WP SportoweFakty

Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Newspix / Michał Stańczyk / Na zdjęciu: Arkadiusz Moryto (PGE VIVE Kielce)

Arkadiusz Moryto: Izrael? To wstyd. Musimy zacząć wymagać więcej od samych siebie

Maciej Szarek
Maciej Szarek
- To wstyd. Musimy wymagać więcej - mówi Arkadiusz Moryto o przegranym meczu reprezentacji Polski z Izraelem. Jego klubowy zespół, PGE VIVE Kielce, w niedzielę czeka hit Ligi Mistrzów z FC Barceloną. - Chcemy wygrać ten mecz! - zapowiada skrzydłowy.

Maciej Szarek, WP SportoweFakty: Zanim przejdziemy do przyjemności - PGE VIVE i Ligi Mistrzów - muszę zapytać: co się stało w Tel Awiwie? Polska przegrała z Izraelem!

Arkadiusz Moryto, skrzydłowy PGE VIVE Kielce oraz Reprezentacji Polski: Izrael, niestety, obnażył nasze słabości: słaby atak pozycyjny i brak komunikacji w obronie, bo wiele było sytuacji, gdy dobrze broniliśmy, przeciwnicy grali będąc już pod presją gry pasywnej i w ostatnim czy przedostatnim możliwym podaniu znajdywali jednak kołowego czy inne opcje. W ataku pozycyjnym możemy zaś liczyć na palcach jednej ręki nasze udane akcje, które doprowadziły do czystych pozycji ze skrzydeł czy koła. Niestety, nie ma dla nas żadnego usprawiedliwienia, to jest wyłącznie nasza wina, bo praktycznie to bez trenera i bez przygotowanej taktyki powinniśmy ten mecz jako reprezentacja Polski po prostu wygrać.

Podobno w szatni po meczu padło kilka mocnych słów. Jakie biło z nich przesłanie?

Że potrzebujemy więcej komunikacji między sobą, wzajemnego szacunku, przekazywania podstawowych informacji między nami a całym sztabem.

ZOBACZ WIDEO PGNiG Superliga: Demolka w Kielcach! Pewna wygrana PGE VIVE

Chce pan powiedzieć, że teraz tego nie ma?

Takie są po prostu moje wnioski, które mi się nasuwają. Chodzi też przede wszystkim o to, żebyśmy najpierw wymagali od siebie, a potem od innych, a chyba to poszło w drugą stronę. Nie jesteśmy jeszcze taką kadrą, jaką była drużyna trenera Wenty czy Bieglera, a mamy wymagania podobne.

Ze strony kibiców czy od siebie?

Ani z tej, ani z tej. Mam na myśli wszystkich wokół kadry. "Chcielibyśmy to, tamto..." Myślimy o rzeczach, które są najmniej ważne, a nie koncentrujemy się na piłce ręcznej.

Michał Daszek powiedział dla telewizji TVP, że nie da się już upaść niżej. Pamiętamy porażkę z Białorusią, potem przegrany turniej w Portugalii. Gdy wydaje się, że gorzej być już nie może, reprezentacja mówi: "Potrzymaj mi piwo".

Porażki z Białorusią czy Portugalią to trochę inny kaliber. To ekipy, które prezentują jakiś poziom, wygrywają regularnie mecze międzypaństwowe. Wtedy przegraliśmy, ale to nie był wstyd, że ulegliśmy tym zespołom. Było po prostu rozczarowanie, bo każdy miał nadzieję, że uda nam się to jednak wygrać. A tutaj jest wstyd, bo Izrael jeszcze nic nie znaczy w Europie, na świecie. I tu jest problem.

To czego teraz potrzeba naszej kadrze?

Powinniśmy zacząć od tego, żeby ciężko pracować, nie myśleć o rzeczach pobocznych, bo to nie ma sensu. Kiedy zaczniemy wygrywać i prezentować jakiś poziom, możemy wymagać od innych różnych rzeczy, a na razie nie można chodzić z głową w chmurach, a tak to ostatnio wyglądało.

Kiedyś PGE VIVE i kadra były ze sobą nierozłącznie związane. Teraz łączy je tylko Arkadiusz Moryto czy coś jeszcze?

Nie chciałbym się za bardzo na ten temat wypowiadać. Trudno powiedzieć. Po prostu jest inna specyfika gry, inna taktyka, więc faktycznie, mało jest powiązań.

Pan w Kielcach jest raptem od początku sezonu, ale od razu wszystko chyba zatrybiło.

Czy wszystko? Na pewno na początku było trochę ciężej, trzeba było wypracować sobie miejsce w składzie i minuty na parkiecie, ale teraz sprawa ma się coraz lepiej i jestem zadowolony z tego, jak jest. Potrzebowałem troszkę czasu - kilka spotkań towarzyskich i dwa czy trzy w lidze. Po nich wszystko szło już dużo lepiej.

Trudno było przestawić się na grę przeciw dużo mocniejszym rywalom?

Nie. Trzeba myśleć o sobie, o swojej drużynie, a nie o innych i wtedy nie ma to w zasadzie żadnego znaczenia. Wiadomo, trzeba być bardzo skoncentrowanym, pilnując takich zawodników, bo groźni są z każdej pozycji i w każdym momencie, ale nie ma aż takiego przeskoku.

Transfer do PGE VIVE to w ogóle po części spełnienie pana marzeń, prawda? Wiemy, że mocno kibicował pan kielczanom. 

Tak, od najmłodszych lat interesowałem się piłką ręczną, blisko Krakowa była taka drużyna, jak VIVE i kibicowałem jej od zawsze. Teraz jestem tutaj i jestem z tego szczęśliwy.

Mówi się, że trzeba mieć jedno niespełnione marzenie, żeby do niego dążyć. Jakie jest teraz na celowniku?

Po kolei: mistrzostwo Polski i Liga Mistrzów.

Tylko trofea?

No, jeszcze kadrowe cele: żeby jednak awansować do mistrzostw Europy i na samym turnieju pokazać się z jak najlepszej strony.

Na boisku czy w kontaktach z mediami, choć ma pan zaledwie 21 lat, sprawia pan wrażenie bardzo spokojnego, pewnego siebie, pragmatycznego. Poza światem piłki ręcznej też pan taki jest?

Poza boiskiem jestem troszkę nerwowy. To jest to, czego nie widać tutaj. Denerwuję się.

Na co?

No właśnie o to chodzi, że czasem na nic! I to jest mój problem! (śmiech)

Ale dzięki temu, że na parkiecie właściwie nie zdarza się stracić zimnej krwi, zmierza pan po drugi z kolei tytuł króla strzelców PGNiG Superligi. Przepis na sukces Arkadiusza Moryty?

Prawda, choć poza boiskiem zdarza mi się być nerwowy, w grze jestem bardzo spokojny, może dlatego. Czekam cierpliwie na każdą swoje szanse i staram się je wykorzystywać do maksimum.

Gdzie łatwiej o bramki: w PGE VIVE przez pół godziny czy w innej drużynie przez 60 minut?

Trudno powiedzieć. W Kielcach bardziej się skupiam na tym, żeby zagrać nie efektownie, a efektywnie i jeśli tutaj dostanę jedną szanse, to muszę ją zamienić na bramkę. Kiedy byłem w Zagłębiu, aż tak nie zwracałem uwagi na skuteczność, a na to, żeby rzucić dużo bramek. Nie przejmowałem się aż tak, że nie trafiłem jednej czy dwóch piłek.

Rok temu rozmawialiśmy o roli skrzydłowych w nowoczesnej piłce ręcznej, mówił pan, że mocno ewoluowała od czasów, dajmy na to, kadry "Orłów Wenty". W VIVE jest jeszcze inaczej? 

Na pewno kiedyś ta rola ograniczała się do stania w rogu, biegania do kontry w swoim pasie i to wszystko. Tak przynajmniej mi się wydaje. Teraz jest tego trochę więcej: szybkie wznowienia, przechwyty, granie dwa na dwa z kołem, wbiegi, spłaszczenia i wiele, wiele innych. W Kielcach też.

Czyli teraz rola skrzydłowego jest trudniejsza?

Na pewno ciekawsza! Nie wiem czy trudniejsza, ale z pewnością ciekawsza, bo jednak stanie w kącie i bieganie od bramki do bramki to nie jest takie fajne, zwłaszcza, gdy nie dostaje się piłek.

To skąd pan się wziął na skrzydle w takim razie?

Kiedyś grałem na środku rozegrania, ale wzrost zadecydował za mnie. Plus lewa ręka. Od razu przechodząc do SMS-u zostałem przerzucony na prawe skrzydło, aczkolwiek już w gimnazjum myślałem o grze na skrzydle, choć nie zastanawiałem się za dużo nad tym, na czym polega ta gra.

A na czym polega gra w PGNiG Superlidze? W ciągu dwóch poprzednich kolejek rozbiliście dwóch głównych rywali w lidze (Orlen Wisłę siedmioma bramkami, Azoty Puławy - siedemnastoma). Czujecie jakiekolwiek zagrożenie?

W każdym meczu czujemy zagrożenie, bo, wiadomo, żadna z drużyn, z którymi się mierzymy, nie ma nic do stracenia i chce się pokazać z jak najlepszej strony. A nuż wyjdzie, zagrają świetny mecz i wygrają? Musimy być zawsze bardzo skoncentrowani i każdego rywala traktujemy na serio.

Można wpaść w rutynę.

Nie wiem, jestem tutaj przecież tylko kilka miesięcy. Wygrałem dopiero 10 czy 15 spotkań. Więc dla mnie to jeszcze nie rutyna, bo ja w mojej karierze więcej meczów jak dotąd przegrałem niż wygrałem. Liczę, że od tego roku więcej będę wygrywać.

Tak dobrze nie ma za to w Lidze Mistrzów. W niedzielę megahit - zagracie z Barceloną.

Dla mnie to żadne "wow", że akurat zagramy z tym zespołem. Barcelona to zespół pokroju Veszprem czy Vardaru, więc myślę, że to jest podobny poziom i nie przeżywam tego tak bardzo.

Fakt, Barcelona jest bardzo mocna, wzmocnili się młodymi zawodnikami, widać, że mają filozofię wdrażania młodych graczy do zespołu i to im wychodzi bardzo dobrze. Od dwóch lat jest tam Dika Mem i widać jak z roku na rok rośnie, jest teraz bardzo mocnym punktem drużyny. Bardzo dobrze grają w obronie, w ataku też mają takich zawodników, że mogą grać z każdym i wszystko. Trudno doszukiwać się słabych punktów. Do tego grają u siebie, więc chyba będą faworytem. W Lidze Mistrzów kto gra na własnym parkiecie, zawsze jest faworytem, ale my o tym nie myślimy. Chcemy porostu wygrać ten mecz.

Macie na niego pomysł?

Rozmawialiśmy, że trzeba grać z nimi na styku, bo w końcówkach zdarza im się pękać. Nie wytrzymują gry na kontakcie i to chyba będzie kluczowe w tym meczu. Mentalność. Jeśli pięć czy dziesięć minut do końca wciąż jest koło remisu, denerwują się.

Na zgrupowaniu rozmawiał pan z Kamilem Syprzakiem, dlaczego ostatnio nie wiedzie mu się w Katalonii?

Rozmawiałem, ale nie chciałbym w to wnikać. Wiem, ze Kamil cały czas czeka na swoje szanse i jest cierpliwy w tym. Teraz ma dwóch bardzo dobrych graczy na swojej pozycji, którzy grają i obronie, i w ataku i myślę, że to powodem jego krótszego czasu gry. Piłka ręczna przyśpiesza i szuka się ograniczenia zmian.

Na pana pozycji z kolei występuje kolejny wielki talent - Aleix Gómez.

Jego akurat znam już z rozgrywek młodzieżowych, więc wcześniej wiedziałem, że będzie to bardzo dobry zawodnik. Bardzo dobrze wszedł do drużyny, bo Barcelona na początku chciała postawić chyba jednak na kogoś innego, Francuza z mojego rocznika - Yanisa Lenne. A przyszedł Hiszpan i go wygryzł, tamten udał się na wypożyczenie.

Na koniec: to właśnie PGE VIVE jest ostatnią drużyną, która zdobyła Palau Blaugrana. W grudniu 2015. Oglądał pan?

Bardzo możliwe. Regularnie oglądałem mecze VIVE, więc pewnie tak. Nie pamiętam już jednak tego meczu na zawołanie. Mam nadzieję, że zapamiętam ten niedzielny.

Obserwuj autora na Twitterze!

Czy PGE VIVE Kielce awansuje do Final Four Ligi Mistrzów w tym sezonie?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (2):

    PRZEJDŹ NA WP.PL