Anatomia klęski? Każdy by chciał tak przegrywać!

autor: Tomek Mina | 2019-07-12, 11:51 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Guardiola przegrał! Klęska Hiszpana! Był tak dobry, jak silna była Barcelona! To tylko część opinii, która pojawiła się w prasie i na forach internetowych po odpadnięciu Manchesteru City w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.

Rzucanie kamieni w Guardiolę stało się dla wielu sposobem na odreagowanie słabości drużyn, którym sami kibicują.

A przecież nie on jeden odpadł z Ligi Mistrzów przed choćby fazą półfinałową. Nie ma tam Realu Madryt, Atletico Madryt, PSG czy choćby Juventusu. Po odpadnięciu włoskiej ekipy nigdzie nie można było wyczytać, że przegrał Massimiliano Allegri. Że to włoski szkoleniowiec się skompromitował. Gdzieniegdzie tylko można było znaleźć utyskiwania, że to Cristiano Ronaldo nie wywiązał się z zadania, jakim było wprowadzenie „Starej Damy” do co najmniej finału rozgrywek. Natomiast wszędzie było można znaleźć peany (słusznie!) na cześć rywala Juve, czyli fenomenalnie dysponowanego Ajaksu Amsterdam. Dlaczego zatem wiadro pomyj wylano na głowę Guardiolii? Dlaczego to w nim widziano problem City, a nie w dobrej grze Totenhamu (przecież taka była) i tym, że to sami zawodnicy z niebieskiej części Manchesteru nieco zawiedli?

Jedno jest pewne. To sam Guardiola powiesił sobie bardzo wysoko poprzeczkę. Rozpieścił kibiców sposobem pracy i wynikami w Barcelonie. Wygrał z nią dwa razy Ligę Mistrzów. Dołożył trzy tytuły mistrzowskie. Co najważniejsze jednak przywrócił „Dumie Katalonii” blask. Co prawda już jego poprzednik był w stanie wygrać z Barcą najważniejsze rozgrywki europejskie, ale gdy Pep obejmował drużynę, była ona w rozsypce. Do tego stopnia, że musiała się do Ligi Mistrzów przebijać przez eliminacje (i przegrać tam jeden mecz z Wisłą Kraków!). Początek Guardiolii w Barcelonie był zatem trudny, a sam przecież zadania pozornie sobie nie ułatwił. Już na dzień dobry pozbył się z klubu Deco czy Ronaldinho. Zmusił Samuela Eto, żeby ten ostatni raz podporządkował się drużynie. Ściągnął do klubu zawodników wtedy anonimowych, którzy szybko stali się opoką klubu. Mowa choćby o Gerardzie Pique czy Danim Alvesie. Z rezerw wyciągnął Sergio Busquetsa, a Xavi i Iniesta pod jego batutą rozpoczęli swój najpiękniejszy koncert. I najważniejsze. Otoczył wielką opieką Leo Messiego. Stworzył potwora, którego pokonać było niesamowicie ciężko i już w pierwszym sezonie wygrał wszystko, co mógł.

Udoskonalił system gry Barcelony. To już nie były tylko niekończące się podania. To była tiki-taka (a to nie to samo, jak myśli wielu). Bo tiki-taka bez szybkości i agresji w odbiorze to g...o. Jak mówi sam Guardiola.

Co najważniejsze jednak Hiszpan nie zostawia po sobie spalonej ziemi. Z Barcelony odszedł wyczerpany, ale zostawił drużynę gotową do kolejnych bitew. Piłkarze pod jego wodzą wchodzili na niebotyczny poziom, z którego nawet jeśli schodzili, to o mały krok. Co zostało po Realu Zinedina Zidane'a?

Po roku przerwy objął Bayern. Tu już nie udało się wygrać Ligi Mistrzów. Zatrzymywał jego zespół Real czy ukochana Barcelona. Półfinały Ligi Mistrzów to sporo, ale wciąż za mało, żeby zadowolić przede wszystkim siebie. Jednak patrząc przez pryzmat czasu, widać, jak wielką maszynę do wygrywania tam stworzył. Mats Hummels za jego czasów wyrósł na jednego z najlepszych obrońców świata. Philip Lahm u progu kariery nagle stał się jednym z najlepszych defensywnych pomocników, a przecież całe dotychczasowe sportowe życie biegał przy linii. Na koniec Robert Lewandowski. To Guardiola sprawił, że Robert stał się napastnikiem kompletnym. To niesamowite, jak pod wodzą Hiszpana Lewy rozwinął się w każdym elemencie gry. Wydawało się, że to już niemożliwe.

Wielu zarzuca Guardioli, że budując swoją Barcelonę w Manchesterze, wydaje setki milionów euro. To fakt. Guardiola budżet ma niemal nieograniczony i nie waha się, żeby go używać. To też fakt. Tylko należy pamiętać o jednym. Guardiola sprowadzając zawodników do klubu, musi działać na ograniczonym rynku. Niewielu jest piłkarzy, którzy pasują do jego koncepcji gry. Jeśli tacy się pojawiają, od razu ich cena szybuje, a gdy zgłasza się City, można założyć kolejną podwyżkę ceny. Transfery Pepa nigdy nie są przypadkowe. Co nie znaczy, że każdy jest udany. Zawodnik musi idealnie wpasować się do drużyny. Być kolejnym kawałkiem puzzla. Nie ma tu ruchów nieprzemyślanych. Gdy popatrzymy na kadrę PSG, które środki na transfery ma podobne, widać ogromną różnicę. W Paryżu rządzi chaos. Drużynie brak jest równowagi. To nie do pomyślenia u Guardiolii.

Wielu uważa, że mając taką kadrę, a do tego w pełni zbudowaną przez siebie, Pep nie musi nic robić. Wyniki przyjdą same. Jednak zarządzanie zespołem, w którym na ławce muszą siedzieć choćby Leroy Sane czy Kevin de Bruyne, jest koszmarnie trudne. Duże umiejętności, jeszcze większe ego.

Poza tym. Czy sprowadzając Aymerica Laporte, a umówmy się większość „niedzielnych” kibiców nie wiedziała, kim on jest i budując wokół niego defensywę City, mógł przewidzieć, że Francuz popełni dwa tak kardynalne błędy w meczu z Tottenhamem? Przecież już kilka dni później wrócił on na swój poziom i w ligowym rewanżu między tymi zespołami grał niczym profesor. Jak przez cały sezon z wyjątkiem tych kilku minut ze „Spurs”. Czy Guardiola mógł przewidzieć, że jego lider Kun Aguero, w najważniejszym momencie sezonu, nie trafi jedenastki? Jasne, ktoś może powiedzieć, że Pep zaryzykował, bo posadził na ławce swój talizman zwycięstwa, czyli Fernandinho. Tylko czy wtedy zagrałby, mający trzy asysty de Bruyne?
Dalej, czy Guardiola mógł mieć wpływ na to, jaką powtórkę obejrzy turecki sędzia?

Przecież gdyby nie błąd operatora, wynik mógłby być zupełnie inny. Pamiętajmy, że City odpadło tylko różnicą bramek na wyjeździe, a w dwumeczu było 4-4. Każdy, kto ogląda piłkę na najwyższym poziomie, widzi, że to rachityczny system. Podobnie było rok temu, gdy City w kontrowersyjnych okolicznościach zostało wyeliminowane przez Liverpool.

Nie. Guardiola nie ma kontrolera do gry, jak to się dzieje na Play Station. Nie ma możliwości sterowania każdym ruchem swoich zawodników. Nie może zrestartować meczu, gdy jakiś czynnik zewnętrzny jest nie po jego myśli. Jednak Guardiola to nadal trener, który po sobie zostawia coś więcej niż puchary. To filozofia, z której jego następcy i inny trenerzy na świecie czerpią garściami. I jeden wynik nie jest w stanie tego zmienić.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.