Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Paweł WojciechowskiGetty Images / Walton / Na zdjęciu: Paweł Wojciechowski

Paweł Wojciechowski. Człowiek z polotem

Kamil Kołsut
Kamil Kołsut
- Mistrzostwo świata to był przypadek, nie byłem przygotowany na sukces. Nie umiałem odmawiać, popełniałem błędy i rok później spadłem na dno - opowiada w rozmowie z WP SportoweFakty tyczkarz Paweł Wojciechowski.

Kamil Kołsut, WP SportoweFakty: Co czuje człowiek, kiedy pęka tyczka?

Paweł Wojciechowski: Traci poczucie świadomości przestrzeni, jakby obudził się w ciemności w zupełnie obcym miejscu. Rozpędzone ciało próbuje przekazać energię, a człowiek gubi podparcie. Nie ma kontroli. Myślę, że to trochę jak skok na bungee bez liny. Jest też dużo hałasu. Zdarza się, że po uderzeniu tyczki boli ręka, czasem ludzie łamią palce. Ryzyko zawodowe.

Ile tyczek pan złamał?

Nie liczę. To przeżycia traumatyczne, a o takich się w sporcie nie myśli. Złamanie tyczki tak naprawdę nie jest jednak groźne. Pewnie, można dostać odłamkiem, ale zazwyczaj nie prowadzi to do kontuzji. Są wydarzenia, których boję się bardziej.

Jakie?

Kiedy po wygięciu tyczka nagle zaczyna się obracać. Człowiek ma wrażenie, jakby chciała wyskoczyć mu z dłoni. Czasem to przez wadę tyczki, czasem przez błąd. Boję się, że po prostu wyślizgnie mi się z rąk. Właśnie w ten sposób doznałem najgorszej kontuzji w życiu, połamałem kości twarzoczaszki. Skakałem wówczas z krótkiego rozbiegu, na miękkiej tyczce. Może to był czysty przypadek, może namiar brawury. Nie umiem wytłumaczyć, jak to się wydarzyło.

ZOBACZ WIDEO Niezniszczalna. Joanna Jóźwik wygrała z kontuzją [cała rozmowa]

Często boi się pan przed skokiem?

Za dużo wiem, żeby się nie bać. Trudne są zwłaszcza powroty po roztrenowaniu, kiedy trzeba wziąć twardą tyczkę i ruszyć do skoku z pełnego rozbiegu. Wtedy pojawia się lęk, ale jest też większa przyjemność, kiedy człowiek zdoła się już przełamać.

Strach pojawia się też przy korzystaniu z tych najtwardszych tyczek. Miałem tak niedawno podczas zawodów w Bydgoszczy. Wziąłem do ręki tyczkę, której nigdy wcześniej nie używałem i szybko przeanalizowałem sytuację: "No tak, ona ma taki numer, zeskok na takiej wysokości...". Ręce zaczęły mi się pocić, po kalkulacji na rozbiegu nie założyłem tego skoku. A przecież wszystko mi sprzyjało! Byłem w sztosie, dobrze wiało, pomagali kibice i pogoda. Kiedy skoczyć 6 metrów, jeśli nie w takich warunkach?

Za dużo pan myśli?

To normalne. Podczas wykonywania skoku człowiek myśli cały czas. Jasne, staram się wyłączyć i robić pewne rzeczy automatycznie, ale tyczka to nie jest sport dla głupich ludzi. Trzeba myśleć, być odważnym, sprytnym.

Mam wrażenie, że to też trochę sport dla wariatów.

Ja mówię, że dla ludzi z polotem. Trzeba mieć polot, żeby w ogóle za taki sport się brać! Na najwyższym poziomie, biorąc coraz twardsze tyczki i atakując coraz wyższe wysokości, stąpamy po granicy bezpieczeństwa.

Ryzykujecie, ale jesteście też kompanią braci. Sam Kendricks pomagający rywalom momentami bardziej przypomina trenera niż zawodnika.

Pamiętam czasy, kiedy wychodziło się na zawody w pełnym skupieniu i nikt z nikim nie rozmawiał. Później sytuacja się zmieniła. Zaczęliśmy się kolegować, wspierać, dopingować. Spędzać wspólnie czas także poza zawodami. To bardzo fajne. Skok o tyczce nie jest sportem walki, gdzie pokonujesz rywala. To rywalizacja indywidualna. Skaczę sam, z nikim się nie ścigam. Jestem na rozbiegu, a w górze wisi poprzeczka, którą muszę pokonać. Zwycięża ten, kto popełni najmniej błędów. I każda pomoc jest mila widziana.

Niby tak, ale to przecież nawet trochę ludzkie, żeby życzyć rywalowi źle.

Wiadomo, że jeśli przeciwnikowi się nie uda i strąci poprzeczkę, a ja skoczę wyżej, to będę lepszy. My wszyscy jednak wiemy, że walczymy o życie. W skoku o tyczce trzeba dać z siebie wszystko, a o powodzeniu często decydują detale: miejsce odbicia, położenie znacznika kroków, kierunek wiatru. To szczegóły, podstawy. Nic wielkiego, a ułatwia sprawę. Każdy każdemu w takich rzeczach pomoże. 

Paweł Fajdek: Zawsze mnie jarało, że mogę startować i walczyć o medale dla Polski -->

Był pan gotowy na mistrzostwo świata w 2011 roku?

To był przypadek. Trenowałem sobie i nagle stało się: 5,90 m, mistrzostwa świata. Skakałem wówczas wysoko, ale nie miałem tego co teraz.

Czego?

Stabilności, umiejętności koncentracji. Dziś za moim medalem stoi sztab ludzi: psycholog, człowiek od suplementacji, osteopata, fizjoterapeuta, trener pilatesu, specjalista od gimnastyki. Staram się ciągle uzupełniać moją pracę i dodawać do niej nowe elementy, aby nie mieć sobie nic do zarzucenia.

Sukces pana wówczas przerósł?

Nie byłem kompletnie przygotowany na to, co się działo w mediach. Brakowało mi asertywności. Dziś umiem już powiedzieć: "nie". Wiem, że nie liczy się to, co powiem, tylko to, co pokażę na stadionie. Nie chcę, żeby ktoś mówił o mnie: "głupi burak", ale sport jest najważniejszy. Chcę sprawiać ludziom przyjemność moimi wynikami, a nie wywiadami czy zdjęciami na Instagramie. W 2011 roku miałem 22 lata. Nie umiałem sobie powiedzieć: "Paweł, nie jedz tego kebaba", czy "Paweł, nie idź teraz z kolegami na piwo".

Przebawił pan ten czas?

Po mistrzostwie świata dużo pracowałem, walczyłem o formę na igrzyska olimpijskie w Londynie. Problemy zaczęły się dopiero w momencie, kiedy dopadły mnie kontuzje. Wielu ludzi mówiło: "To już koniec! Nie wyleczysz się". Spadłem na samo dno. W 2013 roku nigdzie mnie nie było, nie robiłem właściwie nic. Dobrze, że wszystko, co złe, wydarzyło się wtedy. Dziś nie mam już ciągu, żeby iść w miasto i balować do rana.

Błędów było więcej?

Tak, ale nie tylko moich. Nikt nie pokazał mi, jak dużo daje praca z fizjoterapeutą czy trenerem od gimnastyki. Nie zaufałem też psychologowi. Poszedłem na wizytę i machnąłem ręką, a dziś widzę się z nim trzy razy w tygodniu. Podobnie było z rozciąganiem. Kiedyś po prostu robiłem robotę i myślałem: "Im więcej, tym lepiej". Teraz wiem, jak trzeba dbać o organizm. Wiem, że mogę startować z pewnymi bólami, ale one nie mogę przekroczyć konkretnego poziomu, który musiałem poznać. To jest ten błąd, który każdy musi popełnić. Poznać własną granicę bólu.

Czy Paweł Wojciechowski zdobędzie w tym roku medal mistrzostw świata?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (2):

Komentarze (2)

PRZEJDŹ NA WP.PL