WP SportoweFakty

Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Materiały prasowe / KOVO / Na zdjęciu: Berenika Tomsia w ataku

Kult pracy, kroplówki i podwójna samotność. Berenika Tomsia przeżyła sezon w Korei, choć nie było łatwo

Michał Kaczmarczyk
Michał Kaczmarczyk
Berenika Tomsia zdradziła, jak przeżyła trudny, ale owocny czas spędzony w Korei Południowej. Polka została przyjęta w Korei bardzo dobrze - dostała prywatną tłumaczkę oraz mieszkanie, a odwdzięczyła się mistrzostwem kraju.

Michał Kaczmarczyk, WP SportoweFakty: Pierwsza Polka, która zdobyła złoto koreańskiej ekstraklasy - to brzmi dumnie?

Berenika Tomsia, była reprezentantka Polski i siatkarka koreańskiego Heungkuk Life Pink Spiders: Bardzo mnie ucieszyło takie zakończenie sezonu, bo mówiąc szczerze, na samym początku ligi nie spodziewałam się medalu, a co dopiero mistrzostwa. Tym bardziej jest to bardzo miłe uczucie.

Paulina Maj-Erwardt ujawniła kulisy powołania do kadry. "Byłam zaskoczona, ale było mi miło"

W meczach finałowych zaczynała pani od słabszych występów, by na sam koniec pomóc Heungkuk Life Pink Spiders aż 30 zdobytymi punktami. Można powiedzieć, że tak wyglądał mniej więcej cały sezon: od trudnych początków do szczęśliwego końca?

Przydarzyło mi się większe zawahanie formy w okolicach grudnia, kiedy wyraźnie odbiło się na mnie natężenie całych rozgrywek. Chyba nie jest tajemnicą, że w Korei pracuje się bardzo długo i ciężko, poza tym rozgrywałyśmy w tygodniu dwa albo nawet trzy mecze, po których nie czekał nas dzień wolny, tylko kolejny trening. W pewnym momencie moja dyspozycja nieco podupadła, ale dałam radę dotrwać do końca i tym bardziej się cieszę, że w finale mogłam pomóc drużynie.

ZOBACZ WIDEO "Druga połowa". Liverpool i Tottenham w finale Ligi Mistrzów. "To będzie angielska piłka w najlepszym wydaniu"

Już zeszłoroczny draft, po którym czuła się pani jak zombie, mógł być ostrzeżeniem, co czeka śmiałka porywającego się na koreańską ekstraklasę.

W Polsce tak naprawdę mało kto orientuje się w lidze koreańskiej, ja przynajmniej o niej nic nie słyszałam. Szczerze mówiąc, myślałam, że podczas draftu organizatorzy będą chcieli po prostu pokazać nam wzmożoną wersję całych rozgrywek. A okazało się, że tak naprawdę cały sezon wygląda właśnie jak draft! Rozmawiałam z dziewczynami, które występowały w Korei i słyszałam zgodne opinie, że jest to najtrudniejszy kraj w Azji, jeśli chodzi o granie w siatkówkę i trenowanie. Tam przykłada się ogromną wagę do liczby powtórzeń i nakładu pracy.

Jeszcze więcej niż w Japonii czy Chinach? Aż trudno to sobie wyobrazić.

Trudno jest to wszystko opisać, bo to naprawdę zupełne inne podejście niż choćby w Europie. Mogę powiedzieć tyle, że po raz pierwszy w życiu, a mam 31 lat, zdarzyło mi się być chorą z wycieńczenia. Musiałam trzy dni z rzędu brać kroplówki, bo nie miałam sił nawet chodzić.

Z drugiej strony w interesie klubu z Korei Południowej jest jak najlepsza opieka nad największa gwiazdą. Była pani traktowana w Pink Spiders wyjątkowo?

Muszę przyznać, że cała organizacja klubu i opieka nad zagranicznymi zawodniczkami były na bardzo wysokim poziomie. Czułam, że wszyscy dookoła chcą się mi pomagać, czasem aż za bardzo. Jeżeli już się zdarzało pół dnia wolnego, to zawsze musiałam informować klub, gdzie wychodzę, z kim, co jem... Zdawałam po prostu relację ze wszystkiego, co robię. W Europie takie podejście byłoby odebrane jako wchodzenie w prywatność, tam było wyraźnie inaczej.

Do tego miałam tłumaczkę, która cały czas mi towarzyszyła i była kimś w rodzaju łącznika między mną a klubem. Kiedy pojawiał się jakiś problem, to ona była odpowiedzialna za komunikację i rozwiązywanie wszelkich kłopotów. Zaprzyjaźniłyśmy się i nic dziwnego, spędziłam z nią najwięcej czasu ze wszystkich znanych mi osób w Korei.

Koreańskie kluby nie mają problemu z tym, żeby odesłać do domu swoją zagraniczną gwiazdę po słabszych spotkaniach, co spotkało w minionym sezonie na przykład Rebeccę Perry lub Ivanę Nesović. Ta świadomość była gdzieś z tyłu głowy?

Tak może się zdarzyć, i to przez cały sezon. Kluby potrafią odsyłać dziewczyny po kilku słabszych spotkaniach. Do tego jeżeli z twoim zdrowiem dzieje się coś poważniejszego, to w kontraktach nie ma żadnych zapisów o okresie karencji, po którym można pożegnać się z zawodnikiem. W Korei w takiej sytuacji po prostu się pakujesz i wracasz do domu. Wizja opuszczenia ligi w taki sposób była dość stresująca.

Według koreańskich mediów miała pani powiedzieć władzom klubu w trudnym momencie sezonu: nie będę miała pretensji, jeżeli już teraz pożegnacie się ze mną. Tak było?

Tak. W grudniu tamtego roku, w okolicy świąt, cały pobyt w Korei trochę mnie zdołował, co wyraźnie odbiło się na moim graniu. Miałam coraz większy problem, by grać trzy mecze w tygodniu, tym bardziej, że w tych rozgrywkach nie ma mowy o graniu na pół gwizdka, a do zagranicznej siatkarki w zespole idą niemal wszystkie piłki i nie ma ona ani chwili wytchnienia.

Był taki moment, że powiedziałam w klubie, że nie mam problemu z powrotem do Polski, jeżeli nie spełniam oczekiwań. Ale wtedy trenerka i cały sztab szkoleniowy stawili się za mną, powiedzieli, że pomogą mi we wszystkim. Dotrwaliśmy do końca, do tego z sukcesem i jestem im za to szalenie wdzięczna. Myślałam, że nie mam wsparcia w klubie i chcą mnie wymienić na inną siatkarkę, ale okazało się, że było zupełnie inaczej.

Ogromne kontrowersje w Holandii. Jeden błąd sędziego odmienił losy finału

Jak wspomina pani pracę z koreańskimi zawodniczkami?

Największa różnica jest taka, że tam siatkarki już w trakcie liceum przychodzą mieszkać w obiektach klubu i mieszkają tam właściwie do samego końca karier. Miałam koleżankę w wieku 38 lat, z dzieckiem, ale mimo wszystko mieszkała z resztą drużyny w hali i spędzała prawie całe życie w jednym miejscu.

Każda z nas miała własny pokój, czasem z własną łazienką, czasem ze wspólną. I życie w takich warunkach wygląda jak na obozie albo w szkole mistrzostwa sportowego. Meldowanie się przed ósmą albo dziewiątą w ośrodku, żadnych wyjść, żadnych wizyt... Podziwiam tamte dziewczyny, bo ja nie umiałabym w takich warunkach żyć, a one świetnie sobie z nimi radziły.

Na kolejnej stronie przeczytasz m.in. jak Koreańczycy postrzegają przybyszów z Europy i czy Berenika Tomsia wybrałaby grę w Korei, gdyby wiedziała, co ją czeka.

Jak oceniasz ostatni sezon Bereniki Tomsi?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

na Facebooku.

Komentarze (4):

    Pokaż więcej komentarzy (1)
    PRZEJDŹ NA WP.PL