zwanych dziennikarzy...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
basher

Drogi Fabbie, bardzo mi się podoba to co na napisałaś, łącznie z emocjami wyrażonymi w tym tekście. Wcale nie za długie, ponieważ ciekawe i osobiste, a jednocześnie celne. Problemem tak zwanych dziennikarzy sportowych jest to, że tenisem się specjalnie nie interesują, ani na nim znają. JJ ma wielkie zadatki i potencjał, ale do mistrza mu daleko. Andy zaś, moim zdaniem (a zawsze mu kibicuję), miał nieco szczęścia tym razem. Dżok był wyraźnie niedysponowany po meczu z Delpo (tu nie był moim faworytem, ale jednak wygrał), co umożliwiło Ady'emu zwycięstwo, ku mojej radości...

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

ostatnia odpowiedź: 18 lipca 2013 [2 komentarze tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Fabulous_Killjoy

No to się postaram, jeżeli dzisiaj skończę. Jest naprawdę niesamowita! Zaczynam żałować, że niestety nie byłam świadkiem jego największych triumfów. I tak nawiązując do naszej ostatniej dyskusji o panach z błyskiem w oku...Pete w 1990 roku, w wieku 19 lat prezentował się bardzo uroczo :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [6 komentarzy tej dyskusji]

Nie wiem jak inni, ale ja na pewno takową recenzje bym przeczytała. ;)

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Gabi

Nie wiem jak inni, ale ja na pewno takową recenzje bym przeczytała. ;)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [6 komentarzy tej dyskusji]

Podpisuję się pod twoimi słowami dwiema rękami. Przecież właśnie tak było z halą Bercy- spektakularny sukces i oczekiwania natychmiast wzrosły. Tak jest też bardzo często z Agnieszką. Oczekuje się od...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Fabulous_Killjoy

Podpisuję się pod twoimi słowami dwiema rękami. Przecież właśnie tak było z halą Bercy- spektakularny sukces i oczekiwania natychmiast wzrosły. Tak jest też bardzo często z Agnieszką. Oczekuje się od niej cudów, bo od lat jest w czołówce. I potem dochodzi do takich sytuacji jak w tegorocznych startach na kortach ziemnych- porażki z Simoną Halep i Laurą Robson ściągnęły na nią falę krytyki wieszczów, którzy obwieścili, że to już koniec dobrych rezultatów Polki. Plus z tego szumu wokół Janowicza jest chyba tylko jeden- kiedy są też wymagania w kwestii drugiego rodaka, wszystkie media nie skupiają się tylko na tym, na jakim etapie turnieju jest Radwańska. Niestety najeżdżają na nią z zupełnie innych, nietenisowych powodów, ale myślę, że na ten temat już dostatecznie długo debatowaliśmy.
Dziękuję za miłe słowa :) Sama nie wiem, co mnie popchnęło. Przeczytałam ten artykuł i się po prostu zirytowałam tą całkowitą marginalizacją zwycięzców tego turnieju. Miało być jeszcze jedno zdjęcie, ale niestety się nie wstawiło i mimo kilku edycji uparcie się nie pojawia...
Btw mam pomysł, o czym jeszcze mogłabym napisać. Właśnie kończę biografię Samprasa i myślę nad napisaniem ewentualnej recenzji. Czytalibyście coś takiego?

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (3|1)

komentarz jest odpowiedzią na: [6 komentarzy tej dyskusji]

Sama jestem huraoptymistką i często widzę przyszłość sportowców w nieprzyzwoicie kolorowych barwach. Od mediów oczekuje ściągnięcia na ziemie, realnego spojrzenia na sprawę, argumentów, które nie są pobożnymi...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Gabi

Sama jestem huraoptymistką i często widzę przyszłość sportowców w nieprzyzwoicie kolorowych barwach. Od mediów oczekuje ściągnięcia na ziemie, realnego spojrzenia na sprawę, argumentów, które nie są pobożnymi życzeniami kibiców, a opinią nie uzależnioną od sympatii, czy pochodzenia zawodnika. Oczywiście szczypta optymizmu jak najbardziej mile widziana, ale ilość miodu wlanego w artykuły o Janowiczu przyprawia o mdłości. I co ma sobie pomyśleć "zwykły Kowalski" oglądający tenis tylko od święta? Będzie wymagał od tego chłopaka cudów. Wygrywania wielkich szlemów i pokonywania zawodników z W.Czwórki. A jeśli się Jerzykowi nie uda spełnić tych kosmicznych wymagań, to chyba łatwo się domyślić jak zostanie potraktowany przez wcześniejszych "ekspertów"- dziennikarzy, którzy za pewnik przyjmowali dominacje Polaka. No cóż, lud domagał się bohatera, więc go dostał.
Blog dość obszerny, ale miło się czytało. Brawo Fabby, gratuluje i czekam na kolejne Twoje teksty. ;)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (4|0)

ostatnia odpowiedź: 17 lipca 2013 [6 komentarzy tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.