Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Getty Images / Robbie Jay Barratt - AMA / Na zdjęciu: piłkarze i sztab FC Liverpool odśpiewali hymn klubu po półfinale LM

Liga Mistrzów. Liverpool - Tottenham. Już nigdy nie będzie takiego lata

Michał Kołodziejczyk
Michał Kołodziejczyk
Już nigdy nie będzie takiego lata. Dziś finał, jakiego nie było. O zwycięstwo w Lidze Mistrzów Liverpool zagra z Tottenhamem - zwycięży ten, kto potrafi piękniej marzyć.

Michał Kołodziejczyk z Madrytu

To była walka na piękne historie i spór o to, kto kogo okradł, pozostanie nierozstrzygnięty już na zawsze. Finał w Madrycie na nowym i pięknym stadionie Atletico, który z daleka wygląda jak kosmiczny spodek, kończy kosmiczny sezon Ligi Mistrzów, być może najlepszy w historii. Kiedy wydawało się, że w pisaniu bajek, które opowiadane będą pokoleniom, wyspecjalizowali się piłkarze Ajaksu Amsterdam, do zabawy dołączyli Anglicy. Nie silili się na wysublimowane treści kapiące ironicznym brytyjskim humorem, ale zagrali nutą hollywoodzką - bez wstydu i z wprawą, jakby robili to od lat.

Sposób, w jaki Tottenham eliminował Manchester City, a potem leczył Ajax z finału, strzelając gola w ostatniej sekundzie meczu, konkurować może tylko z tym, co Liverpool zrobił z Barceloną, odrabiając 0:3 z pierwszego spotkania. Liverpool grał we wtorek, Tottenham w środę - dla kibiców, którzy futbolem nie żyją na co dzień, zlało się to w jedną opowieść ze wszystkimi tandetnymi tytułami, jakie może dać sport. Tymi o grze do końca i wierze do ostatniej minuty.

Jerzy Dudek wspomina finał LM. "Chciałem zrobić coś wyjątkowego". Czytaj więcej--->>>

W piątek na konferencji jeden z dziennikarzy zapytał Juergena Kloppa, czy to będzie finał marzycieli. - Po takiej drodze do finału trzeba będzie teraz udźwignąć ten mecz - odpowiedział trener Liverpoolu, wiedząc, jak bardzo kibice czekają na to, by sobotnie spotkanie spięło klamrą sezon, który klubowej piłce dał tak wiele pięknych chwil, jak żaden w XXI wieku.

ZOBACZ WIDEO "Druga połowa". Liverpool - Tottenham. Kto wygra Ligę Mistrzów? Głosy ekspertek podzielone

Finał w Madrycie nie będzie starciem kopciuszków, którzy dotarli na szczyt tylko dzięki wychowankom jedzącym na co dzień grochówkę w klubowym baraku i wracającym do domu w brudnych ciuchach tramwajem, bo w klubie nie ma pryszniców. Obie drużyny są bogate i sławne - mają jednak w sobie coś, co sprawia, że ich obecność w decydującym meczu nie boli. Piłka nożna ubrana w komercję broni się w tym przypadku swoją historią, mądrością trenerów i starą prawdą o tym, że pieniądze w tym sporcie nie gwarantują sukcesów, a zespół zawsze będzie ważniejszy niż pojedyncze gwiazdy. Divock Origi, który dwoma golami załatwił Liverpoolowi triumf w półfinałach czy Lucas Moura trzema golami depczący sny Ajaksu na tym samym poziomie rozgrywek, finał zaczną zapewne na ławkach rezerwowych. Obaj nie ważą zresztą nawet ćwierci tego, na ile rynek wycenił Neymara, który prowadząc Paris Saint-Germain po raz kolejny otarł się o śmieszność. Kibice kochają takie historie tak samo jak fakt, że Mo Salah, Roberto Firmino i Harry Kane wyleczyli już kontuzje i w finale będą mogli zagrać.

Rolę rezerwowych chce docenić Mauricio Pochettino. O tym, że chciałby, aby pamiątkowym zdjęciem na boisku przed meczem objąć całą kadrę swoich piłkarzy trener Tottenhamu mówił już wcześniej. W piątek na konferencji rozwinął swój pomysł. - Poprosiłem UEFA, by do zdjęcia całe ekipy Tottenhamu i Liverpoolu stanęły razem obok siebie. Pełne składy. Tyle złych rzeczy dzieje się w futbolu, musimy pokazać, czym jest fair play. Chciałbym w ten sposób docenić też wszystkich, którzy przyczynili się do tego, że zagramy w finale. To wielki ból dla trenera, że od pierwszej minuty może zdecydować się tylko na jedenastu piłkarzy - powiedział.

W Madrycie zagrają druga i czwarta drużyna Premier League. Dwa miejsca w tabeli to jednak także aż miażdżące 26 punktów na korzyść Liverpoolu. Oba bezpośrednie mecze także wygrała drużyna Kloppa, oba 2:1. Sobotni rywale znają się doskonale i nie szczędzą sobie pochwał, trenerzy zasypują się wzajemnymi komplementami. Pochettino o Kloppie mówił wczoraj jako o pełnym optymizmu, utalentowanym i odnoszącym sukcesie menedżerze, którego podziwia, Klopp o Pochettino, że chociaż prowadzi Tottenham inaczej niż on Liverpool, to jednak całkiem podobnie, bo potrafił przenieść niektórych piłkarzy na poziom, który wydawał się dla nich nieosiągalny. W tym finale nie będzie złej krwi, sączącego się jadu i wkładania palca w oko rywalowi. To będzie futbol na tak - z myślą, że ilu goli by się nie straciło, zawsze można strzelić więcej. Spór o to, która liga jest silniejsza: angielska czy hiszpańska, jest jałowy, ale na pytanie, która liga posiada większe osobowości na ławkach trenerskich odpowiedź jest prosta - obecnie Klopp i Pochettino to światowa czołówka.

Okoliczności i miejsce rozegrania finału, który przywrócił wiarę w futbol, także są piękne i wyjątkowe. W ostatnich pięciu latach w decydującym meczu cztery razy grał Real Madryt, za każdym razem zwycięsko, w tym dwa razy przeciwko Atletico - także z Madrytu. Teraz oba kluby oddały swoje miasto Anglikom, którzy już od czwartku opanowali całe centrum. Stary Madryt cierpi, serwując zimne piwo zamiast wina, słuchając angielskich pieśni i bojąc się latających stolików i krzeseł. Angielski kibic poza domem jest odważniejszy niż u siebie, a na pewno głupszy. W mieście w sobotę już od godziny 17 sprzedaż alkoholu ma zostać wstrzymana, wiele restauracji zdecydowało się schować ogródki z ulic, a spokoju pilnować ma aż pięć tysięcy policjantów - nie tylko hiszpańskich i angielskich, ale także niemieckich, wyspecjalizowanych w walce z chuliganami. Organizatorzy spodziewają się, że do Madrytu przyleci lub przyjedzie ponad 70 tysięcy kibiców obu drużyn, z których większość oczywiście nie ma biletów i będzie oglądać mecz w specjalnie przygotowanych dla nich strefach. Kibice Liverpoolu swoje centrum mają przy stacji metra Goya, fani Tottenhamu - przy Alonso Martinez. Oba miejsca dzielą niecałe dwa kilometry - cztery przystanki metrem, pięć minut.

Madryt: obawy przez najazdem angielskich kibiców. Czytaj więcej--->>>

Madryt jest stolicą europejskiej piłki wcale nie dzięki gościom. Bolą go angielskie gazety w kioskach przygotowane specjalnie dla przyjezdnych, boli go, że budynek Królewskiej Poczty na centralnym Plaza del Sol przemianowano na kilka dni na budynek Królewskiego Futbolu przyozdabiając kogutem Tottenhamu i mitycznym liverbirdem Liverpoolu, które jeśli coś mają wspólnego z Królestwem, to na pewno nie z tym, co Madryt i poczta. Takie upokorzenie może być jednak dla futbolu ożywcze, bo z sobotniego meczu wnioski wyciągać będzie cała Europa. W piłkę gra się teraz tak, jak Liverpool i Tottenham, trenerzy prowadzą swoje drużyny, a nie je terroryzują albo oddają stery gwiazdom, a piłkarze wierzą w sukces nawet wtedy, gdy zgaśnie już światło. Tak pięknego lata, jak mruczał Bogusław Linda, może już nie być. Cieszmy się i oczekujmy fajerwerków.

Przypuszczalne składy:

Tottenham: Lloris; Trippier, Alderweireld, Vertonghen, Rose; Winks, Sissoko, Alli; Eriksen, Son, Kane

Liverpool: Alisson; Alexander-Arnold, Matip, Van Dijk, Robertson; Fabinho, Henderson, Wijnaldum; Mane, Salah, Firmino

Finał Ligi Mistrzów zostanie rozegrany w sobotę (1 czerwca) o 21:00. Transmisja telewizyjna w Polsacie, Polsacie Sport Premium 1 oraz TVP1 i TVP Sport.

Zobacz wideo: ostatni trening Liverpoolu przed finałem

Kto wygra Ligę Mistrzów?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (0):

Komentarze (0)

PRZEJDŹ NA WP.PL