Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Materiały prasowe / FIVB / Na zdjęciu: reprezentacja Polski siatkarek

Liga Narodów Kobiet. Joanna Kaczor: Mam nadzieję, że porażki w Chinach nie podłamią dziewczyn

Adrian Nuckowski
Adrian Nuckowski
Polskie siatkarki czeka ostatni turniej fazy interkontynentalnej Ligi Narodów. W Boryeong zagrają z Japonią, Dominikaną oraz Koreą Południowa. Komplet zwycięstw zapewni awans do Final Six. - Liczę na walkę do ostatniej piłki - mówi Joanna Kaczor.

- Można powiedzieć, że turniej w Jiangmen był pierwszym poważnym sprawdzianem dla dziewczyn, bowiem zmierzyły się z uznanymi reprezentacjami, które wystąpiły w swoich bardzo mocnych zestawieniach personalnych. Z pewnością były to ciężkie porażki, w szczególności ta z Chinkami. Brutalne zderzenie z rzeczywistością. Nie pomógł na pewno brak Joasi Wołosz czy Marleny Pleśnierowicz. To, co najbardziej szwankowało po raz kolejny w grze naszych siatkarek, to przyjęcie zagrywki. Bez niego nie mamy co liczyć na wygrywanie meczów ze światową czołówką. Martwi także duża liczba niewymuszonych błędów - rozpoczęła Joanna Kaczor w rozmowie dla WP SportoweFakty.

W swoim pierwszym meczu turnieju Ligi Narodów Kobiet w Jiangmen polskie siatkarki wyraźnie przegrały z Chinkami 0:3, ustępując rywalkom w niemal każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła. Po raz pierwszy od początku spotkania na parkiecie zaprezentowała się Julia Nowicka, która po absencji kontuzjowanej Joanny Wołosz została podstawową rozgrywającą naszej reprezentacji.

- Julka nie miała łatwego zadania. Było to dla niej ogromne wyzwanie. Bardzo trudna zagrywka Chinek spowodowała, że często musiała biegać za piłkami po niedokładnym przyjęciu koleżanek. Jednak z meczu na mecz nasza rozgrywająca grała coraz lepiej i widoczna była narastająca pewność siebie tej zawodniczki - kontynuowała Kaczor.

ZOBACZ WIDEO: Polacy na K2 uratowali życie Bułgarowi. Marcin Kaczkan: To był cały dzień walki

Kolejny bardzo słaby turniej ma za sobą Martyna Grajber. Postawa przyjmującej Chemika Police, szczególnie w meczu z gospodyniami, pozostawiała wiele do życzenia.

- Każda z reprezentacji, z którą dziewczyny miały okazję się zmierzyć w Jiangmen, obnażyła nasze słabości w przyjęciu zagrywki. To nie jest jednak tak, że tylko Martyna miała ogromny problem z tym elementem, bowiem choćby Natalia Mędrzyk gorzej radziła sobie w starciu z Amerykankami. Trochę lepiej było w spotkaniu z Turcją, ale w dalszym ciągu mamy sporo do poprawy jeśli chodzi o przyjęcie. Jestem przekonana, że trener dużo pracuje nad jego poprawą na treningach, choć dobrze wiemy, że przy ciągłych podróżach na kolejne turnieje ma ograniczony czas - mówiła była reprezentantka Polski.

Podopieczne Jacka Nawrockiego były bardzo blisko odniesienia sukcesu na zakończenie zmagań w Jiangmen. W meczu z Turczynkami Polki prowadziły już 2:0 w setach, jednak nie potrafiły postawić kropki nad "i". Ewentualne zwycięstwo mogło znacznie przybliżyć Biało-Czerwone do awansu na Final Six.

- Być może dziewczyny za szybko uwierzyły, że wygrana jest już na wyciągnięcie ręki. Niestety w siatkówce często sprawdza się zasada, że jeśli nie wygrywasz 3:0, to przegrywasz 2:3. Uważam jednak, że z tego spotkania trzeba wyciągnąć pozytywne elementy, a w dwóch pierwszych partiach było ich naprawdę dużo - zaznaczyła Kaczor.

Po serii znakomitych występów, gorszą dyspozycję zaprezentowała podstawowa atakująca reprezentacji Polski, Malwina Smarzek. W grze 23-latki widać było przede wszystkim słabszą formę fizyczną, związaną z ogromnym obciążeniem w poprzednich turniejach.

- Wiadomo było, że taki moment się pojawi. Z tego względu zastanawia mnie, dlaczego Malwina nie ma okazji, aby w trakcie spotkania, czy nawet od jego początku, dostać zmianę na swojej pozycji. Cieszy mnie jednak dobra postawa w ofensywie Magdy Stysiak oraz naszych środkowych, które się fajnie uzupełniają. Jak już wcześniej wspomniałam, największe rezerwy mamy w przyjęciu zagrywki oraz trudniejszym serwisie z naszej strony. W tych elementach tkwią największe rezerwy - podsumowała była reprezentantka Polski.

W ostatnim turnieju fazy interkontynentalnej LNK Polki zmierzą się w Boryeong odpowiednio z Japonią (18 czerwca), Dominikaną (19 czerwca) oraz Koreą Południową (20 czerwca). Aby realnie myśleć o awansie do turnieju finałowego tegorocznych rozgrywek, Biało-Czerwone będą musiały najprawdopodobniej odnieść komplet zwycięstw.

- Japonia to zespół, który dobrze znamy i z którym dziewczyny wygrywały w tym sezonie w Montreux. Charakterystyczna dla ich gry jest oczywiście znakomita defensywa i szybka piłka na siatce. Co do Koreanek, to ich styl przypomina ten prezentowany przez Japonki, jednak nie grają one może tak skutecznie w obronie. Dominikana od początku tegorocznej Ligi Narodów gra bardzo dobrze. Nasze zawodniczki muszą być przygotowane przede wszystkim na mocną zagrywkę z ich strony. Uważam, że w żadnym meczu nie będziemy stali na straconej pozycji. Bardzo wierzę w ten zespół i mam nadzieję, że porażki w Jiangmen nie podłamią dziewczyn.
Liczę na walkę do ostatniej piłki - zakończyła Joanna Kaczor.

Czytaj także:
- Liga Narodów: zobacz tabelę rozgrywek po meczu Polaków z Kanadą
- Liga Narodów. Iran - Polska. Przed meczem odczytano list z przeprosinami za słowa Michała Kubiaka

Czy polskie siatkarki awansują do turnieju finałowego Ligi Narodów 2019?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

na Facebooku.

Komentarze (0):

Komentarze (0)

PRZEJDŹ NA WP.PL