WP SportoweFakty

Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Newspix / Alconada/AlterPhotos/ABACAPRESS.COM / Na zdjęciu: Gerard Pique

El Clasico. Gerard Pique. Nienawiść do Realu Madryt ma we krwi

Jakub Artych
Jakub Artych
- Nigdy nie będę kibicował Realowi, tak wychował mnie mój dziadek - powiedział wprost Gerard Pique. Katalończyk z krwi i kości nie wyobraża sobie życia poza Barceloną. W przyszłości ma być prezydentem klubu.

"Kim chcesz zostać w przyszłości? Strażakiem, lekarzem, policjantem lub piłkarzem" - tłumaczą małe dzieci. W przypadku Gerard Pique odpowiedź mogła być tylko jedna. Od pierwszego dnia życia "skazany" był na Barcelonę. Miłość do klubu zaszczepił mu jego dziadek, Amador Bernabeu, który w przeszłości był wiceprezydentem Blaugrany. Malutki Gerard zaledwie dzień po swoich narodzinach został zapisany do socios (stowarzyszania kibiców) Barcelony.

Przekazywanie wrażliwości na sprawy klubu jest wielką tradycji mieszkańców tego miasta. Jednym z kluczowych aspektów jest także nienawiść do Realu Madryt odwiecznego przeciwnika z Madrytu.

Życie jak w... Madrycie

Pique dzieciństwo miał jak bajki. Żył w dostatku, był rozpieszczany na każdym kroku. Wychowywał się w tradycyjnej rodzinie, której niczego nie brakowało. Ojciec jest znanym prawnikiem a matka dyrektorem szpitala. Mógł skupić się na tym co kochał najbardziej - czyli grze w piłkę.

ZOBACZ WIDEO Krzysztof Piątek szokuje. "W jednej akcji potrafi trafić dwa razy"

Gerard bywa zabawny, ale także bardzo dokuczliwy. Od kilku lat obiektem jego żartów jest przede wszystkim Real Madryt, wróg numer jeden. Wielokrotnie był także krytykowany, że zabierał głos na wszystkie palące tematy. Najwięcej dostało mu się po nielegalnym referendum ws. niepodległości Katalonii.

Czytaj także: Poważny problem Sergio Ramosa

- To zabawne, zauważyłem, że niektórzy ludzie w USA mówią do koszykarzy: "zamknij się i kozłuj", kiedy ci wyrażają swoje zdanie na temat prawdziwych problemów społecznych. W Hiszpanii jest tak samo. Mówią: "zamknij się i graj w piłkę. Tylko to potrafisz". Przepraszam, ale nie zamknę się i nie będę jedynie grał - pisał stanowczo stoper.

Ma łatwość do pakowania się w kłopoty. Po wielkich zamieszkach w trakcie referendum w Barcelonie, ze łzami w oczach mówił, że jest dumny ze swoich rodaków. - To nie my jesteśmy tymi złymi. My, Katalończycy, chcieliśmy tylko zagłosować i wybrać: "tak", "nie" albo zostawić pustą kartkę. Zawsze manifestowaliśmy w spokoju, a teraz policja i służby specjalne zrobiły to, co zrobiły. Atakowali mężczyzn, kobiety, całe rodziny, dzieci, starców... - wyliczał.

Pique lubi działać impulsywnie. Zaledwie kilka godzin później ogłosił, iż rozważa rezygnację z gry dla reprezentacji Hiszpanii. Miała być to odpowiedź stopera na brutalną reakcję policji w Barcelonie.

Na reakcję kibiców nie musieliśmy długo czekać. Dwa dni po referendum, w którym Katalończycy opowiedzieli się za odłączeniem się od reszty kraju, rozpoczęło się zgrupowanie reprezentacji przed meczami el. MŚ 2018 z Albanią i Izraelem. Na pierwszym treningu kadry, który miał być otwarty dla kibiców, zjawiło się półtora tysiąca fanów, którzy całą swoją uwagę skupili na Pique. Stoper został wydziwiany i wyzwany przez sympatyków. - Wypie.. z kadry - niosło się na trybunach pod Madrytem.

Pique nigdy nie miał łatwego życia w kadrze "La Furia Roja". Po tej sytuacji skala nienawiści sięgnęła jednak apogeum. W obronę wziął go jednak Sergio Ramos, kapitan klubu z Madrytu, którego bardzo nienawidzi. Apelował do kibiców o spokój i szacunek do Gerarda. Obaj nie szczędzą sobie uszczypliwości, jednak potrafią stawiać w swojej obronie. 

Pique i Ramos w trakcie prowokacji w El ClasicoPique i Ramos w trakcie prowokacji w El Clasico
El Clasico - wrasta testosteron

Pique uwielbia te mecze. Od blisko dekady jest jednym z głównych bohaterów starć Realu Madryt i Barcelony. Gdy bitwa odwiecznych rywali stają się tematami numer jeden w prasie, Katalończyk zaczyna prowokować Królewskich na każdym polu. Słowa Pique są dla miejscowych dziennikarze jak miód na ich uszy. On nigdy nie gryzie się w język i nie owija w bawełnę.

W ostatnich tygodniach mocno dostało się koszykarzom i piłkarzom Realu. Ci pierwsi byli zbulwersowani po finale Pucharu Króla (93:94), w którym sędziowie, po kontrowersyjnej akcji zapewnili zwycięstwo Barcelonie. Momentalnie odpowiedział załamanym Los Blancos.

- Real zawsze skarży się na sędziów są w koszykówce, w piłce nożnej... A potem jadą na stadion Wanda Metropolitano w Madrycie, dzieje się to co się stało w derbach i wtedy nie narzekają. Na szczęście Real nie ma innych sekcji, bo skarżyliby się i w hokeju czy piłce ręcznej - ironizuje Pique.

Piłkarski Real narzekał z kolei na terminarz. Królewskim nie spodobał się fakt, iż Duma Katalonii ostatni swój mecz przez środowym Klasykiem (3:0) rozgrywała w sobotę o godz. 16:15 a Los Blancos w niedzielę o 20:45. - Jeśli mnie pamięć nie myli, to przed spotkaniem w pierwszej rundzie w 2018 roku oni mieli jeden dzień więcej odpoczynku i wygraliśmy 5:1. Oni zawsze narzekają - wbija szpilkę rywalom Gerard Pique.

Defensor przeżywał w El Clasico chwile zachwytu ale także momenty wstydu. Dużo więcej było jednak tych pierwszych. Pique lubił manifestować swoją radość. Do historii przeszedł Klasyk w 2010 roku, gdy Blaugrana rozgromiła Real aż 5:0. Po meczu Gerard chodził z ręką w górze wskazując liczbę pięć. Większego upokorzenia Królewscy nie mogli sobie wyobrazić.

Na kolejnej stronie przeczytasz między innymi o życiu prywatnym Pique i Shakiry, przyjaźni z właścicielem Facebooka oraz planach obrońcy po zakończeniu kariery.

Czy Gerard Pique jest legendą Barcelony?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (1):

    PRZEJDŹ NA WP.PL