Najnowsze Wyniki/Kalendarz

Franciszek Smuda

- Trener musi mieć serce na dłoni, ale bat w ręku - tak przedstawia filozofię swojej pracy Franciszek Smuda, który poprowadzi biało-czerwonych w mistrzostwach Europy. Trzy tytuły mistrza Polski i awans do Ligi Mistrzów to klubowe osiągnięcia selekcjonera, który w trakcie Euro 2012 - 22 czerwcRozwińa - skończy 64 lata. Jako jedyny szkoleniowiec pracował w czterech wielkich polskich klubach: Lechu Poznań, Legii Warszawa, Widzewie Łódź i Wiśle Kraków, ale w jego zawodowym życiorysie znajdują się także takie zespoły, jak Piotrcovia Piotrków Trybunalski, Odra Wodzisław Śl. czy Stal Mielec, w której zaczął szkoleniową przygodę w polskiej lidze. Jedni widzą w nim fachowca z charyzmą, trenerskim nosem i świetnego motywatora, a inni naturszczyka, piłkarskiego Dyzmę, który sporo zawdzięcza losowi i intuicji. - Potrafi wycisnąć z zawodników wszystko, co najlepsze. On żyje piłką, każdym meczem. Wystarczy zobaczyć jak się denerwuje, skacze przy linii bocznej - ocenił były współpracownik Smudy z Mielca i Wodzisławia Śl. Edward Socha. - W mobilizowaniu jest świetny, potrafi jak nikt utrzymać dyscyplinę w zespole, no i ma piłkarskiego farta, a to najważniejsze. W ogóle Smuda ma to "coś" w sobie... Jest sportowym iluzjonistą, piłkarskim Davidem Copperfieldem - powiedział o selekcjonerze Andrzej Grajewski, który zatrudnił go w Widzewie. Nie zgadza się z zarzutami wobec Smudy, że w pracy trenerskiej działa na nos, a laptop przydaje mu się tylko jako podstawka na filiżankę z kawą. Znam trenera, który nosi ze sobą dwa laptopy. I co z tego? - dodał Grajewski. Nominacja na trenera drużyny narodowej jest spełnieniem jednego z największych marzeń Smudy, choć przyznaje, że najlepiej czuje się w codziennej pracy w klubie. - Brakuje mi treningów. Kombinuję jakby tu jeszcze coś dołożyć, znaleźć czas. Nieraz myślę, że obudzę moją bandę i w nocy pojedziemy na zajęcia. Nikt by nas nie widział, nikt by nie przeszkadzał. Człowiek ma wizję, chciałby coś wytrenować, a brakuje czasu - powiedział. Niezrealizowanym celem Smudy pozostaje angaż w niemieckiej Bundeslidze. - Dwa razy miałem propozycje z Niemiec. Gdy pracowałem w Widzewie Łódź, menedżer Hansy Rostock przyjechał kupić Sławka Majaka i chciał również mnie zabrać. Ówczesny prezes Andrzej Grajewski kazał mu jednak wziąć krótki rozbieg i z całej siły walnąć w ścianę. A byli w niewielkim pomieszczeniu... Z kolei, kiedy prowadziłem Wisłę Kraków, miałem dzień na decyzję w sprawie kontraktu z Werderem Brema. Veto postawił prezes Bogusław Cupiał. Ale do trzech razy sztuka - podkreślił. Smuda urodził się 22 czerwca 1948 roku w miejscowości Lubomia koło Wodzisławia Śląskiego. Jako piłkarz grał na pozycji obrońcy w Unii Racibórz, Odrze Wodzisław, Stali Mielec (w barwach tej drużyny debiutował w ekstraklasie) i Piaście Gliwice. Na początku lat 70. wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie był zawodnikiem Wisły Garfield, Harford Beicentennials, Oakland Stompers, Los Angeles Aztecs i San Jose Earthquakes. W międzyczasie, za namową Andrzeja Strejlaua, wrócił do Polski i bronił barw Legii Warszawa. Kończył karierę piłkarską w klubach niemieckich SpVgg Fuerth i VfR Coburg (1980-1982). Grę w USA i Niemczech traktował jako dodatkowy zarobek, bowiem pracował tam również fizycznie. - Byłem zwykłym kopaczem - zwykł mawiać o swoich piłkarskich zdolnościach. W VfR Coburg rozpoczął w 1983 roku karierę szkoleniową. Przez wiele lat mieszkał w Norymberdze i prowadził także ASV Forth oraz FC Herzogenaurach. Na przełomie lat 90. w Turcji był trenerem Altay Izmir i Konyaspor Konya, a po powrocie znalazł zatrudnienie w FFV Wendelstein. Od 1993 roku pracował w Polsce, z krótkim epizodem na Cyprze. Rozpoczął od Stali Mielec, w której pomoc finansową zaangażował się niemiecki biznesmen Thomas Mertel. Smuda utrzymał dwukrotnie ekipę w ekstraklasie, wprowadził niemieckie wzorce, a przy okazji ciągle utrzymywał bliskie kontakty z tym krajem. W Widzewie postawił na niego Andrzej Grajewski i był to strzał w dziesiątkę. Najpierw Smuda zdobył wicemistrzostwo kraju, a następnie dwa razy z rzędu triumfował z łodzianami w lidze. W sezonie 1996/97 Widzew awansował do Ligi Mistrzów i rywalizował z Borussią Dortmund, Atletico Madryt oraz Steauą Bukareszt. Po trzecie w karierze mistrzostwo Polski sięgnął w 1999 roku z Wisłą Kraków. Kilka miesięcy później "Franz" prowadził już treningi Legii Warszawa. Właśnie wtedy najbliżej był objęcia stanowiska selekcjonera polskiej kadry. Ostatecznie wybór padł na Jerzego Engela. Z Łazienkowskiej odszedł na początku rundy wiosennej sezonu 2000/2001 i wrócił do Wisły Kraków. Kolejnym przystankiem w jego karierze był Widzew, z przerwą na epizod w Piotrcovii Piotrków Trybunalski (zaledwie jeden mecz w drugiej lidze, przegrany 0:4 z Arką Gdynia). Po powrocie z Cypru, gdzie był zatrudniony w Omonii Nikozja, utrzymał w ekstraklasie Odrę Wodzisław. Wyższe cele postawiono przed nim w Zagłębiu Lubin i Lechem Poznań - z obydwoma zdobył brązowe medale MP. Po zakończeniu sezonu 2008/09 rozstał się z Lechem, ze względu na brak porozumienia co do wysokości pensji. Wcześniej awansował z nim do 1/16 finału Pucharu UEFA, po udanych występach w fazie grupowej. Od września 2009 ponownie był szkoleniowcem Zagłębia, choć wcześniej przymierzano go do Polonii Warszawa. 29 października 2009 jego kandydaturę na selekcjonera władze PZPN zaakceptowały niemal jednogłośnie - opowiedziało się za nią 15 z 16 głosujących członków zarządu związku. Od głosu wstrzymał się jedynie Stefan Majewski, który prowadził kadrę w dwóch ostatnich meczach eliminacji MŚ-2010 po zwolnieniu Holendra Leo Beenhakkera. Na przygotowania zespołu narodowego do Euro 2012 miał dwa i pół roku. Ostatnio przyznał, że nie spodziewał się, że będzie tak ciężko. Jednak postanowiłem, że dam z siebie wszystko. Oglądałem piłkarzy w całej Polsce i jeździłem niemal do każdej wsi. Widziałem setki meczów. W kadrze na ME są naprawdę najlepsi - zadeklarował. Mimo trudności nigdy nie żałował, że zgodził się objąć kadrę. - Są chwile, kiedy nie jest łatwo, bo niektórzy myślą tylko jak mi dopiec, ale nigdy nie miałem wątpliwości. I wszystko robię na sto procent, żyję tą robotą 24 godziny na dobę. Bardzo chcę z tymi chłopakami coś osiągnąć - podkreślił.Franciszek Smuda / fot. K. Boszko