Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Michał Rachoń Archiwum prywatne / Michał Rachoń

Koszykarska przeszłość Michała Rachonia. "Wszystko nadrabiałem pracą"

Krzysztof Gieszczyk
Krzysztof Gieszczyk
Dziennikarz TVP miał szansę załapać się nawet do ekstraklasy, ale mu się to nie udało. Jednak, jak powiedział w rozmowie z WP SportoweFakty, podczas sportowej przygody spotykał się z zawodnikami, których nazwiska wiele mówią kibicom basketu.

Należał do PiS, skończył politologię na Uniwersytecie Gdańskim, był rzecznikiem MSWiA, obecnie pracuje w TVP Info, wcześniej w TV Republika - tyle o Michale Rachoniu wiedzą wszyscy. Przez jednych lubiany, przez opozycję, która zarzuca mu zbytnie przywiązanie do partii rządzącej, krytykowany. Polityka to prawie całe jego życie, za to mniej wiadomo o sportowej przeszłości Rachonia.

Inny świat z USA

Mało kto z pokolenia obecnych 40-latków interesował się w młodości koszykówką. Przeważała piłka nożna, ale pojawienie się telewizji satelitarnej odmieniło polski sport. Kibice nagle dowiedzieli się, że istnieje coś takiego jak NBA, z piękną oprawą, głośnymi halami, wielkimi emocjami i poziomem nieosiągalnym dla reszty świata. Michał Rachoń zobaczył w "Sportowej Niedzieli" fragment finału z 1988 roku między Los Angeles i Detroit Pistons. - Miałem 10 lat, pamiętam niesamowite obrazki i showtime Lakers. To wszystko wyglądało totalnie inaczej niż siermiężny, upadający komunizm - powiedział dziennikarz TVP dla WP SportoweFakty.

Porzucił nadzieję na grę na bramce w piłkarskim Bałtyku na rzecz koszykówki. Poszedł do sportowej szkoły podstawowej w Gdyni. Było ich 36 w klasie, trenowali po 5 razy w tygodniu. Wszystko z błogosławieństwiem rodziców. Tata, Tomasz Rachoń, był w przeszłości piłkarzem ręcznym Wybrzeża, kadrowiczem i wieloletnim trenerem drużyny szczypiornistek ekstraklasy AZS-AWF Gdańsk. Mama, Ewa, trenowała siatkówkę. Jak się niedawno dowiedział dziennikarz TVP - grała w jednej drużynie razem z mamą Marcina Gortata w Starcie Gdynia. - Jakoś trzeba było nas zmęczyć, mnie i mojego brata Nikodema. Po latach mama mówiła mi o tej motywacji, sport był dobrym sposobem na wychowanie - opowiadał Rachoń.

Wychowywali się w tzw. trudnej dzielnicy, Gdynia-Chylonia. Blok, 12 pięter, bójki, nadmiar energii i głupie pomysły nastolatków - sport był w tej sytuacji jak znalazł. W podstawówce młody Rachoń trafił do MKS Gdynia. Pierwszy oficjalny mecz rozegrał przeciwko Czarnym Słupsk. Na boisko wszedł razem z Przemysławem Frasunkiewiczem, późniejszym reprezentantem kraju, a obecnie szkoleniowcem Asseco Gdynia, dla którego to też był koszykarski debiut. - Do dzisiaj mówimy na niego "Kapitan Koszykówka". Był i jest najlepszy z naszej ekipy, choć moim zdaniem największe sukcesy dopiero przed nim. Jest świetnym koszykarzem, ale jeszcze lepszym trenerem. Najlepiej widać to po pracy, jaką wykonuje dla kolejnego pokolenia polskich zawodników w Asseco i w kadrze - mówi Rachoń.

Obecny dziennikarz TVP po skończeniu podstawówki trafił do AZS Gdańsk, z którym pozostał związany do końca studiów. W tym zespole występował w przeszłości Edward Jurkiewicz, legenda polskiej koszykówki (15 marca 1970 w meczu Wybrzeża Gdańsk z Baildonem Katowice zdobył 84 pkt). - Trenowałem tam m.in. z Wojciechem Kamińskim, obecnym trenerem Rosy Radom - powiedział Rachoń. Trafił do utworzonego przez AZS zespołu juniorskiego, a później został kapitanem III-ligowej drużyny seniorskiej. Wiele razy walczył z poprzednim klubem, MKS Gdynia, który chwilę później został zapleczem sopockiego Trefla. Tam po przyjeździe z Bydgoszczy brylował Filip Dylewicz, pięciokrotny mistrz Polski z Prokomem i wielokrotny koszykarz kadry.

Koniecki dał im w kość

- Najlepszy okres to pobyt w Treflu Sopot - wspominał Rachoń. Drużyna awansowała po sezonie 1996/1997 do ekstraklasy, w zespole pojawili się zawodnicy z nazwiskami. Obecny dziennikarz TVP do pierwszego składu się nie przebił. - Nie byłem wystarczająco dobry. Byłem typem, który absolutne braki talentu musiał nadrabiać pracą i wolą walki - powiedział. Pierwszym trenerem zespołu był Adam Ziemiński, a Rachoń grał w drugim zespole, prowadzonym przez trenera Mariusza Karola, późniejszego szkoleniowca ekstraklasy. Kolegą z boiska był m.in. Tomasz Rospara, były selekcjoner polskiej kadry kadetek, zmarły w 2015 roku po powikłaniach związanych z tętniakiem aorty.

Rachoń w Treflu sobie nie poradził, po roku wrócił do AZS i doznał kontuzji, która zakończyła marzenia o poważniejszym graniu. Występował jeszcze w AZS w sezonie 2003/2004, kiedy zespół awansował do drugiej ligi, a potem wrócił jeszcze raz do basketu za namową Frasunkiewicza. W 2012 roku podpisał umowę z GTK Gdynia, świeżo upieczonym mistrzem Polski juniorów, gdzie miał wspierać młodych chłopaków prowadzonych przez trenera Rafała Knapa. Były jeszcze występy w III-ligowym Agrapolu Marine z Gdańska czy dobrze wspominane treningi u Arkadiusza Konieckiego. Były trener kadry i słynny szkoleniowiec objął zespół Trefla, a znany był z katorżniczych przygotowań.

- Podczas jednej z przerw letnich, gdy raz jeszcze próbowałem wywalczyć kontrakt w sopockim Treflu, ćwiczyłem u Konieckiego. Byliśmy wykończeni, ale ja to akurat uwielbiałem. Pamiętam jeden trening, kiedy prawie traciłem przytomność i czułem potworne skurcze po dwóch godzinach biegania. Patrzę - niemal cały zespół leży, a trener stoi i z nas się śmieje - powiedział Rachoń. Potem były już tylko rozgrywki uniwersyteckie i - aż do dzisiaj - amatorskie bieganie po parkiecie z NOLA Team, z którym wygrał mistrzostwo Warszawy w 2011 roku.

Wszystko przez... Putina

Rachoń zajmował się także sportem od strony organizacyjnej. Był dyrektorem w agencji marketingowej, a wcześniej podpatrywał, jak biznes sportowy wygląda na świecie. - Podczas wakacyjnego stypendium w USA uparłem się, żeby dowiedzieć się czegoś o NBA. Sam nie wiem jak, ale udało mi się wówczas załatwić długie spotkanie z ówczesnym wiceprezesem NBA, Terrym Lyonsem. Opowiedział mi, jak zorganizowane są sprawy relacji pomiędzy klubami a dziennikarzami sportowymi w najlepszej lidze świata.

Po powrocie Rachoń pracował dla koszykarskiej Polonii Warszawa, gdy ta grała w Pucharze NEBL (2000-2002). Był też tłumaczem i szefem biur prasowych na turniejach tenisowych ATP i WTA w Sopocie, Szczecinie i Warszawie oraz podczas ME w koszykówce kobiet w 1999 i w 2011 roku. - Miałem tłumaczyć także męski Eurobasket 2009, ale po zatrzymaniu i zarzutach za słynny happening ówczesny prezes PZKosz i senator PO, Roman Ludwiczuk, uznał, że zatrudnienie mnie w turnieju, w którym gra Rosja, to nie byłby najlepszy pomysł - powiedział ze śmiechem.

Przypomnijmy: w 2009 roku, podczas wizyty Władimira Putina w Sopocie, Rachoń przebrał się w strój penisa z napisem "Putin". Protestował w ten sposób przeciwko łamaniu praw człowieka przez prezydenta Rosji.

Dziennikarz TVP jest fanem NBA. Kibicuje Chicago Bulls, ale uwielbia też Gregga Popovicha i prowadzoną przez niego drużynę, San Antonio Spurs. - Bo grają piękną koszykówkę. Jest jasny podział ról, dzielenie się piłką, świetna organizacja - zachwala pięciokrotnych mistrzów NBA. W tym sezonie Spurs ledwie dostali się do play off, gdzie odpadli w pierwszej rundzie z Golden State. Ekipa Warriors zaczyna finały NBA przeciwko Cleveland Cavaliers. - Raczej wygra Golden State, ale chciałbym się mylić, bo LeBron James robi w tym roku rzeczy niesamowite - ocenił Michał Rachoń.

ZOBACZ WIDEO MŚ 2018. Marciniak tajną bronią kadry Nawałki. "Piłkarze chcą znać każdy niuans!"

Komentarze (12):

Wszystkie komentarze (12)

Komentarze (12)

×
    Wszystkie komentarze (12)
    PRZEJDŹ NA WP.PL