Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Sebastian SzałachowskiFacebook / szalach.seba / Na zdjęciu: Sebastian Szałachowski

Sebastian Szałachowski. Igraszki z diabłem

Mateusz Skwierawski
Mateusz Skwierawski
"Sebastian!" - wołał do mnie diabeł. Groził zemstą. Przerywał mszę. Krzyczał do żony: "Marta! Chcę ci coś powiedzieć". Były mistrz Polski w piłce nożnej Sebastian Szałachowski ma osobiste porachunki z szatanem. Po karierze zajął się egzorcyzmami.

Egzorcyzmy zaczynają się od modlitwy różańcowej. Mały pokoik zakrystii w kościele jest do tego odpowiednio przygotowany. Przede wszystkim zamknięty, by inni wierzący nie mieli kontaktu z tym, co dzieje się w środku. Wystarczy, że słychać jęki.

Są tam tylko mały stolik, klęcznik, kanapa. Słabe światło wpada przez niewielkie okno. Osoba opętana siada na łóżku, kapłan odmawiający modlitwę stoi lub klęczy. Obok siedzi Szałachowski.

Z opętanym coś zaczyna się dziać już na początku. Zdarza się, że jeszcze w poczekalni, przed rozpoczęciem obrzędu uwalniania człowieka spod wpływu złych mocy, na widok księdza w nienaturalny sposób wykrzywia usta i policzki. W zamkniętym pokoju Szałachowski pomaga kapłanowi. Odmawia z nim różaniec. Nieraz musi interweniować: przytrzymać ręce opętanego, gdy ten zaczyna się szarpać. Wiąże mu nogi, jeżeli nie przestaje tupać. Zdarzyło się, że gonił uciekającego.

Były piłkarz pamięta swój pierwszy raz w nowej roli. - Z ojcem kapucynem Radomirem Kryńskim pomagaliśmy księdzu egzorcyście, w sali było nas pięciu. Podczas modlitwy kobieta dostała ogromnej mocy. Początkowo siedziała, ale zaczęła wstawać i nie byliśmy w stanie jej zatrzymać. Nie czuła żadnego oporu, przestawiała nas jak piórka. Jej głos się zmienił, był grubszy, bardziej męski. Krzyczała - przypomina sobie.

ZOBACZ WIDEO Wszołek alternatywą dla Grosickiego? "Nikomu nie zamykam drogi do kadry"

Jak twierdzi, najtrudniejszy jest ostatni etap egzorcyzmów. Po modlitwach kapłan rozpoczyna rozmowę z duchem. Kościół nazywa go "bytem" lub "szatanem", który przejmuje kontrolę nad ludzkim ciałem. To dlatego głos takiej osoby zmienia się, a ruchy ciała stają się nienaturalne, gwałtowne.

- Zaczyna się walka o duszę - opowiada Szałachowski. - My chcemy wypędzić diabła, on nas. Jak na boisku, są dwie drużyny.

- Słychać dyszenie, pomruki, oddech osoby opętanej staje się cięższy, wolniejszy. Widać też wyraźne zmiany: głowa jest mokra, oczy są czasem całe czarne - opowiada. - To już nie jest ta sama osoba, diabeł przejmuje nad nią kontrolę. Zaczyna mówić w innych językach, często nieznanych, na twarzy widać czyste zło. Przy tak bliskim zetknięciu z diabłem przekonałem się, do czego doprowadza notoryczne życie w grzechu ciężkim - tłumaczy.

Sebastian Szałachowski mówi, że w dwa lata odprawił więcej egzorcyzmów, niż rozegrał meczów w ekstraklasie (170), a w piłkę na najwyższym poziomie grał pięć razy dłużej. Z Legią Warszawa zdobył w 2006 r. mistrzostwo, później Puchar i Superpuchar Polski. Na boisku był szybkim pomocnikiem, później pełnił funkcję pomocnika, ale księdza egzorcysty. I to grając jeszcze zawodowo w piłkę.

Szybszy od Grosickiego

Leo Beenhakker widział w nim ogromy talent. Były selekcjoner reprezentacji Polski mówił: to będzie skrzydłowy na lata. Powołał Szałachowskiego na spotkanie z Belgią w eliminacjach mistrzostw Europy 2008. To była mocna drużyna z Borucem, Wasilewskim, Błaszczykowskim, Smolarkiem i Żurawskim, która wywalczyła awans na Euro po raz pierwszy w historii polskiej piłki. Beenhakker był pod wrażeniem szybkości Szałachowskiego.

- Miał odejście, że aż się ziemia paliła, gubił rywala na trzech metrach - przypomina sobie Bogusław Kaczmarek, asystent Beenhakkera w reprezentacji. - Leo miał taki plan, żeby Sebastian grał po jednej stronie z Grzegorzem Bronowickim. Ci zawodnicy rozumieli się bez słów, występowali wspólnie i w Górniku Łęczna, i w Legii, dlatego trener chciał to wykorzystać w kadrze. Przyznam, że tak szybkiego piłkarza jak Szałachowski nie widziałem przez 30 lat pracy w zawodzie. Miał większy gaz niż Kamil Grosicki - opowiada Kaczmarek, który trenował zawodnika także w Górniku Łęczna.

Polska prowadziła z Belgią na wyjeździe po świetnej akcji i golu Matusiaka, Szałachowski rozgrzewał się przy bocznej linii. - Czułem, że zaraz zadebiutuję - wspomina. - Zmiana była już gotowa, ale jeden z chłopaków doznał urazu, musieliśmy odwołać wejście Sebka i zmienić plan - dopowiada Kaczmarek.

Piłkarz dostał powołanie do reprezentacji jeszcze trzy razy, ale nie rozegrał żadnego meczu. Za każdym razem był kontuzjowany.

W Łęcznej skończył karierę, nikt się tego nie spodziewał, nawet rodzina. Miał dopiero 30 lat, grał w ekstraklasie. A to właśnie matka natchnęła go na wyjazd do Czatachowy.

Uzdrowienie żony

Czatachowa to mała wioska, w której nie ma nawet sklepu spożywczego. Kończy się lasem mniej więcej dwa kilometry od wjazdu. Przy przewróconym płocie i przystanku autobusowym grupka starszych mężczyzn ładuje koparką złom na przyczepę. Droga jest wąska, mniej więcej na półtora samochodu, dwa już się nie zmieszczą. Dookoła wiele domów starego typu: nieocieplonych, niedokończonych, kilka w stanie surowym.

Tamtejsi mówią, że w Czatachowie mieszka w porywach sto osób, a "żyje się z emerytury". Trudno zresztą dostrzec w pobliżu jakiś punkt zaczepienia, młodzieży brak. Starsza kobieta wspomina, że dorobić można na okolicznych wykopkach ziemniaków, czy przy koszeniu zboża, a niedaleko jest tężnia.

Jadąc do Czatachowy, mijamy głównie pola i przydrożne kapliczki z Matką Boską. Do miejscowości prowadzi droga przez las, trudno przypuszczać, że to trasa do miejsca wyjątkowego, przez wiernych nazywanego świętym. 

Ale w weekendy dwa kilometry drogi od wjazdu do końca wioski to ciągnący się sznur samochodów i autokarów. Dlatego piaskową i nierówną dróżkę zastąpił asfalt. Od prawie 15 lat przyjeżdżają tu wierni z całej Polski, z zagranicy również. Czasem i po kilka tysięcy jednego dnia. Odbywają się tam spotkania modlitewne, dochodzi do uzdrowień, nawróceń.

Kościółek jest niewielki: w środku mała ambona, po cztery ławki z jednej i drugiej strony, pomieści kilkadziesiąt osób. Żeby się tam dostać, wierni przyjeżdżają w nocy i śpią w samochodach. 40 kilometrów pod Częstochowę pojechali też Szałachowscy.

Kościół w CzatachowieKościół w Czatachowie
- Stojąc przed kościołem, poczułem ogień. To uczucie można porównać do realnego płomienia, gdy na przykład ogrzewa się ręce przy ognisku. Takie gorąco czułem w środku i na całym ciele, wtedy nie byłem jeszcze tak gorliwie wierzący - opowiada były piłkarz.

Były reprezentant Polski Janusz Dobrowolski sparaliżowany po wypadku. Ma szansę wstać z wózka

Wymienia cuda. - Moja żona Marta miała notoryczne bóle głowy, zmieniło się to po spotkaniu modlitewnym z ojcem Danielem Galusem. Ojciec Daniel opowiadał wiernym, że jest z nami kobieta, ma 27 lat i że pan Bóg zabierze jej guza. Żonę zaczęła palić głowa, upadła i wstała. Ojciec Daniel powiedział, że Jezus przyjdzie do Marty jeszcze raz i w domu dokończy uzdrowienia. Po kilku dniach głowa znowu ją paliła, a bóle minęły - opowiada.

- Żona został uzdrowiona z kilku chorób. Miała też refluks żołądkowy, lekarze mówili, że będzie musiała brać lekarstwa do końca życia. Podczas modlitwy upadła, nazywa się to spoczynkiem w duchu świętym. Gdy wstała, żołądek przestał boleć - opisuje z przejęciem Szałachowski i dodaje, że w Czatachowie doszło do ok. 2 tysięcy uzdrowień i nawróceń.

To miejsce nazywa "ich kolebką". Przyjechał tam z żoną, gdy byli w poważnym kryzysie małżeńskim, rozważali separację. Były piłkarz rozgrywał wtedy ostatni sezon w karierze.

Kościół w CzatachowieKościół w Czatachowie

- Wiem, że skrzywdziłem Martę i swoją rodzinę. Lubiłem wypić piwo po meczu, niekiedy przesadzałem. A to było wkupne w drużynie, albo inny powód, zacząłem też skupiać się na kolegach. Oddaliliśmy się od siebie z żoną, nie potrafiliśmy się porozumieć, czuliśmy wzajemną niechęć. Moja mama znalazła w internecie modlitwy ojca Daniela. To pustelnik i charyzmatyk posiadający dary duchowe. Powiedziała mi, że jest taki kapłan, który pomaga, jest na to wiele świadectw, dzieją się cuda, ludzie zmieniają swoje życie. Zdecydowaliśmy z Martą, że damy sobie szansę - opowiada.

- Nasza miłość na nowo się rozpaliła, znaleźliśmy porozumienie, jesteśmy szczęśliwi - dodaje były mistrz Polski.

Rozmowa z demonem

Od czasu do czasu żona towarzyszyła mu w egzorcyzmach, najczęściej stała z boku i odmawiała różaniec. Szałachowski został pomocnikiem egzorcysty półtora miesiąca przed zakończeniem gry w piłkę. Wtedy łączył obowiązki, po treningach i meczach jeździł na spotkania z opętanymi.

- Na początku pomagałem ojcu Radomirowi Kryńskiemu. Prowadziłem modlitwę różańcową, modliłem się w różnych językach, a w zasadzie to Duch Święty modlił się przeze mnie. Czułem natchnienie, to przychodzi nagle, mówiłem po hebrajsku, choć nigdy wcześniej nie uczyłem się tego języka i nie byłbym w stanie go przetłumaczyć na przykład słysząc w telewizji. Słowa same wychodzą, a szatan mnie rozumiał. Wszystko to czyni Bóg, zaczyna to płynąć z człowieka, my jesteśmy tylko jego narzędziem - tłumaczy.

Szałachowski egzorcyzmami interesował się od dawna.

- W wieku 17 lat odbyłem rekolekcje w Kaliszanach. Poznałem wtedy księdza charyzmatyka, ojca Mariana Matusika, który był egzorcystą. Od tamtej pory mieliśmy z ojcem Matusikiem przyjacielskie relacje, dzwoniłem do niego, błogosławił mnie przed meczami, a na boisku czułem opiekę Bożą. Poznawałem Boga, ale nie do końca rozumiałem pewne kwestie, zwłaszcza duchowe. Z Martą chodziliśmy do kościoła, modliliśmy się wieczorami, ale brakowało głębszej relacji. Egzorcyzmy zawsze mnie ciekawiły, wiele o nich czytałem - opowiada.

Na drugiej stronie przeczytasz między innymi o tym, co spowodowało, że Szałachowski zwrócił się w stronę Boga i jak wygląda rozmowa kapłana z szatanem.

Komentarze (30):

  • Jan Kowalski Zgłoś
    Jak dla mnie - RESPECT. A nie jest łatwo, bo dziś bycie katolikiem jest postrzegane przez środowisko kształtowane przez media jako 'obciach' i wytrwać w tym, tym większy szacunek.
    Czytaj całość
    Podobnie dla skoczków, którzy nie boja się uczynić znaku krzyża - pewnie dlatego skoków w Abu Dhabi nie oglądają :) Choć stok narciarski sobie sprawili.
    • sympatyczne Zgłoś
      Tak na marginesie. Jeszcze bedac Premierem D. Tusk usilowal wprowadzic 5. do 6. zlotych za litr benzyny, dobrodziej Agentury zagranicznej a nie POLAKOW ! ! ! Hanba !!!Wybierajmy agentow UD i
      Czytaj całość
      PSL do wladz UE ! ! !
      • sympatyczne Zgłoś
        Jest zaproszony do realizacji królestwa Ojca, stając się apostołem miłosierdzia.„Ze wzrokiem utkwionym w Chrystusie,Podtrzymywani nadzieją, która nie zawodzi,Wspólnie
        Czytaj całość
        postępujmyDrogami nowego tysiąclecia:Wstańcie, chodźmy!”(Św.Jan Paweł II)
        Wszystkie komentarze (30)

        Komentarze (30)

          Wszystkie komentarze (30)
          PRZEJDŹ NA WP.PL