Najnowsze Wyniki/Kalendarz

Dragan Travica oskarża: Nie zostaliśmy potraktowani sprawiedliwie

Michał Kaczmarczyk
Michał Kaczmarczyk
Były kapitan włoskiej kadry siatkarzy nie boi się odważnych słów, opisując swoją wersję zdarzeń z Rio z Janeiro, które doprowadziły do wyrzucenia go z reprezentacji przez Mauro Berruto.

W ostatnim wpisie na blogu Dragana Travicy, jednego z czterech niesławnych bohaterów afery z finałów tegorocznej Ligi Światowej w Rio de Janeiro, nie brakuje silnych emocji i zapewnień o maksymalnym poświęceniu dla drużyny narodowej, ukochanej dyscypliny i najbliższych. Niemal w każdym akapicie pojawiają się słowa o odpowiedzialności, jaką każdy dorosły musi brać za swoje czyny i latach wysiłku na parkiecie, które przyniosły rozgrywającemu poznanie niemal całego świata, stworzenie niezapomnianych przyjaźni i pomogły zrozumieć mu istotę nie tylko sportu, ale i życia. Lecz przede wszystkim jest w nim szersze spojrzenie na wydarzenia z Brazylii, o których wiemy przede wszystkim z relacji Mauro Berruto i Iwana Zajcewa.


- Kolacja w hotelu. Kilkaset metrów dalej znajduje się włoska restauracja. Wtedy poczuliśmy chęć na włoski makaron i pizzę, dlatego zrezygnowaliśmy z posiłku w hotelu i poszliśmy właśnie tam. Po lewej stronie szumiące fale oceanu wprawiały nas w dobry nastrój, dodawały nam pozytywnej energii. Usiedliśmy, mniej więcej koło 22 zamówiliśmy jedzenie i wtedy dostałem wiadomość od Mauro z nakazem stawienia się w hotelu o 23:30. Przekazałem ją kolegom z drużyny. Byłem zmieszany, oni także. Co chwila słychać było głosy: "przecież jutro mamy wolny dzień, czemu tak wcześnie?" - wyjaśnia 29-letni siatkarz, który od raz wyjaśnia, skąd wzięły się wątpliwości Zajcewa, Giulio Sabbiego i Luigiego Randazzo. W czasie pięciu lat pracy Berruto z kadrą Włoch nie zdarzyło się, aby tuż przed dniem wolnym wyznaczano ścisłe godziny ciszy nocnej. Opisywana sytuacja miała miejsce w sobotę, w niedzielę nie przewidywano zajęć, a pierwszy mecz Final Six Włosi rozgrywali dopiero w środę. Do tego Travica przypomina o grupowym dwumeczu z Brazylią rozgrywanym w Rzymie i Florencji, kiedy kadrowiczom pozwolono na nocowanie w dowolnym miejscu i nie broniono jakiejkolwiek formy odpoczynku.

Syn Ljubomira Travicy w swoim tekście potwierdza nieoficjalne doniesienia o kiepskiej relacji między trenerami a siatkarzami reprezentacji Azzurre. - Atmosfera w zespole była napięta, w powietrzu unosiło się doskonale znane od dawna "wiem, ale nie powiem". Nie było między nami dialogu, zamiast niego panowały niespójność i egoizm. Sztab szkoleniowy i zawodnicy chodzili dwiema różnymi ścieżkami, do tego w przeciwnych kierunkach. Nie patrzyliśmy sobie nawet w oczy. Sporo wtedy wycierpiałem, zarówno w trakcie spotkań, jaki przygotowań dawałem z siebie wszystko i chciałem się jak najbardziej poświęcić, ale jednocześnie czułem za plecami kogoś, kto nieustannie mnie hamował i zatrzymywał w miejscu. To ja życie w wymuszonym związku. To ciężkie uczucie, zwłaszcza w sporcie - przyznaje zawodnik.

- Atmosfera w kadrze Włoch była napięta - przyznaje jej były kapitan- Atmosfera w kadrze Włoch była napięta - przyznaje jej były kapitan
Co wydarzyło się później? - Nie chcieliśmy wracać do hotelu, w końcu następnego dnia nie było treningu i uznaliśmy, że przyda nam się nieco oddechu i odpoczynku dla umysłów. Szczerze mówiąc, nie widziałem w tym nic złego. Byliśmy świadomi tego, że łamiemy jakieś zasady, ale tamtej nocy czuliśmy wszystko poza poczuciem winy. Potem zamówiliśmy taksówkę, przejechaliśmy przez kolorową i wspaniale oświetloną dzielnicę Rio. Zrobiliśmy kilka zdjęć dzieciakom grającym w piłkę na ulicy, potem weszliśmy do baru i zamówiliśmy po jednej caipirinhi... Było bardzo miło, wytworzyła się między nami atmosfera szczerości, sporo wtedy rozmawialiśmy. Czuliśmy się pewni siebie - przekonuje w swojej wersji wydarzeń Travica.

- Od rana czułem, że coś jest nie w porządku, ale długo o tym nie myślałem.Wieczorem wezwano nas na pilne spotkanie z trenerem. Spodziewaliśmy się tego, co usłyszymy. Ktoś ze sztabu zauważył nas w restauracji i doniósł o tym Mauro Berruto. Najwyraźniej nie byliśmy tam tylko we czwórkę... Ponoć prawo jest równe dla wszystkich, ale w takiej sytuacji to powiedzenie tylko mnie śmieszy: może zbytnio się skupiam na detalach, ale taki już jestem. Nazajutrz czekały na nas cztery miejsca w samolocie do Włoch - kończy relację z Brazylii kapitan reprezentacji Włoch.

Wszyscy zawodnicy włoskiej kadry wyrzuceni z niej przez jej byłego już selekcjonera zdążyli pokajać się za swoje zachowanie, natomiast Travica jako pierwszy sugeruje, że decyzja sztabu kadry mogła być inspirowana czymś więcej niż tylko regulaminami: - Mógłbym napisać encyklopedię, gdybym przelał na papier wszystko, o czym myślałem przez cały ten czas. Jestem w pełni świadomy, że naruszyłem reguły i każdy, kto postępuje w ten sposób, musi ponieść konsekwencje. Jednak wciąż towarzyszy mi poczucie niesprawiedliwości i tego, że zapłaciłem zbyt wiele. Jestem pewien, że za tym wszystkim stało coś więcej niż sama potrzeba ukarania. Każdego dnia, który upływa, upewniam się, że przyczyny tej decyzji były nie tylko dyscyplinarne... Nie wiem, jakie były konkretne przyczyny decyzji podjętej przez Berruto i zaakceptowanej przez FIPAV, czy chodziło o kwestie autorytetu, polityki, urazy, czy chodziło o znalezienie kozła ofiarnego i pozbycie się balastu. Mogę się tylko domyślać. Widziałem i słyszałem o gorszych rzeczach w tej drużynie - nietrudno doszukać się właściwych aluzji w słowach doświadczonego zawodnika.

Wach: Musiałem dorabiać stojąc na bramkach [1/3]

Źródło: sport.wp.pl

Gorzkie pożegnanie Mauro Berruto z kadrą Włoch. "Wynik ważniejszy od wartości"

na Facebooku.

Komentarze (2):

  • kitten Zgłoś
    I niech ktoś powie, że atmosfera, relacje między ludźmi w kadrze, chemia lub jej brak, nie mają znaczenia dla zachowań na boisku i wyników sportowych. Bo są kibice, ale też i trenerzy,
    Czytaj całość
    wg których forma sportowa załatwia wszystko i uważają, że jak jesteś dobrze przygotowany fizycznie, sportowo, taktycznie itd. to i tak znajdzie to odzwierciedlenie na boisku.Guzik prawda. Jest coś takiego, jak chemia, synergia. Kiedy cała ekipa ma wspólny cel, ludzie nawzajem się lubią, akceptują i uwielbiają ze sobą grać, mimowolnie dają z siebie o wiele więcej. To jest ta wartość dodana, która wypływa z ludzi, choć mogą nawet nie zdawać sobie z tego sprawy. Jak idziesz do pracy, w której nie znosisz współpracowników, idziesz z niechęcią i robisz wszystko na odwal. Jak uczeń nie cierpi nauczyciela, niechętnie uczy się przedmiotu. I odwrotnie. Lubiani przez nas ludzie są dla nas wartością dodaną i powodują, że cieszy nas to co robimy, a wtedy wyzwalamy w sobie siły, energię, której normalnie od siebie nie dajemy.Proste porównanie wyników sportowych z ostatniego roku Włochów i Francuzów. Jedni skłóceni, "nie patrzący sobie w oczy", z ciężką atmosferą, a na boisku każdy sobie, chaos i dzieci we mgle. W mś i LŚ totalne porażki. Drudzy poszliby za sobą w ogień i nawet teraz spędzają ze sobą wakacje, choć wcześniej byli razem 3 miesiące, a za parę dni znowu kadra aż do 18 października. I na boisku widać tę chemię, bo wprawdzie pośród nich są znakomici i bardzo dobrzy zawodnicy, ale to jeszcze wcale nie wystarcza, żeby stworzyć prawdziwą drużynę, taką, która w tej chwili seriami może wygrywać z każdym.
    • Shemar Zgłoś
      Dragan - dobry siatkarz, jednak po tym co czytam, uważam, że się minął z powołaniem - i to ma się rozumieć nie tym teraz do kadry, gdyż jak słowo daję, to co przekazuje, czyta się
      Czytaj całość
      wyśmienicie, jak dobrą powieść (byleby wspomnianej encyklopedii nie pisał, bo to jest mało wciągająca forma, której nie idzie pochłaniać jednym tchem. Za to wspomnienia z życia siatkarza, to koniecznie i żal mi teraz gościa, choć sam jest świadom, że naruszyli zasady). O Berruto nigdy nie miałem dobrego zdania i teraz dobrze widać, jakie tam niezdrowe relacje panowały.

      Komentarze (2)

      ×
      PRZEJDŹ NA WP.PL