Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Getty Images / Gregory Shamus / Na zdjęciu: koszykarze Toronto Raptors

NBA. Toronto Raptors wyeliminowali Milwaukee Bucks 4-2. Drużyna z Kanady pierwszy raz zagra w finale NBA!

Patryk Pankowiak
Patryk Pankowiak
Spełniły się marzenia Toronto Raptors, klub z Kanady pierwszy raz w historii zagra w finale NBA! Kawhi Leonard poprowadził drużynę do czwartego w serii zwycięstwa nad Milwaukee Bucks, tym razem 100:94.

Co za scenariusz w finale Wschodu! Milwaukee Bucks rozpoczęli od prowadzenia 2-0, ale cztery następne spotkania zwyciężyli Toronto Raptors i w ten sposób pierwszy raz w historii drużyna z Kanady awansowała do finału NBA. Szósty mecz serii trzymał w napięciu do końca, wystarczy przytoczyć, że rywale "Dinozaurów" mieli w nim nawet 15 punktów zaliczki. Ale Giannis Antetokounmpo i jego koledzy nie wytrzymali intensywności. 

Goście rozpoczęli z impetem, bo po 12 minutach mieli 31:18. Pierwsza kwarta była świetna w ich wykonaniu, ale trzy następne padały łupem podopiecznych Nicka Nurse'a. Kluczowa okazała się ta ostatnia, kiedy Raptors w całości odrobili straty. Serge Ibaka doprowadził do stanu 78:78, a następnie po trafieniu Pascala Siakama Kanadyjczycy prowadzili pierwszy raz (80:78) od stanu 6:3. 

Końcówka musiała być ciekawa i w istocie tak właśnie było. Kyle Lowry w pewnym momencie przechwycił piłkę, podał do Kawhiego Leonarda, a ten niesamowitym wsadem nad Antetokounmpo dał Toronto osiem punktów zaliczki (87:79) niespełna siedem minut przed końcem. Kibice w hali i ci przed obiektem oszaleli z radości. - Ten budynek eksplodował po tym wsadzie - mówił później w wywiadzie Leonard. Był to ostatni akt niesamowitego fragmentu Kanadyjczyków, którzy na przełomie trzeciej i czwartej kwarty zanotowali serię 26-3.

ZOBACZ WIDEO "Druga połowa". Legia straciła swój największy atut. "Nie udało się zamieść problemów pod dywan"

Bucks pokazali serce do gry, bo błyskawicznie odpowiedzieli zrywem 7-0. Teoretycznie jeszcze wszystko było możliwe, ale Raptors byli tak zmotywowani i pozytywnie podbudowani, że nie mogli tego przegrać. Kawhi Leonard zna smak mistrzostwa z 2014 roku i znów chce je poczuć. Po jego celnym trafieniu zza łuku, pierwszym tego wieczoru, wcześniej przestrzelił siedem "trójek", gospodarze prowadzili 95:90.

Koszykarze Toronto nie pozwolili rywalom odwrócić losów meczu, w końcówce jednego na dwa osobiste trafił Pascal Siakam, ale wspominany Kawhi Leonard zebrał w ataku i dwoma celnymi wolnymi przypieczętował triumf 100:94. Goście pudłowali i nie potrafili odrobić strat, bezradny był nawet główny kandydat do nagrody MVP sezonu zasadniczego, Giannis Antetokounmpo. Grek w całym meczu miał 21 punktów, 11 zbiórek, cztery asysty i trzy bloki, ale trafił tylko 7 na 18 oddanych rzutów z pola oraz 5 na 10 wolnych. Środkowy Brook Lopez uzbierał 18 punktów i dziewięć zbiórek.

Czytaj także: Opóźnia się powrót Kevina Duranta. Skrzydłowy nie zagra na początku finału

Kawhi Leonard poprowadził całą Kanadę do upragnionego finału NBA. Pierwszego w historii istnienia klubu, a tego korzenie sięgają 1995 roku. Skrzydłowy w szóstym spotkaniu serii zapisał przy swoim nazwisku 27 "oczek", zebrał 17 piłek i miał siedem kluczowych podań. Wykorzystał 9 na 22 oddane próby. Dużo wsparcia dali mu Kyle Lowry (17 punktów, osiem asyst) oraz Pascal Siakam (18 punktów).

- On jest najlepszym zawodnikiem w lidze i jesteśmy bardzo szczęśliwi, że jest w Toronto - powiedział EPSN prezydent Raptors, Masai Ujiri, który wymienił latem ikonę klubu, DeMara DeRozana właśnie na Leonarda. Teraz z perspektywy czasu wiemy, że był to drastyczny, ale bardzo trafny ruch. 

Można też śmiało powiedzieć, że nie byłoby tego zwycięstwa "Dinozaurów", gdyby nie Fred VanVleet. Rezerwowy rozgrywający znów był kapitalny, w 34 minuty zdobył 14 punktów - trafił 4 na 5 rzutów za trzy. - Co słychać u mistrza Konferencji Wschodniej? - zapytał go dziennikarz ESPN. - Słyszycie tych fanów? To Toronto, oni zasłużyli na to. Odnieśliśmy wielki sukces, ale to nie koniec. Przed nami najważniejsze wyzwanie - odpowiedział reporterowi szczęśliwy i skromny VanVleet.

Toronto Raptors w finale NBA spotkają się z Golden State Warriors. Pierwszy mecz tej rywalizacji odbędzie się w nocy z czwartku na piątek o godz. 3:00 polskiego czasu w hali Scotiabank Arena w Toronto. 

Czytaj także: Dejan Mihevc: Czy jestem zaskoczony wynikiem 3:0? Nie

Wynik:

Toronto Raptors - Milwaukee Bucks 100:94 (18:31, 25:19, 28:26, 29:18)
(Leonard 27, Siakam 18, Lowry 17 - Antetokounmpo 21, Lopez 18, Middleton 14)

Stan serii: 4-2 dla Raptors

Czy Toronto Raptors mogą pokonać Golden State Warriors i zostać mistrzami NBA?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (6):

  • Marian Paździoch Zgłoś
    A Gregg Popovich twierdził, że Leonard, choć był gwiazdą, nie był liderem z prawdziwego zdarzenia :)
    • Stronghold Zgłoś
      VanVleet w meczu trzecim miał 1/11 z gry, w meczach 4, 5 i 6 trafił 14/17 za trzy (ponad 80%). Niewiarygodne!
      • GeDo Zgłoś
        Swietny finał wschodu gdzie spotkaly sie 2 najlepsze druzyny sezonu zasadniczego NBA(jesli chodzi o bilans).Ja raczej stawiałem na 1 czyli Bucks ale jak widac Raptors(2) pokazali pazurki i
        Czytaj całość
        wyszli zwyciesko z tego starcia(4:2).Swietna gra Kawiego gdzie wielu go niesłusznie skresliło po odejsciu ze Spurs(widac otoczenie mu tam do konca nie pasowało,w Toronto odzył).Gratulacje dla nich,final NBA zapowiada sie pasjonująco.W koncu cos nowego bez Clevland i LeBrona.Licze na 3 mistrzostwo z rzędu dla GSW ale mam nadzieje ze seria nie skonczy sie na gładkim 4:0 i final NBA bedzie bardziej zaciety i wyrównany niz finał zachodu(4:0).
        Wszystkie komentarze (6)

        Komentarze (6)

        PRZEJDŹ NA WP.PL