Komu Grand Prix komu?

autor: Hockley | 2015-09-02, 11:34 |

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|
W najbliższą sobotę na stadionie w Rybniku rozegrane zostanie Speedway Grand Prix Challenge, z którego awans do żużlowej elity wywalczy trójka najlepszych zawodników. Historia pokazuje, że w światowych eliminacjach niejednokrotnie dochodziło do mniejszych lub większych niespodzianek. Także ze strony reprezentantów Polski.

Formuła zmagań o indywidualne mistrzostwo świata przeszła reorganizację przed sezonem 1995, kiedy to zainaugurowano pierwszą edycję żużlowego Grand Prix. Eliminacje do światowego czempionatu także ulegały na przestrzeni lat zmianom, co sprzyjało niespodziewanym rozstrzygnięciom. Przeprowadzano, bowiem nie tylko turnieje Challenge, ale także rozbudowane eliminacje kontynentalne (przedstawiciele państw europejskich, z wyjątkiem skandynawskich) i interkontynentalne (przedstawiciele państw zamorskich i skandynawskich), z których także można było wywalczyć przepustki do cyklu.

Wielokrotnie w ciągu blisko dwudziestu lat do Grand Prix przebijali się zawodnicy, którzy na co dzień nie mieli wielu okazji do rywalizacji z najlepszymi żużlowcami w najsilniejszych ligach bądź też w innych rozgrywkach mistrzowskich. Jak inaczej jak nie sensacją nazwać awanse takich zawodników jak Marian Jirout, Carl Stonehewer, Matej Ferjan, Tomasz Chrzanowski czy Martin Smolinski? Eliminacje te zaś wielokrotnie potrafiły być i potrafią być nadal nieudane dla zawodników, bez których wielu nie potrafi sobie wyobrazić rywalizacji w Grand Prix. Przyjrzymy się, więc w „szeroko pojętej pigułce” jak przebiegała rywalizacja w światowych kwalifikacjach od roku 1995 do roku 2014 włącznie.

Niespodziewane porażki Golloba, Ermolenki i Screena (1995-1997)

Pierwsza edycja kwalifikacji odbyła się we włoskim Lonigo w 1995 roku, gdzie triumfował australijski wirtuoz z Mildury Leigh Adams. Dla polskich kibiców przykrym momentem było bez wątpienia odpadnięcie Tomasza Golloba, który poległ wówczas w biegu dodatkowym o miejsce w elicie, mając za rywali Craiga Boyce’a i Andy’ego Smitha. Zawód był tym większy, że z turnieju tego przepustki do jazdy w SGP 1996 zdobywało aż ośmiu najlepszych, a mimo to Polak musiał na rok pożegnać się z pełnoprawnym uczestnictwem w światowej rywalizacji. Do ostatniego sezonu Golloba w elicie w 2013 roku była to jedyna taka sytuacja w karierze polskiego mistrza. Na pocieszenie polskim kibicom zostały wspomnienia z fantastycznej wygranej bydgoszczanina w pierwszym, historycznym turnieju nowej formuły na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu.

Na szczęście rok później już z finału kontynentalnego Gollob zaliczył błyskawiczny i spodziewany powrót do najlepszych, natomiast obok niego awans „wyszarpał” także, mający wówczas fenomenalny sezon (m.in. złote medale w DMP i IMP) Sławomir Drabik, dla którego ówczesny sezon był powrotem na żużlowe tory po odbyciu rocznej karencji za odebrane mu rok wcześniej prawa jazdy.

W tym samym sezonie Challenge w Pradze zwyciężył specjalizujący się w jeździe na długich torach, sympatyczny Brytyjczyk, niestety dziś już nie żyjący Simon Wigg (co ciekawe jeździł z licencją holenderską), który jednak nie zawojował elity w klasycznej odmianie speedwaya. Na Markecie goryczy porażki zaznał zaś m.in. trzeci z wielkiej trójki Amerykanów Sam Ermolenko. Indywidualny mistrz świata z Pocking z roku 1993 podobnie jak rok wcześniej Gollob poległ w biegu dodatkowym i także musiał uznać wyższość m.in. filigranowego „Foxy” Smitha, słusznie nazywanego potem „królem Challenge’ów”. O wiecznie uśmiechniętym Andy’m, który swego czasu w Polsce stał się Andrzejem Kowalskim wspomnę jednak w dalszej części bloga.

Ermolenko otarł się o awans do cyklu także rok później w Wiener Neustadt, gdy minimalnie lepszy okazał się od niego ledwie 22-letni Sebastian Ułamek, na awans którego mało kto wówczas liczył. Częstochowianin sprawił jednak nie lada sensację, będąc drugim Polakiem obok zwycięzcy austriackiej imprezy Piotra Protasiewicza, który awansował do Grand Prix 1998. Obok, pochodzącego z Kalifornii „Suddena” w obu tych sezonach podobny los spotykał także brytyjskiego wojownika Joe „Machine” Screena, który nadal nie spełniał pokładanych w nim nadziei brytyjskich fanów. W Austrii obok Polaków awans wywalczył też taki zawodnik jak Stefan Danno, który nigdy nie ukrywał słabości do chmielowej cieczy zwanej piwem i który obok alkoholowej wpadki w Bydgoszczy w roku milenijnym potrafił niekiedy zaskoczyć rywali, meldując się na podium pojedynczych zawodów.

Zoltan Adorjan (żółty kask) i Armando Castagna (czerwony kask) to bohaterowie eliminacji do Grand Prix w roku 1997. W kasku niebieskim prawdziwa legenda eliminacji - Andy Smith

Wielu kibiców do dziś wspomina także dość niespodziewany sukces Włocha Armando Castagni i Węgra Zoltana Adorjana, którzy podobnie jak Ułamek wywalczyli awans do cyklu w roku 1997. Obaj do dziś są jedynymi przedstawicielami swoich krajów, którzy rywalizowali o tytuł najlepszego na świecie jako stali uczestnicy. Bliski powtórzenia wyczynu Castagni był przed rokiem w Lonigo, pochodzący z dalekiej Argentyny Nicolas Covatti, którego tylko upadek jednego z rywali w ostatniej serii startów pozbawił awansu.

Czeska sensacja, niezłomny australijski weteran (1998-2001)

W 1998 roku szokujący wręcz awans z finału kontynentalnego wywalczył Czech Marian Jirout, który nie odniósł większych sukcesów w rozgrywkach seniorów, aczkolwiek zdobywał medale w kategoriach młodzieżowych. Jirout, który w swojej karierze w polskiej lidze reprezentował barwy tylko dwóch klubów (Kolejarz Rawicz i Unia Tarnów) awansował do elity obok Antonina Kaspera, pradziwego bohatera i jednej z najsłynniejszych postaci żużla w Czechach. Bilet do GP wywalczył też m.in. przeżywający swoją drugą młodość Duńczyk John Joergensen, finalista IMŚ 1988 i 1992. Sensacją na miarę awansu Jirouta było natomiast odpadnięcie z Challenge’u w Pardubicach Marka Lorama. Mimo to Brytyjczyk dzięki dzikim kartom i roli pierwszego rezerwowego w 1999 roku otarł się o medal, zajmując na koniec znakomite 5 miejsce w klasyfikacji generalnej.

Rok po tym, jak życiowy sukces odniósł Jirout, do najlepszych przebił się wreszcie, brylujący na polskich torach Rafał Dobrucki, zwyciężajac wyjątkowo „polski” finał kontynentalny we Wrocławiu (aż sześciu naszych reprezentantów, w tym czterech na pierwszych pozycjach). W finale interkontynentalnym niespodziewanie wygrał natomiast, powracający do wielkiej formy po ciężkiej kontuzji kręgosłupa Australijczyk Todd Wiltshire - brązowy medalista IMŚ z 1990 roku z Bradford, gdzie złoty medal zdobywał wtedy nieodżałowany szwedzki mistrz Per Jonsson. W tym samym roku w Challenge’u za niespodziankę uznano natomiast awans Brytyjczyka Carla Stonehewera, wieloletniego lidera „Komet” z Workington.

Sezon 2000 okazał się być szczęśliwy dla Słoweńca, dziś już nieżyjącego Mateja Ferjana, który wywalczył promocję do startów w GP i choć nie osiągnął wielkich wyników, to przetarł drogę młodszemu rodakowi, Matejowi Zagarowi, który po kilku latach sam zagościł w stawce najlepszych, by dzisiaj, po wielu latach wzlotów i upadków liczyć się w walce o medal i coraz częściej triumfując w pojedynczych zawodach. Wyczyn Stefana Danno sprzed trzech lat powtórzył natomiast jego rodak Niklas Klingberg, który przebijał się wówczas do czołówki szwedzkich żużlowców.

Rok 2001 to już zmiana systemu kwalifikacji i brak bezpośrednich awansów z turniejów kontynentalnego i interkontynentalnego. Powrócono niejako do formuły z roku 1995, kiedy to przepustki umożliwiało tylko Grand Prix Challenge. Obyło się bez zaskakujących rozstrzygnięć, choć na uwagę zasługiwał pewnie wywalczony awans wielkiej nadziei czeskiej szlaki, syna Alesa seniora, Lukasa Drymla z Pardubic, który do momentu odniesienia fatalnej kontuzji na turnieju w Krsko w 2003 roku, wielokrotnie potwierdzał swoje nietuzinkowe umiejętności.

Lukas Dryml udanie przebrnął przez eliminacje w latach 2001, 2002 i 2007

Nie sposób nie wspomnieć, że w tym samym roku po raz siódmy z rzędu miejsce wśród najlepszych uratował wspomniany już przeze mnie Andy Smith. Mający od 1999 roku polskie obywatelstwo zawodnik z York na północy Anglii, wieloletni motor napędowy "Asów" z Manchesteru, był prawdziwym mistrzem w ratowaniu skóry w turniejach Challenge. Na przestrzeni lat potrafił pozbawić awansu takich tuzów jak Gollob, Ermolenko, Loram czy Henrik Gustafsson, ale sam zawsze zachowywał miejsce w elicie. Wobec jednak i słabnącej dyspozycji sportowej i zmian w systemie eliminacji, sezon 2002 okazał się być jego ostatnim w Grand Prix.

Dominacja Polaków i Duńczyków, udane starty Czechów (2002-2008)

Lata 2002-2004, to eliminacje, w których decydujący turniej nazywany był wdzięcznie Wielkim Finałem IMŚ. Awans wywalczała najlepsza szóstka zawodników, choć w sezonie 2004 do Grand Prix przepustki wywalczała już tylko pierwsza dwójka. Miało to związek z pomniejszeniem liczby stałych uczestników zmagań o tytuł mistrzowski z 22 do 15.

W latach tych świetną passę zaliczyli nie tylko reprezentanci naszego kraju (dwukrotnie Protasiewicz, raz Tomasz Bajerski), ale także i przedstawiciele czescy. Lukas Dryml zachował miejsce w cyklu w eliminacjach 2002, podobnie jak Protasiewicz rok po roku awans do elity wywalczał weteran z Zlina Bohumil Brhel, a raz ta sztuka udała się starszemu z braci Drymlów Alesowi (2003). Sukces osiągnął wtedy także Kai Laukkanen, będący jak dotąd jedynym Finem, który startował w GP na prawach stałego zawodnika.

Rozstrzygnięcia z 2004 okazały się być bardzo zaskakujące. O ile wielki talent potwierdził Antonio Lindbaeck i jego awans uznany za naturalny krok w jego karierze, o tyle jedną z największych sensacji w historii eliminacji sprawił wychowanek toruńskiego Apatora Tomasz Chrzanowski. Na torze w Vojens sprzątnął sprzed nosa awans faworyzowanym reprezentantom gospodarzy Kennethowi Bjerre i Hansowi Andersenowi. Śmiało można rzec, że awans Chrzanowskiego to najbardziej nieprzewidywalne rozstrzygnięcie w historii eliminacji ze strony polskiego zawodnika.

Po tym jak nie przeprowadzono eliminacji w roku 2005 (BSI postanowiło przyznać stałe dzikie karty), od 2006 do dnia dzisiejszego obowiązuje system eliminacji z jednym, decydującym turniejem, nazywanym oficjalnie Grand Prix Challenge, z którego awans wywalcza trójka najlepszych, nie startujących w danym sezonie w cyklu. W latach 2006-2008 ta sztuka udała się wpierw Wiesławowi Jagusiowi i Rune Holcie (startującemu już jako Polak) w roku 2006 i Grzegorzowi Walaskowi i Sebastianowi Ułamkowi dwa sezony później. W latach tych kapitalną passę zaliczyli także reprezentanci Danii. Awanse do mistrzostw wywalczali pokonywani wcześniej Bjerre i Andersen, a ponadto Niels Kristian Iversen i Bjarne Pedersen. Warto odnotować, że w 2007 roku do wielkiej formy próbował wrócić Lukas Dryml, który przez wiele lat walczył z kontuzjami i choć udało mu się przebrnąć przez kwalifikacje, to w nowym sezonie nie nawiązał niestety do lat świetności z jazdy wśród najlepszych.

Kopciuszkowie pozazdrościli faworytom (2009-2014)

Najnowsza historia światowych eliminacji to zarówno promocje zawodników, którzy byli uznawani za faworytów, ale i także zawodników, którzy nie byli zaliczani do tego grona. W 2009 roku przepustkę do cyklu wywalczył 38-letni wówczas Magnus Zetterstroem, wygrywając turniej w Coventry przed Chrisem Holderem i Jarosławem Hampelem. Rok później w Vojens triumfował niespodziewanie młodszy z braci Łagutów Artiom, choć to starszego Grigorija oczami wyobraźni wielu widziało jako tego, który dołączy do Emila Sajfutdinowa i będzie drugim Rosjaninem na liście pełnoprawnych ścigantów cyklu Speedway Grand Prix.

W 2011 roku kolejny awans w swojej karierze wywalczył Protasiewicz, ale ze względów na nieżyciowy przepis w polskiej lidze (tylko jeden zawodnik z Grand Prix w drużynie) awans ten okazał się pyrrusowy i Polak nie ścigał się w cyklu w kolejnym sezonie. Rok później eliminacje zgodnie z planem zwyciężyli znajdujący się w wysokiej dyspozycji: Krzysztof Kasprzak, Matej Zagar i Niels Kristian Iversen. Wszyscy ścigają się w cyklu do dnia dzisiejszego.

Martin Smolinski to bohater eliminacji w 2013 roku. Jako pełnoprawny uczestnik zachwycił kibiców już podczas pierwszego turnieju w nowozelandzkim Auckalnd

Ostateczne wyniki eliminacji z roku 2013 okazały się być zaskakujące, bowiem po raz pierwszy w historii pełnoprawnym uczestnikiem mistrzostw świata w formule Grand Prix został reprezentant Niemiec. Dotąd odnoszący większe sukcesy w longtracku Bawarczyk Martin Smolinski dzięki świetnemu występowi na Wimborne Road w Poole i dzięki utrzymaniu się w elicie, przez triumfatora eliminacji „PUKa” Iversena wywalczył miejsce wśród najlepszych. Podobną promocję do elity wywalczył przed rokiem Maciej Janowski, którego awans w przeciwieństwie do Smolinskiego nie był uznany za sensacyjny, ale Polakowi także pomogła dyspozycja jednego ze stałych uczestników. Matej Zagar, nie tylko wygrał Challenge w Lonigo, ale i zajął wysokie 5 miejsce w klasyfikacji generalnej SGP, dzięki czemu czwarty we Włoszech „Magic” mógł się cieszyć z upragnionego awansu.

Polscy młodzieżowcy w gronie faworytów

Spoglądając na stawkę zawodników jacy stawią się 5 września na Górnym Śląsku już teraz można spodziewać się szalenie wyrównanych i emocjonujących zawodów. Faworytów jest co najmniej kilku, ale jak już wiemy z historii żużla nie można także wykluczyć zaskakujących rozstrzygnięć. Stawka zawodów jest bowiem znacząca, turniej jest jednodniowy, a nie wszyscy są też wymieniani w gronie kandydatów do ewentualnego zaproszenia ze strony władnych cyklu do stałych dzikich kart. Dlatego też dla większości z nich rybnicka impreza będzie jedyną i ostatnią szansą na awans do Indywidualnych Mistrzostw Świata 2016.

Do grona głównych kandydatów do TOP3 zaliczani są także reprezentanci Polski, a przede wszystkim, kroczący właśnie po złoty medal IMŚJ Bartosz Zmarzlik i aktualny czempion w tej kategorii Piotr Pawlicki. Za najgroźniejszych rywali obu polskich juniorów należy uznać przede wszystkim Antonio Lindbaecka, który jest właśnie o krok od medalu w Indywidualnych Mistrzostwach Europy, Petera Kildemanda, który z powodzeniem ściga się w tegorocznym Grand Prix (zastępuje kontuzjowanego Jarosława Hampela), Leona Madsena, zawsze groźnego, a ostatnimi czasy nad wyraz regularnego, Fredrika Lindgrena, przez lata etatowego uczestnika cyklu, a także co by nie mówić, próbującego „wejść w buty” Andy’ego Smitha, Chrisa Harrisa który wciąż chce ścigać się w cyklu, pomimo nie najlepszych wyników w ostatnich latach. Mimo to Brytyjczyk konsekwentnie ratuje swoje miejsce w eliminacjach.

Jednym z kandydatów do jazdy w Grand Prix jest Bartosz Zmarzlik - jeden z czwórki Polaków, którzy wystąpią w rybnickim turnieju

Być może marzenia o awansie uda się spełnić starszemu bratu Piotra Przemysławowi bądź też dotychczasowej niespodziance eliminacji Kacprowi Gomólskiemu. Im także nie należy odbierać szans, choć akurat większość polskich kibiców więcej spodziewa się w Rybniku po dwójce najmłodszych naszych rodaków, niekoniecznie spodziewając się wysokich pozycji ze strony starszych z reprezentantów biało-czerwonych.

A może ktoś pozazdrości wyczynu Jiroutowi, Chrzanowskiemu i Smolinskiemu i sprawi nie lada sensację na torze, na którym niegdyś brylowali medaliści mistrzostw świata Antoni Woryna i Andrzej Wyglenda? Niewielu wierzy w udane rozstrzygnięcia dla Ukraińca Andrieja Karpowa czy też dwójki Łotyszy Maksima Bogdanowa i Kjastasa Puodżuksa, ale kto wierzył w to, że awans do SGP mogą wywalczyć bohaterowie eliminacji sprzed lat?

Wprawdzie rybnicki owal nie należy do sprzyjającej, zapierającej dech w piersiach walce i nie powinniśmy spodziewać się nad wyraz pasjonujących gonitw, to jednak eliminacje mają to do siebie, że nawet na takich torach może dojść do fantastycznej rywalizacji. Oby tak było w sobotę na Stadionie Miejskim, gdzie nie dalej jak we wtorek przed tygodniem koncert dali czarodzieje rocka z „Miasta Aniołów”. Linkin Park, bo o nich mowa przetarli szlaki żużlowcom, którzy pukają do bram elitarnego cyklu, w którym największą nagrodą jest tytuł najlepszego zawodnika globu.

A już niech w tą sobotę prawdziwy, żużlowy koncert dadzą polscy żużlowcy i niech z awansu do grona najlepszych na świecie cieszyć się będzie ich jak największa liczba.

Ze sportowym pozdrowieniem,

Hockley

Oceń: Nie lubię Anuluj ()
|

Dodaj swój komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz lub

Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Jeśli nie masz jeszcze konta zarejestruj się. Zajmie to pół minuty.


Dowiedz się jak umieszczać linki do tagów, pogrubiać tekst, itp.

Ostatnie komentarze

Sortuj:
elvis

po nitce do kłębka:)
masz czas-bo z tego co wiem,jestes jeszcze młody:)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Nie na każdym portalu płacą. Tutaj na SF (przepraszam na WP SF) płacą, ale już np. na Z...lendzie nie i wielu innych też nie. Nie każda strona dysponuje takimi możliwościami, aczkolwiek poprzez działalność...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Hockley - GetwellDarcy

Nie na każdym portalu płacą. Tutaj na SF (przepraszam na WP SF) płacą, ale już np. na Z...lendzie nie i wielu innych też nie. Nie każda strona dysponuje takimi możliwościami, aczkolwiek poprzez działalność człowiek nabiera doświadczenia, firmuje to nazwiskiem, a być może ktoś go potem wyłapie i zaproponuję pracę za pieniądze.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

I bardzo dobrze,bo milo poczytac.A skoro jest wiedza i checi-to dlaczego to robic za free?

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Hockley - GetwellDarcy

Dzięki za miłe słowa elvis. Już o to zadbałem, więc mam nadzieję, że pomysły wypalą, m.in. na wiadomym dla nas portalu ;)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Na wiadomym dla nas portalu,poszukuja takich ludzi jak Ty. Sprawdzilem twoje miasto poszukiwane przez wlasciciela. Pomysl,bo czasem czytajac na syfach czy gdzie indziej(wszedzie) podobne art. mozna pomyslec,ze...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
elvis

Na wiadomym dla nas portalu,poszukuja takich ludzi jak Ty.
Sprawdzilem twoje miasto poszukiwane przez wlasciciela.
Pomysl,bo czasem czytajac na syfach czy gdzie indziej(wszedzie) podobne art. mozna pomyslec,ze sie marnujesz.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

ostatnia odpowiedź: 5 września 2015 [4 komentarze tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Sartoris

Myślę podobnie do Ciebie. Batchelor wypada, wszedłby Ward. Hampel na pewno dostanie "dzikusa", poza tym musi być jakiś Szwed w cyklu, a w tej chwili najbardziej sensowny to Lindbaeck. Może Kildemand dostanie jeśli się nie utrzyma. Może Vaculik?

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Tak, dokładnie na to wygląda. A jeśli Lindbaeck wejdzie, wzrosną szanse Jonssona, choć tutaj i tak raczej postawiłbym znak zapytania. Wydaje mi się natomiast, że to czwarte zaproszenie czekało na Darcy'ego...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Multi11 Przemek
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Hockley - GetwellDarcy

Tak, dokładnie na to wygląda. A jeśli Lindbaeck wejdzie, wzrosną szanse Jonssona, choć tutaj i tak raczej postawiłbym znak zapytania.
Wydaje mi się natomiast, że to czwarte zaproszenie czekało na Darcy'ego...

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Wniosek jest taki: 3 miejsca są de facto już zajęte. Hampel, Lindbaeck (jeśli nie wejdzie), dziewiąty z tegorocznego cyklu.

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Sartoris

Wniosek jest taki: 3 miejsca są de facto już zajęte. Hampel, Lindbaeck (jeśli nie wejdzie), dziewiąty z tegorocznego cyklu.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Musimy pamiętać, że dyskusja o ewentualnych stałych dzikich kartach rozgorzeje się tak naprawdę po sobocie. Jak sam zauważyłeś wiele zależy od tego, komu uda się awansować z Challenge'u, a kto będzie...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Hockley - GetwellDarcy

Natomiast niestety nie sądzę, by kiedykolwiek żużel mógł pójść wyżej w hierarchii, aczkolwiek nie wykluczałbym zwiększenia popularności, bo kto wie co będzie za 10-20 lat. Rewolucji nie ma co się jednak spodziewać.
W porównaniu z innymi sportami z rodziny motorowych żużel to inna specyfika, inne środowisko, inna popularność, inne pieniądze i przede wszystkim nieobecność wielkich koncernów. W MotoGP czy Motocrossie obecne są koncerny amerykańskie i japońskie czego w żużlu nigdy nie było, nie ma i długo nie będzie. Mnie to jednak nie przeszkadza. Żużel dzięki temu ma to coś, jest bardziej na wyciągnięcie ręki dla przeciętnego kibica ;)

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Tak w ogóle to jak widzisz przyszłość GP Hockley ? Chodzi mi o ilość turniejów, stawkę, to jak ta stawka się kształtuję, ilość zawodników w cyklu, tory ... Czy kiedyś żużel może pójść troszkę wyżej w...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Hockley - GetwellDarcy

Jak widzę? Dość słabo, tym bardziej że do 2021 roku włącznie BSI ma prawa do organizacji cyklu (i znając życie licencja zostanie przedłużona na lata kolejne). A wiadomo nie od dziś, że Anglicy nie wyrywają sobie rękawów, często notując wpadki (spektakularne) i pobierając pieniądze od polskich organizatorów większe niż od organizatorów, dla przykładu z Czech, Słowenii czy Łotwy. W imię czego?
W imię czego wynagrodzenia dla uczestników cyklu są śmiesznie niskie i bardzo podobne do tych, gdy cykl ruszał w roku 1995? Przecież to absurd. Absurdem jest to, że zawodnicy więcej zarabiają w ligach, aniżeli w najważniejszych rozgrywkach mistrzowskich na świecie, gdzie podobnież jeżdżą sami najlepsi.
No właśnie. Kolejna sprawa to fakt, że nie każdy chce jeździć w cyklu. Trafia do mnie tłumaczenie, zawodnicy z dolnych miejsc muszą dokładać do interesu, a jak wiemy 12 imprez w sezonie na wysokim poziomie to spory ciężar dla zawodnika, budżetu i teamu. Natomiast czołówka i tak nie zarabia kokosów. Brak w takich zawodach prezentujących wysoki poziom Rosjan czy też Vaculika to coś, co w normalnie zarządzanym sporcie byłoby nie do pomyślenia. Niestety nie sądzę, by uległo to nagle diametralnie zmianie. Już przed 2003 rokiem z jazdy w SGP zrezygnował Billy Hamill, a w kolejnych latach mieliśmy kilka podobnych przykładów. O tym jak bezczelne jest BSI świadczy sytuacja, że na setne zawody z cyklu SGP (2007 rok, Gelsenkirchen) rzuciło triumfatorowi (Jonssonowi) 100 000 dolarów, a za mini cykl Super Prix w 2008 roku, zwycięzcy (Gollobowi) 120 000 dolarów. Zaś przed rokiem proponowało właśnie Gollobowi jakiś tajemniczy sponsoring na kwotę miliona złotych, byle tylko nie rezygnował z jazdy w GP. Jest to dowód na to, że pieniądze jakie przewalają się w BSI są ogromne, a mimo to rzuca się zawodnikom, mówiąc brzydko ochłapy. Czyli na zasadzie takiej, że my robimy igrzyska, a wy jesteście tylko naszymi maskotkami.
Anglicy nie wszystko robią źle, ale nie tak to sobie do końca wyobrażam i wyobrażałem przed paroma laty. SGP to dla mnie, jako pasjonata speedwaya rozgrywki numer jeden w corocznym kalendarzu, pomimo że wielkie emocje wywołuje liga, w której kibicuję oczywiście drużynie toruńskiej. W końcu to w SGP jedzie się po najważniejszy z tytułów, nobilitujący i bardzo prestiżowy. Powodujący, że zawodnik na zawsze przechodzi do historii tego sportu.
Jestem za tym, by liczba turniejów wynosiła 10 i najlepiej każdy w innym kraju. Sztuczne tory tak, ale perfekcyjnie przygotowane i z gwarancją, że obiekt (w domyśle duży rzecz jasna) wypełni się kibicami po brzegi. Zdało egzamin Horsens, Cardiff jak wiadomo jest szablonowym projektem BSI i co roku gromadzi na Millenium minimum 40 000 widzów, Sztokholm zobaczymy co przyniesie nam w tym roku, choć póki co jest tam poprawnie. Obawiam się trochę Melbourne, z racji takiej, że o ile tegoroczna runda powinna zgromadzić wiele tysięcy widzów, o tyle kolejne niekoniecznie, gdyż umowa jest podpisana do roku 2020. W Auckland z roku na rok spadało zainteresowanie imprezą, pomimo wielkich starań Billa Buckleya, promotora który organizował nowozelandzki turniej.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Tak w ogóle to jak widzisz przyszłość GP Hockley ? Chodzi mi o ilość turniejów, stawkę, to jak ta stawka się kształtuję, ilość zawodników w cyklu, tory ... Czy kiedyś żużel może pójść troszkę wyżej w...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Hockley - GetwellDarcy

Odpowiem Ci na to na pewno jutro (tzn. dziś), ale trochę później, bo to temat na dłuższą dyskusję. Dziś nie dam rady ;) Dobranoc.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Tak w ogóle to jak widzisz przyszłość GP Hockley ? Chodzi mi o ilość turniejów, stawkę, to jak ta stawka się kształtuję, ilość zawodników w cyklu, tory ... Czy kiedyś żużel może pójść troszkę wyżej w...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Multi11 Przemek

Tak w ogóle to jak widzisz przyszłość GP Hockley ?
Chodzi mi o ilość turniejów, stawkę, to jak ta stawka się kształtuję, ilość zawodników w cyklu, tory ...
Czy kiedyś żużel może pójść troszkę wyżej w hierarchii sportów auto-moto na świecie ?

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

ostatnia odpowiedź: 4 września 2015 [4 komentarze tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Hockley - GetwellDarcy

Musimy pamiętać, że dyskusja o ewentualnych stałych dzikich kartach rozgorzeje się tak naprawdę po sobocie. Jak sam zauważyłeś wiele zależy od tego, komu uda się awansować z Challenge'u, a kto będzie musiał liczyć na łaskawy los ze strony organizatorów SGP. Tyczy się to przede wszystkim Kildemanda, Lindbaecka i Polaków.
Oczywiście BSI lubiło przez wiele lat kierować się nie tylko formą sportową, potencjałem (Ward, Woffinden, Jepsen Jensen), ale i też kluczem geograficznym, bo przez lata była niepisana zasada dwójki Brytyjczyków, czasem też Szwedów i stąd wiele zaproszeń dla zawodników z tego kraju. Wydaje mi się jednak, że jeśli Harris nie zapewni sobie miejsca poprzez Rybnik, to nie będzie miał co liczyć na zaproszenie od władz. Nie tym razem. Ten zawodnik nie wnosi do cyklu nic poza ambicją i uśmiechem na twarzy.
Ciekawa jest sprawa Szwedów. Awans Lindbaecka z Rybnika byłby na rękę Jonssonowi, bo wtedy jego szanse na dziką kartę będą większe. Nie można też wykluczyć kwestii tego typu, że "AJ" po prostu sam zrezygnuje z jazdy w cyklu, bo i takie głosy słyszano już przed ostatnimi sezonem. Jonssonowi coraz ciężej przychodzą wygrane i udane turnieje. Wówczas obojętnie czy Lindbaeck wejdzie czy nie wejdzie, Szwedzi będą mieli na pewno jednego reprezentanta, bo to Antonio zajmie jedno z piętnastu miejsc na sezon 2016. Jonasson zalicza właśnie epizod w GP, płacąc frycowe, a Lindgrena wątpię by chcieli zapraszać po raz kolejny w jego karierze (jeśli nie wejdzie z Rybnika), tym bardziej że poza udanym DPŚ nie imponuje wybitnie w tym sezonie. "Fredka" pewnego pułapu raczej już nigdy nie przeskoczy.
Tak, Hampel ma na pewno gwarantowane zaproszenie, nie wyobrażam sobie innego scenariusza, a drugie - tak jak napisałeś - będzie dla dziewiątego po całym sezonie (Janowski, Doyle lub Jepsen Jensen), więc zostaną dwa.
Czy Sajfutdinow? Na pewno wszyscy bardzo by tego chcieli, ale bez dobrej woli zawodnika i jego managera pomysł nie wypali. Moim zdaniem Emil powinien chcieć wrócić, bo to zawsze pewniak do czołówki. Jeśli wyrazi zainteresowanie, to jasnym jest że BSI momentalnie wyśle mu "dzikusa". Wówczas czwarte zaproszenie w mojej ocenie będzie już tylko kwestią tego, kto awansuje z eliminacji, a kto nie. Nie wykluczajmy, że czwarta karta trafi do kogoś z dwójki Pawlicki-Zmarzlik, jeśli żaden z nich nie awansuje.
Tak czy siak mądrzejsi będziemy za kilka dni. Pozdrawiam.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (0|0)

komentarz jest odpowiedzią na: [4 komentarze tej dyskusji]

Oby w tym roku z Challengu awansowali naprawdę dobrzy zawodnicy i za rok fajnie byłoby oglądać wyrównaną stawkę w cyklu GP. Myślę, że spokojnie można już wymienić kilka nazwisk, które będziemy oglądać...

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.
Matejos

Oby w tym roku z Challengu awansowali naprawdę dobrzy zawodnicy i za rok fajnie byłoby oglądać wyrównaną stawkę w cyklu GP. Myślę, że spokojnie można już wymienić kilka nazwisk, które będziemy oglądać w przyszłym roku. Utrzymać się w cyklu powinna pierwsza szóstka obecnej klasyfikacji generalnej (Tai Woffinden, Nicki Pedersen, Greg Hancock, Matej Zagar, Niels Kristian Iversen i Chris Holder) o pozostałe dwa miejsca powinni powalczyć Jason Doyle, Michael Jepsen Jensen i Maciej Janowski. Moim zdaniem przegrany tej rywalizacji i tak otrzyma DZIKUSA #1. Dlatego obstawiam, że całą tą dziewiątkę zobaczymy w przyszłym roku. Jeżeli chodzi o Polaków to niemal przesądzone, że Jarosław Hampel dostanie DZIKUSA #2. Peter Kildemand to kolejny pewniak do startów w przyszłym roku. Pytanie tylko jak się tam dostanie... Albo wywalczy samodzielnie awans w Rybniku albo dostanie DZIKUSA #3. Z cyklem bez dwóch zdań pożegnają się Batchelor, Jonasson oraz Kasprzak. Jedyną szansą na starty w cyklu w przyszłym roku dla Chrisa Harrisa jest awans z Rybnika, gdzie nie jest bez szans, bo niestety, ale dobrze zna ten tor. Andreas Jonsson moim zdaniem też jest na wylocie chyba, że BSI stwierdzi, że musi być dwóch Szwedów w cyklu. Bo jeśli postawią na jednego to raczej będzie to Antonio Lindbeack, który chciałbym żeby awansował z GP Challenge podobnie jak Bartek Zmarzlik i Piotr Pawlicki. Wtedy dać jeszcze DZIKUSA $4 Emilowi i będzie naprawdę bardzo ciekawa stawka. Co powiecie o takiej obsadzie cyklu Grand Prix 2016?
1. Tai Woffinden (Wielka Brytania)
2. Nicki Pedersen (Dania)
3. Greg Hancock (Stany Zjednoczone)
4. Matej Zagar (Słowenia)
5. Niels Kristian Iversen (Dania)
6. Chris Holder (Australia)
7. Jason Doyle (Australia)
8. Michael Jepsen Jensen (Dania)
9. Maciej Janowski (Polska)
10. Peter Kildemand (Dania)
11. Jarosław Hampel (Polska)
12. Bartosz Zmarzlik (Polska)
13. Antonio Lindbeack (Szwecja)
14. Piotr Pawlicki (Polska)
15. Emil Sayfutdinov (Rosja)

Będzie wtedy co prawda aż czterech Polaków oraz Duńczyków, ale myślę, że nie powinno być to problemem. W cyklu powinni jeździć najlepsi bez względu na pochodzenie. Aczkolwiek znając BSI to w cyklu zobaczymy pewnie ponownie Andreasa Jonssona albo Chrisa Harrisa. Moim zdaniem natomiast obaj od tego cyklu powinni odpocząć.

| Odpowiedz
Oceń: Nie lubię Anuluj (1|1)

ostatnia odpowiedź: 4 września 2015 [4 komentarze tej dyskusji]

blokuj
Możesz dodać użytkownika do blokowanych, żeby nie widzieć więcej jego komentarzy.