LW - lubi

  • LW lubi Komentarz

    Komentarz usunięty

  • LW lubi Komentarz

    BREAKING NEWS!!! Miłość tajemnicą sukcesu Magdy Linette! :)

  • LW lubi Komentarz

    Brawo Simona! :)

  • LW lubi Komentarz

    Okres 6-ciu tygodni sugeruje odgórne założenie, że nastąpi naturalne wygaszenie wirusa (przynajmniej w tym sezonie). Być może takie informacje poszły do decydentów ze strony WHO. Niepokojące są jednak nowe ustalenia przekazane prosto z Chin. Jeden punkt konkretnie.

  • LW lubi Komentarz

    Powiem tak: grypa hiszpanka - nie. Inny wirus - tak. Dlaczego nie hiszpanka? Ponieważ się szczepimy (piszę to z punktu widzenia tzw. krajów wysokorozwiniętych). Pamiętam dość dokładnie, że niektórzy wirusolodzy przy okazji świńskiej i ptasiej grypy używali tak, jak dawniej, określenia "hiszpanka" do wszystkich odmian wirusa A/H1N1 i odmiany A/AH2N2, bodajże także A/H3N3 (ale tu nie mam pewności). W tym sensie grypa azjatycka była odmianą hiszpanki (tak jak o tym mówiono w latach pięćdziesiątych). Tak, jak napisałem, dziś uznaje się, że ograniczono liczbę ofiar dzięki szczepionkom oraz restrykcjom dotyczącym kwarantanny. Obecnie organizmy wszystkich osób zaszczepionych wytwarzają przeciwciała zwalczające wirusy typu A/HN. Stąd moim zdaniem mniejsza panika związana z grypą. Gdyby nie szczepionki, zagrażałaby nam pandemia grypy o skali podobnej do tej z lat 1918/19 - nie zapominaj, że od tamtych lat ludzi jest trochę więcej ;) Ale...
    WHO ma pełną symulację tzw. choroby x, gdzie szacuje się liczbę ofiar na co najmniej 80 milionów. Bez określania, jaki to miałby być wirus - nie hiszpanka, bo to już ustaliliśmy. Na początku obecnej epidemii pisano, że ten koronawirus na pewno nie jest potencjalną chorobą x. Może nie, bo choroba x to w ogóle tylko rodzaj symulacji. Taką liczbę ustala się przy założeniu, że rządy podejmą natychmiastowe działania. A jeśli nie?
    Wracam teraz do hiszpanki z lat 1918-19. Przyjęło się, że decydujące znaczenie miała wojna. Nie do końca. Większe znaczenie miał wzrost mobilności ludzi. Źródłem tamtej hiszpanki były Stany Zjednoczone, gdzie nie prowadzono działań wojennych, wojna wpłynęła pośrednio na przeniesienie choroby do Europy. Mnie się o tym nie chce pisać, bo to znowu byłoby wpadanie w ton kassandryczny. Przy tym ewentualnym podobieństwie mechanizmów rozprzestrzeniania się obecnego koronawirusa i hiszpanki mam na myśli podobieństwo ścisłe - istnienie następnego sezonu oraz zmianę typu ofiar. Hiszpanka atakowała później organizmy silne. Tego można się bać. Stąd prewencja - spowolnienie rozprzestrzeniania się wirusa i tym samym opóźnienie startu wirusa zmutowanego (jak przy hiszpance). Obecne restrykcje to może być tylko trening. Powtarzam, to może wynikać wyłącznie z ustalenia pewnego prawdopodobieństwa powtórzenia się podobnego schematu).
    Obawiam się Tomie, że jesteś zbyt spokojny. Może nie teraz, może to nie ten wirus (oby nie), ale jednak kiedyś coś się uruchomi. Młode pokolenia są na to całkowicie nieprzygotowane. Obecna cywilizacja (zachodnia głównie) ma charakter wirtualny.

  • LW lubi Komentarz

    Skala podjętych działań jest przeogromna. Miała już odpowiedniki, ale... Zadziwiające, że zdecydowano się na nie pomimo oczywistych problemów, których skala także jest nie do ogarnięcia. Wszystko nie z powodu wirusa grypy, lecz odmiany SARS o skutkach statystycznie mniej groźnych niż potencjalna epidemia grypy. Rozumiem, że WHO dmucha na zimne, ale ta skala... Czegoś się boją, tylko nie mówią wprost, czego.
    I teraz kassandrycznie.
    Obawiam się, że w symulacjach komputerowych uzyskano wyniki wskazujące na wysokie prawdopodobieństwo, że obecny wirus będzie się rozprzestrzeniał w sposób zbliżony do grypy hiszpanki, tej właściwej (z lat 1918-19). Jak wyglądała tamta pandemia, można poczytać. Stąd tak gigantyczna skala działań prewencyjnych. To pewnie tylko możliwość, tylko prawdopodobieństwo, ale musi być wysokie, jeżeli bez mrugnięcia okiem wprowadza się takie restrykcje. Obym się mylił.
    PS. Osobiście, oprócz kawy, polecam także Aqua Vitae, szkocką bądź irlandzką, zdecydowanie bez dodatków :)

  • LW lubi Komentarz

    Szpitali nie zniszczył koronawirus, ale to temat polityczny i wyjątkowo ponadpartyjny. Skoro wirus przenosi się z człowieka na człowieka, to jako analityczny umysł chyba przyznasz, że ograniczenie bezpośrednich kontaktów międzyludzkich sprzyja przyhamowaniu rozprzestrzeniania się wirusa i choroby? Nie mówię, że wszystkie podejmowane działania są racjonalne, też mam nieprzyjemności z tego tytułu, ale zamykanie szkół, odwoływanie imprez masowych to dobry pomysł (chociaż scenariusz "bez publiczności", przy zachowaniu środków ostrożności powinien być brany pod uwagę). Nie jesteśmy przygotowani na Włochy.

  • LW lubi Komentarz

    W sensie, że prewencja jest ok i lepiej z nią przesadzić, niż jej nie prowadzić. Łatwiej zdusić epidemię w zarodku, albo chociaż rozłożyć ją w czasie, aż znajdą skuteczne rozwiązanie problemu.

  • LW lubi Komentarz

    W Polsce będzie podobnie, ewentualnie ruszą na wojne o makaron w hipermarketach i modlić się o powstrzymanie koronawirusa na 10 mszach dziennie.

  • LW lubi Komentarz

    Paradoksalnie w takim państwie opanowanie epidemii jest łatwiejsze. Wuhan i prowincja Hubei są odizolowane od reszty kraju, w której są wprowadzone w miastach kontrole na poziomie co najmniej osiedli. We Włoszech początkowo mieszkańcy po zamknięciach szkół, uczelni, dużych zakładów pracy ruszyli do pubów, kin i korzystali z dodatkowego "urlopu"...

  • LW lubi Komentarz

    No trudno się dziwić, zdrowie zawodników jest najważniejsze

  • LW lubi Komentarz

    Podobno 40% ludzi nie myje dłoni po skorzystaniu z toalety... Nie mów głośno, że nic nie daje, bo może jakieś 2-3% jednak dołączy do tych 60. :)
    Mam nadzieję, że szybko się to rozejdzie po kościach. Największą głupotą są te kwarantanny na statkach. Wyglądało jakby czekali na to, aż wszyscy się zarażą.

  • LW lubi Komentarz

    Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet! ;D

  • LW lubi Komentarz

    @Bardzo Zły Realista: "brała wiadomy środek legalnie." ... ale w ścisłej tajemnicy. Zadaj sobie pytanie, DLACZEGO ? Dlaczego potajemnie brała recepty od lekarza aż w Rosji (którego tylko w tym celu utrzymywała)? Dlaczego po kryjomu kupowała za granicą ? Dlaczego brała tak mocny lek w ścisłej tajemnicy nie tylko przed swoim sztabem ale nawet przed swoimi amerykańskimi lekarzami?? Robiła to przez ponad 10 lat. W tym czasie zdobyła wszystkie swoje tytuły...

  • LW lubi Komentarz

    Masz rację. Zaangażowanie Simony bywa całkowite, taka gra eksploatuje organizm. Dlatego właśnie Simona musiała coś zmienić w swojej grze. Samego stylu gry nie jest oczywiście w stanie diametralnie zmienić, technicznie może jedynie pracować nad szczegółami. Inna sprawa to ograniczanie obciążeń – i w tym kierunku zmierzają, tak mi się wydaje, wysiłki sztabu trenerskiego. Pamiętasz, jak Simona rozgrywała AO w 2018 roku? To był prawdziwy koszmar – maratony, próby zamęczania przeciwniczek bardzo długimi wymianami. Nawet przy najwyższej formie fizycznej ceną był wtedy przegrany finał. Myślę, że Simonę dużo ten turniej nauczył. Wytrzymała jeszcze takie obciążenia do RG, który wygrała (chociaż musiała się trochę w międzyczasie zregenerować). Ale to wyszło później – organizm zbuntował się, forma zaczęła mocno falować. Od któregoś momentu w ubiegłym sezonie wygląda to znacznie lepiej. Simona w szlemach wychodzi na kort skoncentrowana, stara się nie „puszczać” początku meczu (co prawda, nie zawsze skutecznie), widać u niej rodzaj dosyć konstruktywnej irytacji, gdy zaczyna psuć piłki. Wcześniej niż kiedyś próbuje zmieniać coś w grze w momentach kryzysu. Po prostu jest bardziej świadoma tego, że nie wolno jej przeciągać meczy w nieskończoność. Nawet teraz, przy tylko czterech dla niej meczach w turnieju, wiedziała, że musi zagrać bardzo agresywnie półfinał, żeby nie tracić niepotrzebnie energii przed finałem. Kiedyś nie bardzo się tym przejmowała i wolała grać długie, bezpieczne wymiany, a mecze się przeciągały. Oczywiście to nie zawsze widać tak wyraźnie, jak o tym piszę – liczy się to, jak wysoko poprzeczkę ustawią przeciwniczki.
    A przy okazji – oglądałeś ostatnio coś Twojej Anastazji Sevastovej? Mnie udało się trochę pozerkać na FedCup USA – Łotwa. Interesujące to było. ;)) A teraz ciekawie zapowiada się mecz Anastazji z Anett.

  • LW lubi Komentarz

    Żegnam Marię bez żalu. Jestem ciekaw czy jej dorobek byłby podobny, gdyby nie substancje wspomagające, które w siebie ładowała. Szarapowa skończyła się tak naprawdę już lata temu.

  • LW lubi Komentarz

    Nie wiem, nigdy mnie nie przekonała, ani swoim tenisem, ani swoją - wyniosłą w stosunku do innych - osobowością.

  • LW lubi Komentarz

    Pisałem swego czasu o zmianie, jaka stopniowo następuje w treningach młodych adeptek tenisa, o tym, że już skutkuje to pojawieniem się nowego pokolenia tenisistek wyszkolonych technicznie lepiej od swoich poprzedniczek. Widać to teraz czasami bardzo jaskrawo w meczach nastolatek lub „okołodwudziestolatek” z koleżankami, które przekroczyły już… powiedzmy… środek swojej kariery. Pisałem też, że jestem ogromnie zadowolony z takiego stanu rzeczy, bo tenis zmierza (nareszcie!) w kierunku techniki, a nie siły. Przy czym siłę rozumiem dosłownie – jako sposób gry oparty na mocnych uderzeniach, traktowanych jako klucz do efektywnej gry. Zdecydowanie wolę tenis techniczny. Nie należy jednak mylić „siły” z „fizycznością”. Na fizyczny aspekt gry w tenisa również zwraca się obecnie o wiele większą uwagę. Czytałem jakiś czas temu bardzo dobry felieton (bodajże Karola Stopy) na temat nowego podejścia sztabów trenerskich do fizycznego przygotowania tenisistek, do drobiazgowego przestrzegania pewnych reżimów w trakcie sezonu (szeroko pojęte profesjonalne podejście). Zgadzam się z tym – można to także zaobserwować. Minęły chyba czasy maratońskich sezonów, gdy młode tenisistki grały wszystko i to do upadłego. Byle więcej zarobić, byle uzbierać więcej punktów rankingowych. Aż przykro byłoby pisać, ile dobrze zapowiadających się tenisistek zostało w ten sposób zniszczonych, ile kumulujących się drobnych urazów kończyło się kontuzjami przerywającymi rozwój tenisowy zawodniczek. Teraz można dostrzec, że znacznie uważniej trenerzy obserwują zdrowie swoich podopiecznych, nie forsują ich niepotrzebnie. Oczywiście nie kreuję tu wizji rozwoju w tenisie jakichś ideałów, trywialnie rzecz ujmując chodzi o zwiększenie korzyści długofalowych. W wyszkolenie tenisistki lepszej technicznie trzeba znacznie więcej zainwestować (czasu, pracy, pieniędzy), nie można więc ryzykować utraty tejże inwestycji, trzeba konsekwentne dbać o jej równomierny, niczym nie zakłócany rozwój. Wcześniej „produkowano” w tenisowych fabrykach tenisistki grające siłowo, kosztem techniki. Tą „produkcję” prowadzono na szeroką skalę, w oparciu o utarte schematy, była mniej kosztowna, więc „producenci” pozwalali sobie na szybką eksploatację końcowych „produktów”. Prawa ekonomii. Także dlatego wolę tenis techniczny…
    Jak to działa na konkretnym przykładzie? Obserwujemy od początku roku znakomitą wręcz grę młodej Jeleny Rybakiny. Regularnie melduje się w finałach, ma świetny bilans, ogrywa wyżej notowane przeciwniczki. Jest bardzo dobrze przygotowana kondycyjnie. Ale… Ileż można? Przy takim „zagęszczeniu” gier? Zwłaszcza w okresie gry na twardych nawierzchniach. Intensywność gier musi kiedyś dać znać o sobie, to naturalne. Dawniej nikt by się tym nie przejmował. Plastry, bandaże i gramy dalej. Byle dojść jeszcze kroczek dalej. Odpoczynek? W hotelu, w samolocie. A teraz? Oglądałem trochę męczarnie Rybakiny z Van Uytwanck i zastanawiałem się, czy to już przejawy zmęczenia materiału. Ale i tak zaskoczyła mnie informacja, że Rybakina rezygnuje z dalszej gry w turnieju. Z powodu urazu. W zasadzie urazu, z którym dawniej tenisistki dograłyby turniej. Ale teraz lepiej dmuchać na zimne. Rybakina wycofuje się, żeby uraz się przypadkiem nie pogłębił. Bo myśli już o dalszej części sezonu, długofalowo. Korzyści długofalowe są istotniejsze od tych doraźnych. Jeszcze tylko pytanie: czy taką decyzję podjęła sama Jelena, czy też trenerzy? Oczywiście, że trenerzy. Bo jak świat światem, młoda tenisistka, która czuje „moc” chce grać z dobrą tenisistką, bo może coś „udowodnić”, bo ma taką ambicję. Nie przejmuje się drobnymi urazami. I kiedyś trener powiedziałby: ”graj”. Teraz mówi: „nie ma mowy, niedoczekanie twoje. Wytrzymasz, przecierpisz, trudno, zdrowie ważniejsze”. Bo nie mam najmniejszej wątpliwości, że Jelena ogromnie chciała zagrać z Ash.

  • LW lubi Komentarz

    Tak, już o tym wcześniej Tomowi pisałem.

  • LW lubi Komentarz

    My już teraz Nederland :-)