ZAPRASZAM DO PODRÓŻY W CZASIE FANÓW SPEEDWAYA...

autor: bachus | 2014-11-02, 13:36 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
Zapraszam dzis fanów do podróży w czasie.
To były lata 65.Szlismy z ojcem i znajomymi na stadion piechotą,przemarsz w ogromnej grupie ludzi przez dziurę w płocie  WDKu na ul.Sienkiewicza.Czułem sie dumny,ze uczestnicze w czyms waznym czego jeszcze wówczas nie rozumiałem.
Przezlas i piach dochodziło sie sie do kas.Zupełnie innych niż dziś.To była po prostu dziura w betonowym płocie,do której prowadził węzyk ludzi.Zagladalem do srodka,a pózniej z drugiej strony i nie moglem sie nadziwic,ze to po prostu stalowa buda.Bilet,program...to znaczykartka papieru formatu A4,zadrukowana zwykle niebieskim kolorem na ktorą zbierał sie autografy.
Przy bramie stali bileterzy o ormowcy w niebieskich beretach.Pytałem ojca,co to za starsi panowie,ale odpowiadałmi tylko zdawkowo ,,ormowcy,, i juz.Tak trwało do lat 80.Pózniej przyszło ogladac mecze z gadzetami jakim był slonecznik,nie był w foliowych opakowaniach,ale odwazany przez sprzedawce i wsypywany do tutki z gazety,następnie napoje!Oczywiście.Woreczki z czerwoną i zółtą orazadą,słomki,a przy nich osy.
Kiedy za plotem warczało i zaczynała sie proba toru ,wszyscy jakby bardziej napierali na bramy i chcieli szybko zając swoje miejsce na drewnianej lawce.My siadalismy zawsze na wirazu od strony miasta(Toyoty)
Pytałem ojca ,dlaczego siadamy zwykle w tym samym miejscu,bo stąd najlepiej widac.
To wtedy dowiedziałem siedlaczego wiekszosc stara sie nie siadac zaraz przy bandzie.Ci ktorzy przyszli zbyt póżno zasłaniali sie gazetami.
Najwiekszą frajdę sprawiła dluga przerwa.Szło sie z prądem wielu facetów pod płot za wieżą i po prostu sikało sie przez oczka ogrodzenia,bo małe ubikacje nie wyrabiały...
Co do czaru wspomnień zapraszam innych kibiców...
Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
9-krotny DMP

Podobały mi się te Wasze programy drukowane niebieską farbą.U nas w Gorzowie były drukowane na czarno.Miałem program z meczu derbowego z ZG z 1983 na którym byłem,ale gdzieś mi się po tylu przeprowadzkach zawieruszył.
Ps.Lubię czytać takie stare historyjki z różnych miast.Pzdr z Gorzowa!

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
bachus
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Penhal

To ja akurat w armii byłem[w Gdańsku koło stadionu]Anglicy byli ale na mecz nie puścili.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [18 komentarzy tej dyskusji]

Mecz ze Słaboniem był bodajże w roku 79 i jeśli tak było, to kilka dni wcześniej, lub później podobny odbył się w Gdańsku. Mam wrażenie, że był to czerwiec, bowiem kojarzy mi się to z pewnymi osobistymi...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
gregbyd

Mecz ze Słaboniem był bodajże w roku 79 i jeśli tak było, to kilka dni wcześniej, lub później podobny odbył się w Gdańsku. Mam wrażenie, że był to czerwiec, bowiem kojarzy mi się to z pewnymi osobistymi wydarzeniami, a już na pewno było słonecznie i ciepło. Penhal pisał o wcześniejszych potyczkach polsko - angielskich na bydgoskim owalu. Pozdrawiam!

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [18 komentarzy tej dyskusji]

Komentarz usunięty przez użytkownika

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Penhal

Jestem po przeprowadzce i ciężko mi to wszystko odnaleźć.Co mogłem poszukałem w necie,ale do tematu wrócę.Kolejna wizyta Anglików W Bydgoszczy to 7 .06 1975 Byli w składzie 1 Jessup[8] 2 Louis [2] 3 Ray Wilson [5] 4 Mackolm Simonds [10 ] 5 Doug Wyer [7] 6 Jim McMilan [4] 7 Barry Thomas [0] 8 Arthur Price [1]
Polacy byli w składzie Glucklich,Koselski,Plech,Rembas,Jancarz,Nowak,Plewiński Żąbik.Heniu i Zenek zrobili komplety[18]
Mecze jeszcze były w Poznaniu ,Chorzowie i Gorzowie Polacy wygrali tylko mecz w Bydgoszczy 71-37

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [18 komentarzy tej dyskusji]

Komentarz usunięty przez użytkownika

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
HDZapora

Zdaje się ,że to była seria spotkań...on pisze o Bydgoszczy. Ja pamiętam , że takie spotkanie w tym czasie odbyło się w Lesznie...tylko nie wiem czy to był koniec lat 70-siatyc , czy początek następnej dekady

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [18 komentarzy tej dyskusji]

Witaj w jakim mieście były te zawody ?

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Penhal

Pierwszy mecz w Bydgoszczy co pamiętam to Anglicy przysłali rezerwy.Jedyny co warty był oglądania to Martin Ashby,pozostali przyjechali po naukę[pamiętam był Bulgner,Hunter ,Kilby]dostali straszne lanie był to rok 1971.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Penhal
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
gregbyd

O ile pamięć mnie nie myli w zawodach miał wystąpić Peter Collins, ale jego występ w ostatniej chwili został odwołany. Startował na pewno któryś z jego braci, ale bij, zabij, nie pamiętam który, a było ich chyba ze trzech...

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (3|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [18 komentarzy tej dyskusji]

Komentarz usunięty przez użytkownika

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
gregbyd

Mój pierwszy raz i mam tu na myśli wyłącznie żużel miał miejsce w latach siedemdziesiątych. W pamięci z tamtych czasów nie pozostało zbyt wiele i wcale nie jest to zasługą dr Aloisa Alzheimera. Byłem wtedy widzem praktycznie na każdych zawodach, lecz dodać trzeba, że widzem mało świadomym. Dumny oczywiście jestem, że zdążyłem poznać takie ikony bydgoskiego żużla, jak Glucklich, czy Kasa. Z tamtych czasów jednak najbardziej utkwił mi w pamięci test mecz Polska-Anglia, który odbył się pod koniec lat siedemdziesiątych. Powodem pewnie jest to, że wystąpili w nim prócz Polaków takie tuzy światowego żużla, jak Malcolm Simmons, Michael Lee, czy Chris Morton znani z przekazów TV komentowanych przez nieodżałowanego Jana Ciszewskiego. Moim pierwszym idolem stał się wtedy Robert Słaboń z drugoligowego Wrocławia, który w owym turnieju niczym nie odstawał od gwiazdorów. Chwilę później odbywały się IMŚ i już byłem pewien, że Polak jest w stanie najlepszym szyki pokrzyżować. Oczywiście okrutnie się myliłem, nie pierwszy i nie ostatni raz zresztą. Później powoli stawałem się co raz większym szowinistą i bardziej skupiałem się na miejscowych matadorach. Na początku najważniejszy był Paweł Bukiej. Dlaczego? Rozumieją chyba tylko współmieszkańcy. Potem był Proch i jazda na rowerze z podrabianiem Jego sylwetki z szeroko i płynnie rozstawionymi łokciami, pierwsze Kryterium Asów i moje trzymanie kciuków za Bolka przeciw Ojcu, który w ciemno obstawiał Marka Ziarnika. Wreszcie nadeszła era Dołka. Pamiętam, jak oglądałem trening przed jakimś meczem, kiedy rozwalił się ktoś z zawodników i Dołek miał być jego zastępcą. Cały parking młokosów popychających motory piał wtedy z zachwytu, że Dołek wreszcie dostanie szansę. Kim On wtedy był? Kilka tygodni później sam się przekonałem. Później był jeszcze pierwszy stranieri – Sam Ermolenko, nadeszła era Gollobów i wreszcie Henki. Była jeszcze chwilowa przygoda z ulubionym przeze mnie Loramskim i kilka innych chwilowych związków. Dodam jeszcze, że pod koniec lat osiemdziesiątych sam jeździłem wtedy po ulicach tuningowanym modelem MZ 250 koniecznie na oleju Castrol, bowiem zapach speedwaya musiał za mną się ciągnąć ;) W razie chwilowego braku Castrolu odrobina likieru na kościach (denaturatu) też miała podobny skutek. Jak to dziś wszystko zabawnie brzmi :) Co jeszcze ciekawe, szczególnie z najmłodszych lat pamiętam reprezentantów gości, takich jak Cieślak, Huszcza, Jancarz, Plech, czy Ząbik w swym charakterystycznym, „jajowatym” kasku, którzy zwykle sporo krwi nam na naszym owalu napsuli :)
PS: Gratuluję autorowi wspaniałego pomysłu na bloga :)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (8|0)

ostatnia odpowiedź: 6 listopada 2014 [18 komentarzy tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
bydziaj

Biegało się będąc dzieciakiem na meczach na dole trybun udając ,że trzyma się manetkę gazu i z brum brum na ustach było się Zarankiem,Kasą a nawet Maugerem czy Collinsem. Dopiero po "wyjeżdżeniu" swojego siadało się z ojcem na ławce i oglądało prawdziwych czarnych rycerzy z maskami na twarzach , chustach na szyi na swych 2 zaworowych piekielnych maszynach.
Nie pamiętam jaki mecz był tym dziewiczym ,ale nie wiem dlaczego najbardziej utkwił mi w pamięci mecz ze Śląskiem Świętochłowice przy sztucznym oświetleniu ,a lampy były wtedy na słupach typowo ulicznych z tym ,że wysuniętych nad sam tor , także tor był wspaniale oświetlony ,a trybuny spowijała ciemność ! Z pod łyżew szły iskry , to był żużel!
Na podwórku wyścigi dookoła bloków to były dopiero emocje , nie to co FIFA czy inne X-boxy ;) Proch ,Jankes lub Muller to zawsze ja ,aż do czasu przykrej kontuzji odniesionej na "podwórkowym trotuarowym" torze ! Jechałem oczywiście na 1 miejscu ( "skromność",ale rzadko nie miałem 3 ) i w pewnym momencie na podjeździe pod krawężnik w mym rumaku z Rometu odpadło przednie koło i stało się ,kariera została brutalnie przerwana , gdyż ręka wisiała praktycznie na mięśniach i skórze ,a kości sterczały na wierzchu ;(( trzymając tak rękę poleciałem do domu krzycząc "złamałem po raz pierwszy rękę" moja mama widząc mnie tak stojącego w drzwiach osiwiała w 1 sekundzie ! Potem oczywiście stól operacyjny i ,gdy po 4 godzinnej dłubaninie w moich kościach wyjechałem na korytarz , chwyciłem ojca za rękę mówiąc "ale i tak będę żużlowcem" . Niestety tak dobrze zapowiadający się talent został zastopowany przez mamę , która nie chciała podpisać zgody na wstąpienie do szkółki ,a byłem już na rozmowie u Pana Połukarda. I zostało tylko kibicowanie ... zawsze wierny POLONII !

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (6|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
bachus

Co do wejścia na stadion w latach 80 ,z kumplami wchodziliśmy na płot betonowy było nas zawsze od 30 d0 50 chłopa a podrugiej stronie ormowiec pilnujący i mówił by zejść z plotu,wowczas wszyscy skoczyliśmy a jedna osoba zawsze była na pozarcie,ale pilnujący ormowiec i tak go puścił,to było stosowane kilka razy ,później płot wysmarowali towotem i skończyło się eldorado...)))

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (5|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
-ROMAN-

Kiedy wylądowałem na meczu żużlowym?
Nie wiem!Ja poprostu byłem tam zawsze:)
lata 80:)Hm piękne lata dzieciństwa.
Ale na zawsze pozostanie w mej pamięci turniej charytatywny Piotra Pawlickiego,pamiętam jak wieziono Go na odkrytym samochodzie wokół toru, płakałem,tak samo poleciały mi łzy kiedy Go zobaczyłem na motocyklu teraz.
Oj wspomnien jest bez liku,
Dziadek dziękuję za tego bloga:))

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|1)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Lubię mieszać. Szkodnik.

O kurcze, Zeniu, ale swietnego bloga popełniłeś.
Świetnie sie czyta wspomnienia "Kibiców".
Ja co prawda nie mam tak dużego doświadczenia, ale coś tam jest.
Moje poczatki to lata 70-te, a własciwie to ich poczatek, jako kilkulatek, jeszcze z ojcem wówczas chodziłem, ale sporadycznie. Później lata 80-te i 90-te, tak z doskoku, jakoś nie ciągło mnie tak za bardzo.
Dopiero około 2005-2006 wciagneło mnie na całego, co fajne dzięki koledze, który był zakochany w tym pieknym sporcie.
Pamietam drewniana wiezyczkę, brak ławek na wejsciu w I łuk.
Mur od strony lasu i oczywiscie słynny kibel przy nim, w którym przedewszystkim Panie załatwiały swoje potrzeby, a panowie, wiadomo "szczanie na scianie".
Wspominacie wyscigi rowerowe, jako formę zuzla. Równiez bawiłem sie w taki żużel. Razem z kolegami (było nas 12 w jednym wieku, a więc dwie druzyny) scigalismy sie
(przewaznie składaki "wigry", "sokół", "czajka" itp.)
do okoła betonowej piaskownicy, tor był mieszanką szlaki i piachu.
Często gesto upadki kończyły sie na "kredzie" czyli na betonie. Potłuczone, obdarte kolana to była norma wtedy, a i szwy co u niektórych sie pojawiały. Za amfiteatrem na parkingu organizowalismy zawody miedzy blokowe.
W kapsle tez się grało. W maju przeważnie jako kolarze (czas wyscigu pokoju), robiło sie nogą(dokładnie butem) trase wyscigu i zabawa była na całe popołudnia. Oczywiscie kapsle żuzlowe równiez były, u mnie na podwórku graliśmy na betonach od pisakownicy (była mocno eksploatowana)lub robilismy tor na pisku, baaaardzo szeroki. Zdarte paznokcie, handel wymienny na kapsle miedzy kolegami (dzisiejsze transfery hehe)były normą.
Co do wejscia na stadion. Jeżeli szedłem z kolegami to stawało sie przy bramkach wejściowych i czekało się, czekało się, czekało się i tak pojedynczo wchodziliśmy z kolegami na stadion. Jak z Ojcem to miałom się bilet, program oczywiście Ojciec wypełniał.
A po meczu, po meczu biegło sie za Starem lub Jelczem z otwrta platforma na której jechali zuzlowcy ul. Wrocławską, Srebrna Górą w kierunku ul. Osadniczej, gdzie były warsztaty żużlowe. Czasami zużlowcy żucali okulary takie z celuloidu. Jak któryś takie dorwał to był gosć przez duże "G".
Ale było fajnie. Biednie, ale wesoło.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (3|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
21 GUNS

Gonzo to był"as"...chyba wtedy przed meczami "na alko" nie badali...?Pamiętam jak dostał plastikową wanienkę po urodzinach dziecka...:)
P.S.TATA DOBRZE ZROBIŁ:))))))))))))

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|1)

komentarz jest odpowiedzią na: [5 komentarzy tej dyskusji]

Ja debiutowałam chwilkę później, już nas tak wszyscy nie lali :). Po tym jak przez dwa sezony umierałam z nudów na meczach Śląska na Oporowskiej tato zrozumiał, że fanki kopanej jednak nie wychowa i postanowił...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
spartunia

Ja debiutowałam chwilkę później, już nas tak wszyscy nie lali :).
Po tym jak przez dwa sezony umierałam z nudów na meczach Śląska na Oporowskiej tato zrozumiał, że fanki kopanej jednak nie wychowa i postanowił spróbować zainteresować swoją jedynaczkę żużlem. Zaczął mnie więc zabierać na drugoligową Spartę od sezonu 1987 albo 1988, nie pamiętam. Moja pierwsza Sparta to Piekarski, Malinowski, Gonciarz, Bzdęga. Potem pojawili się w składzie Lech z Jankowskim. Dalej byli bracia Czesi Holub, Schinagl i Milik, wreszcie zaciąg z UK - Tatum z Louisem i upragniony awans do I ligi. I kompletnie nie rozumiałam o co wszystkim chodzi z tym zielonym stolikiem ;).
Ponad ćwierć wieku z żużlem, setki obejrzanych zawodów najróżniejszej rangi. Ale te pierwsze na pustawej trybunie Olimpijskiego często wspominam teraz z łezką w oku. Najpierw zawsze zamykałam oczy, gdy zawodnicy nieruchomieli przed taśmą startową i kazałam się szturchnąć jak już przejadą pierwszy łuk. Dopiero wtedy zaczynałam oglądać wyścig :).
Dziękuję Tato [*].

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (4|1)

komentarz jest odpowiedzią na: [5 komentarzy tej dyskusji]

To ja małolat jestem bo debiutowałem w latach 80ych,gdy śmigał nasz lokalny matador Ś.P.RYSZARD JANY,potem Heniu Piekarski na ZK na swoim magicznym Goddenie bił rekord toru,w lidze lała nas cała Polska,aż...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
21 GUNS

To ja małolat jestem bo debiutowałem w latach 80ych,gdy śmigał nasz lokalny matador Ś.P.RYSZARD JANY,potem Heniu Piekarski na ZK na swoim magicznym Goddenie bił rekord toru,w lidze lała nas cała Polska,aż pojawili się Czesi,potem Anglicy i historyczny baraż w Lesznie...Następnie ZŁOTA ERA i tak do dzisiaj i pewnie do końca...:)Kapsle najlepsze były"spalaki"...czarne nomen omen czyli wyciągnięte z ogniska...najlepiej trzymały się "toru"...:)Oranżada w proszku na sucho ijakieś pseudo precle...grunt,że się wtranżalało...:))
SPOX BLOG DZIADEK.POZDRO:)))))))

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (4|1)

ostatnia odpowiedź: 4 listopada 2014 [5 komentarzy tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Rysio-z-Klanu

Ja to na kapslach naklejałem twarze zawodników lub też plastrony na których były inicjały danego zawodnika.Miałem także na kartce z bloku wyrysowny tor na którym jeździłem zawodnikami rzucając kostką.Oczywiście najlepsze kapsle dostawali moi ulubieni zawodnicy,a więc z bydgoskiej Polonii;-) Miałem też swój parking z fajnego pudełka po jakiś słodkościach,który dała mi pani z pobliskiego spożywczaka,która de facto dawała mi też kilka fajnych kapsli.Na tym blokowym torze rozgrywałem swoją ligę,gdzie oczywiście często wygrywała Polonia:-)Mamę te rzuty kostką doprowadzały do szału,bo na biurku kostka hałasowała,a ja zamiast się uczyć to wciąż grałem:)Wszystkie rozpiski robiłem w grubym zeszycie,gdzie zapisywałem składy drużyn i według tabeli w programie rozgrywałem pasjonujące wyścigi.Po każdej kolejce oczywiście dodawałem punkty i tworzyła się tabela:)
Na lekcjach w szkole często też graliśmy w żużel,ale były to tylko rzuty kostką,a reguły polegały na tym,że jak wyrzuciłeś jedynkę to znaczyło,że dany zawodnik dojechał pierwszy na metę,dwójkę to drugi itp:)Później tradycyjnie tabela i można było rozgrywać następną kolejkę spotkań.
Poza tym tradycyjnie liga żużlowa na składakach,gdzie często pękały ramy,a tata nie nadążał ich spawać.Oczywiście doskonale wiedział dlaczego te ramy pękały,mimo że zawsze wymyślałem jakąś dziwną historię.Dzisiaj jak się czasem spotykam z ojcem to często wypytuje się co tam w Polonii słychać i nie raz,nie dwa po kilku kolejkach wyskokowego trunku często wspomina te spawane rowery;-) Jak dla mnie były to piękne czasy mojego dzieciństwa w którym dominował żużel.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (5|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
HDZapora

Jednak wybuchło to we mnie po tym meczu


Całe szczęscie,że cię nie rozsadziło;)))...bo było by to ze szkodą dla merytoryki na żużlowym forum SF

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (3|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [6 komentarzy tej dyskusji]

To i ja się podzielę. Pierwszy raz na żużlu byłem 17 kwietnia 2005 roku. Był to pojedynek Apatora Toruń z Polonią Bydgoszcz, wygrany przez Anioły 53:36. Zabrał mnie na ten mecz kolega i tak już zostało...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
ROSE

To i ja się podzielę.
Pierwszy raz na żużlu byłem 17 kwietnia 2005 roku. Był to pojedynek Apatora Toruń z Polonią Bydgoszcz, wygrany przez Anioły 53:36.
Zabrał mnie na ten mecz kolega i tak już zostało do dziś.
Przedtem ścigałem się na rowerze na "żużlu" na osiedlu, tor wyrysowano kredą. Byłem zawsze Ryanem Sullivanem.
Co jakiś czas oglądałem skróty meczów na telewizji kablowej i słuchałem meczów w radiu. Miałem obycie z tym sportem i wiedziałem o co w nim chodzi.
Jednak wybuchło to we mnie po tym meczu z bydgoską Polonią.
Wtedy wiedziałem co stanie się moją życiową pasją.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (5|0)

ostatnia odpowiedź: 3 listopada 2014 [6 komentarzy tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Grzesiek Tarnów

Powiem Wam jeszcze cos wiecej, razem z kumplami uprawialismy speedrower, na boisku podstawowki, dookoala byla trawa, a na srodku piach. Rysowalismy tor z mialu weglowego, i jezdzilismy jak szaleni, ja mialem ruska "kame" , kumple "wigry 3" :))

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (2|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
1970

Bachus pamiętam jeszcze mój pierwszy wyjazd na derby do Zielonej. to był jeden z nielicznych wyjazdów jakie wtedy zaliczyłem, ale nie że nie chciałem ale z przyczyn że tak nazwę czasowych i mobilnych (brak samochodu). to było gdzieś na przełomie lat 70-80 rano biegiem na autobus na dworzec który wówczas w Gorzowie był na ul. Strzeleckiej (dla niezorientowanych tam gdzie teraz stoi pomnik Jancarza) ok godziny 9:30 wsiadaliśmy do "ogórka"i w drogę. w Skwierzynie 15 minutowa przerwa dla palaczy by ogórek mógł trochę się ostudzić i w Międzyrzeczu to samo, po prawie dwóch godzinach byliśmy już w połowie drogi czyli w Świebodzinie gdzie mieliśmy przesiadkę do Zielonej, tyle że do drugiego autobusu było chyba jeszcze ze czterdzieści minut, więc większość pasażerów szła na piwko czy coś tam do knajpy która była na przeciwko dworca. taka zwykła jak to wtedy bywało "mordownia " oddzielona kratą od restauracji. jak się tam wchodziło to jak w mgłę. sjesta odbyta drugi ogórek podjechał i w drogę dalej, oczywiście z obowiązkowym przystankiem dla palaczy w Sulechowie. po następnych prawie dwóch godzinach zawitaliśmy do Zielonej. spacerek kilkugodzinny po mieście i na mecz, po meczu droga powrotna i około 22 kibice (ja i tata) po morderczym dniu dotarliśmy do domu. ot taka tam refleksja na temat wyjazdów, teraz w tym czasie robi się Toruń, Częstochowę czy Tarnów

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (4|0)
blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
1970

wycinało się flagi z atlasu i wklejało w kapsle, potem jeszcze zjebka od rodziców za zniszczenie atlasu i na podwórko odświeżyć tor (obowiązkowo z przeszkodami) i popstrykać

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (4|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [23 komentarze tej dyskusji]

Jak ,ktoś miał kapsel kolorowy ,to był ktoś,to dziś jak kolorowe kewlary z reklamami...)

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.