To dopiero początek! Przemyślenia po meczach 1/8 Ligi Mistrzów

autor: KrzyzakCzarek | 2020-02-20, 11:03 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Głowa już trochę ostygła po wtorkowych i środowych meczach Ligi Mistrzów. Przyszedł czas na pierwsze przemyślenia dotyczące 1/8 finału i tego, które drużyny mają większe szanse na ćwierćfinał. Walka skończyła się już tylko w jednym dwumeczu.

We wtorek doszło do dwóch, co by nie powiedzieć, zaskoczeń. Z drugiej strony czułem, że zarówno Atletico, jak i Borussia mogą wyjść z tej rywalizacji zwycięsko, mimo, że żadna z tych ekip nie była faworytem bukmacherów.

Strata bramki przez Liverpool już w 4. minucie była najgorszą rzeczą, jaka mogła się przydarzyć podopiecznym Kloppa. Złota era Atletico jako potęgi defensywnej już, co prawda, minęła, ale we wtorek, mimo braku Godina, Juanfrana, Luisa, Mirandy czy Gabiego, znów dała o sobie znać. Statystyki mówią same za siebie - “The Reds” w tym spotkaniu nie oddali ani jednego celnego strzału!

“Los Colchoneros” na pewno są świadomi tego, że nie mogą spocząć na laurach. Ludzie śledzący piłkę nożną, nawet nieregularnie, wiedzą, że ekipa z Anglii na własnym stadionie potrafi rozgnieść każdego i bardzo możliwe, że Anfield po rewanżu znowu oszaleje z radości. Skoro nawet Leo Messi nie był w stanie nic tam zrobić, to doświadczenie Simeone też może okazać się niewystarczające.

Odwrotna sytuacja w dwumeczu Borussii z PSG. To, że trybuny niosą niesamowicie drużynę z Dortmundu, wiemy doskonale. Na Signal Iduna Park przegrała kolejna wielka drużyna, a o fenomenalnej grze Erlinga Haalanda też powiedziano już chyba wszystko. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że Niemcy grali lepiej w pierwszej połowie, która zakończyła się wynikiem 0:0. Po zmianie stron PSG stwarzało sobie więcej sytuacji, ale jednak dwa przebłyski Norwega przesądziły o zwycięstwie.

W rewanżu w stolicy Francji Borussia będzie miała niezwykle trudne zadanie. PSG udowodniło już w przeszłości, że potrafi ponieść porażkę w każdych okolicznościach, ale Borussia Dortmund na wyjeździe jest już zupełnie inną, o wiele słabszą drużyną.

Teraz przejdźmy do meczów środowych. Wydaje mi się, że rywalizacja Atalanty z Valencią jest jedyną, którą na ten moment można uznać za rozstrzygniętą. Ale czy na pewno? Liga Mistrzów w tamtym sezonie zaskoczyła nas tak wiele razy, że w tej edycji już nic nie powinno nas zaskoczyć. Pytanie tylko, czy Valencia ma odpowiedni “mental”, aby odrobić trzybramkową stratę w rewanżu na Estadio Mestalla. Oglądając spotkania “Nietoperzy” w tym sezonie twierdzę, że jest to ekipa, która potrafi się poddać już w tunelu przed wyjściem na boisko. Tak było chociażby w przypadku spotkania z Realem Madryt w Superpucharze Hiszpanii. Zwolnienie trenera Marcelino było złą decyzją. Ten sezon Valencia może już spisać na straty. Pozostaje jej walka o miejsce w lidze, które w przyszłym sezonie pozwoli jej w ogóle występować w europejskich pucharach - o to też nie będzie łatwo.

O Atalancie też warto wspomnieć przynajmniej słowem, bo nie przypominam sobie drużyny, która, nie będąc europejskim gigantem, strzelałaby tyle goli! “La Dea” zdobyła w Serie A najwięcej bramek, więcej od Juventusu, Interu, Napoli i Lazio, a różnice są dość wyraźne. Bardzo dobrze, że Atalanta uatrakcyjnia nam ten sezon. Czy będzie zespołem pokroju Ajaksu z sezonu 2018/19? Pewnie nie, ale i tak czuję, że nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Największym przegranym we wszystkich czterech meczach może czuć się Tottenham. “Koguty” przegrały mecz z RB Lipsk, a co dla nich najgorsze, było to spotkanie rozgrywane na ich terenie. To bardzo mocno komplikuje sytuację przed rewanżem. Absolutnie pozytywnie nie nastraja również fakt, że Niemcy w tym sezonie w Bundeslidze i Lidze Mistrzów przegrali tylko dwa spotkania u siebie. Jednak, dopóki piłka w grze, wszystko może się zdarzyć. Pozostaje jeszcze doświadczenie i spryt Jose Mourinho, w który nie sposób wątpić.

Bohaterem wtorkowych i środowych meczów Ligi Mistrzów jest bez wątpienia Erling Haaland. Jego świetna postawa miała decydujący wpływ na to, że mecz z PSG nie zakończył się dla Borussii przegraną, czyli po prostu katastrofą przed rewanżem.

Młody norweski napastnik łączy w sobie wszystkie najlepsze cechy. Jest wysoki jak Zlatan Ibrahimović, mocno trzyma się na nogach jak robert Lewandowski, potrafi posłać potężny strzał jak Hulk i jest szybki jak Aubameyang. Coś mi się wydaje, że pojawił się chłopak, który jest w stanie przyćmić nawet Kyliana Mbappe. Zresztą, zrobił to już w bezpośrednim meczu.

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.