Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Newspix / Rafał Oleksiewicz / Na zdjęciu: piłkarze ręczni PGE VIVE Kielce

PGNiG Superliga: rozstrzygnięć nadszedł czas! PGE VIVE Kielce jedzie do Płocka

Bartek Choinkowski
Bartek Choinkowski
Już w środę odbędzie się pierwszy mecz wielkiego finału PGNiG Superligi. Jak co roku, zmierzą się w nim drużyny Orlenu Wisły Płock oraz PGE VIVE Kielce.

Zawodnicy przychodzą i odchodzą, o medalach śnią coraz to nowe zespoły, tylko skład finału jest niezmienny. Regularnie, od sezonu 2010/2011, czyli ostatniego tytułu mistrzowskiego dla Nafciarzy, o miano najlepszej drużyny w kraju walczą drużyny Orlenu Wisły Płock oraz PGE VIVE Kielce. Tak będzie i tym razem.

To już czwarta odsłona świętej wojny w tym sezonie. Po raz czwarty Nafciarze będą chcieli pokonać największego rywala - chociaż z każdym meczem są coraz bliżej, ta sztuka nie udała im się od marca 2016 roku. Z kolei kielczanie po raz czwarty będą chcieli udowodnić, że są bezapelacyjnie najlepszą drużyną w kraju.

A to nie jest już wcale tak oczywiste, jakby się mogło wydawać. Ostatnie tygodnie zachwiały pozycją VIVE. Nie na tyle, żeby w Kielcach rwali sobie włosy z głowy, jednak parę rys na cokole się pojawiło. Najpierw remis i wygrana dopiero po rzutach karnych z Nafciarzami we własnej hali, później uratowane w ostatnich minutach zwycięstwo w Pucharze Polski (przeciwko, a jakże by inaczej, Wiśle), a to wszystko zwieńczone nieoczekiwaną porażką (pierwszą od 103 spotkań w lidze!) z Gwardią Opole. Przed sezonem mało kto by uwierzył w taki scenariusz.

ZOBACZ WIDEO Bartosz Kurek optymistą. "Będę poświęcał rehabilitacji całe dnie!"

Jaki z tego wniosek? Ano praktycznie żaden. Dalej mówimy o zespole, który zdominował ostatnie lata na polskim podwórku. W meczu rewanżowym odprawili opolan z kwitkiem, już w pierwszych 30 minutach pozbawiając nadziei podopiecznych Rafała Kuptela. Co więcej, kielczanie za chwilę znów zawitają do Kolonii, na turniej Final Four Ligi Mistrzów. I to bynajmniej nie w celach turystycznych.

Nie ma więc co się łudzić, ostatnie słabsze wyniki VIVE są dla Nafciarzy marnym pocieszeniem. Nawet jeżeli to oni byli w dwóch przypadkach sprawcami tych problemów. Żeby wygrać z zespołem Talanta Dujszebajewa, wicemistrzowie Polski będą musieli wznieść się na wyżyny swoich umiejętności. 

A te z pewnością mają, co potwierdzili w niedawnych spotkaniach. Xavier Sabate, tak krytykowany z początku przez kibiców, odcisnął swoje piętno na zespole. Nie skupiał się na ataku, nie zajmował sobie głowy wymyślaniem udziwnionych kombinacji. Całą swoją uwagę poświęcił defensywie. I stworzył potwora. 

Bo obrona Wisły to w tym momencie synonim solidności. Świetnie uzupełniający się środek, niezależnie od tego, kto akurat jest na parkiecie. Do tego harujący jak woły Renato Sulić oraz Jose Guilherme de Toledo, co w pakiecie daje niezwykle trudny do przejścia monolit. Efekt? MMTS Kwidzyn w półfinale nie zdołał rzucić choćby 20 bramek. I nawet brak kontuzjowanego Tomasza Gębali nie powinien wybić tej maszyny z rytmu (więcej o kontuzji reprezentanta Polski dowiesz się TUTAJ).

I ta właśnie oto obrona stanie, po raz czwarty w tym sezonie, naprzeciw jednej z najlepszych ofensyw na świecie. Luka Cindrić sam jeden jest w stanie wkręcić niemalże każdego defensora w parkiet. A przy wsparciu niezmordowanego Alexa Dujshebaeva, atomowego rzutu Władisława Kulesza czy rozgrywającego świetny sezon Artsioma Karaleka... co tu dużo mówić, mało jest drużyn, które mogą pochwalić się takimi możliwościami w ataku. Pokażcie mi zespół, który nie chciałby mieć takich zawodników w składzie. Żaden nie przychodzi do głowy? No właśnie. A to przecież tylko kilka nazwisk z kieleckiego gwiazdozbioru.

Ach, jaki piękny obrazek się maluje. Postronny widz, nieśledzący obecnego sezonu, mógłby złapać się za głowę. Ale jak to, emocje? Przecież święta wojna to tylko z nazwy już została! Na całe szczęście to już przeszłość. Ostatnie dwa starcia, a w szczególności to finałowe w Pucharze Polski potwierdziły, że pojedynki na linii Wisła-VIVE znowu elektryzują. Znowu są wyrównane. I znowu może zdarzyć się niespodzianka.

Wisła będzie musiała w środę zagrać nie na 100, ale na 120 procent swoich możliwości. O ile o obronę nie trzeba się raczej martwić, tak problem może tkwić ataku płocczan. Jednak nie taki diabeł straszny jak go malują - zawodnicy PGE VIVE to też tylko ludzie, o czym boleśnie przypomnieli im gwardziści z Opola. Kielczanie przez całe 60 minut muszą być niezwykle skoncentrowani, jeżeli nie chcą wracać z Płocka na tarczy. Zapowiada się zatem niezwykłe widowisko - prawdziwa święta wojna.

PGNiG Superliga, finał (1. mecz):

Orlen Wisła Płock - PGE VIVE Kielce / 22.05.2019 r., środa, godz. 20:15

Jakim wynikiem zakończy się pierwsza odsłona wielkiego finału?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (12):

Wszystkie komentarze (12)

Komentarze (12)

    Wszystkie komentarze (12)
    PRZEJDŹ NA WP.PL