Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Katarzyna Skowrońska-Dolata Materiały prasowe / cev.lu / Na zdjęciu: Katarzyna Skowrońska-Dolata

Kwalifikacje olimpijskie Tokio 2020. Katarzyna Skowrońska-Dolata: Od dziecka marzyłam o tym, żeby być olimpijką

Adrian Nuckowski
Adrian Nuckowski
- Z Pekinu mam same dobre wspomnienia. Od dziecka marzyłam o tym, żeby być olimpijką. Udało się tylko raz, chociaż jako były sportowiec czuję ogromny niedosyt, gdyż tych awansów mogło być więcej - mówi WP SportoweFakty, Katarzyna Skowrońska-Dolata.

7 stycznia polskie siatkarki rozpoczną w Apeldoorn walkę o udział w igrzyskach olimpijskich Tokio 2020. W przeszłości udało się to tylko trzykrotnie. W 1964 oraz 1968 roku Biało-Czerwone przywoziły z najważniejszej imprezy czterolecia brązowe medale. Na kolejny awans musieliśmy czekać aż 40 lat. W 2008 roku w Pekinie reprezentantki Polski sklasyfikowane były na 9. miejscu. W składzie tamtej drużyny była jedna z najlepszych siatkarek trzeciego tysiąclecia w Polsce, dwukrotna mistrzyni Europy, Katarzyna Skowrońska-Dolata

Adrian Nuckowski, WP SportoweFakty: Wspólnie z koleżankami czterokrotnie walczyła pani o udział w igrzyskach olimpijskich. Udało się to w 2008 roku. Jakie wspomnienia ma pani z najważniejszej imprezy dla każdego sportowca?

Katarzyna Skowrońska-Dolata: Takie turnieje kwalifikacyjne są dla sportowców z jednej strony trudne, a z drugiej fajnym wyzwaniem, bowiem zawsze warto, jak mawiają pięściarze, podejmować rękawicę. Bilet na igrzyska olimpijskie jest dla każdego czymś wspaniałym. Z Pekinu mam same dobre wspomnienia. Od dziecka marzyłam o tym, żeby być olimpijką. Udało się tylko raz, chociaż jako były sportowiec czuję ogromny niedosyt, gdyż tych awansów mogło być więcej. Dobrze jest mi znana radość po uzyskaniu wymarzonej kwalifikacji, ale także ogromny smutek i żal po porażkach, które całkowicie przekreślały olimpijskie marzenia.

Do Pekinu udało się zakwalifikować ze światowego turnieju kwalifikacyjnego. Wcześniej byłyście blisko awansu w Halle, gdzie po drodze nie dałyście szans m.in. Niemkom oraz Serbkom. W finale minimalnie lepsze były jednak Rosjanki. 

Był to bardzo trudny turniej, w którym niemal do końca szło nam znakomicie. Warto podkreślić, że niezwykle trudno jest awansować z europejskich kwalifikacji, które przyznają tylko jeden bilet na igrzyska olimpijskie. Jest wiele reprezentacji na zbliżonym do siebie, wysokim poziomie, a liczba miejsc jest ograniczona. To przykre. Po meczu z Rosjankami było nam bardzo ciężko. Muszę przyznać, że dość długo rozpamiętywałam tamto spotkanie.

ZOBACZ WIDEO Paweł Fajdek: Warto doceniać inne dyscypliny

W XXI wieku dwukrotnie drzwi do najważniejszej imprezy czterolecia zamykały nam Turczynki (2004 i 2012 rok - przyp.red.). Szczególnie bolesna była ta finałowa porażka w Ankarze osiem lat temu, która definitywne przekreśliła wasze szanse na wyjazd do Londynu.

Kolejny z turniejów, w którym szłyśmy jak burza. Niestety ponownie musiałyśmy przełknąć ogromną gorycz porażki po decydującym meczu. Turczynki wsparte swoją żywiołową publicznością były tego dnia po prostu od nas lepsze. Nie ukrywam, że nie lubię wracać do tych przegranych spotkań. Staram się zapamiętywać tylko te dobre momenty. 

Ewentualny awans na igrzyska olimpijskie naszej reprezentacji, która przez wiele lat nie podbijała siatkarskich salonów, byłby traktowany według pani jako sportowe Himalaje?

Oczywiście. Mamy naprawdę fajny zespół, któremu niezwykle mocno kibicuję. Nie jestem już częścią drużyny narodowej, jednak zostawiłam na boisku kawał serducha grając w reprezentacji. Wszyscy chcielibyśmy oglądać naszą ekipę w najważniejszych turniejach - igrzyskach olimpijskich, mistrzostwa świata czy Europy. Mamy ogromne tradycje w Polsce. Siatkówka jest u nas bardzo popularna. Głęboko liczę na to, że dziewczynom uda się polecieć do Tokio, choć będzie to niezwykle trudne zadanie.

Jacek Nawrocki pominął w swoich powołaniach cztery siatkarki, które regularnie miały miejsce w szerokim składzie w poprzednim roku. Uważa pani, że konflikt na linii zawodniczki-trener, który ujrzał światło dzienne w listopadzie 2019 roku może w znacznym stopniu wpłynąć na postawę naszej drużyny w Apeldoorn?

Przyznam szczerze, że nie poczuwałam się do tego, aby komentować w mediach zaistniały w kadrze konflikt. Uznałam, że nie warto dolewać choćby kropelki oliwy do ognia, ponieważ to wszystko musi być poukładane wewnątrz zespołu. Za powołania odpowiada trener i to on na koniec będzie rozliczany z końcowego rezultatu. Obserwując bacznie od dłuższego czasu poczynania naszej reprezentacji, to uważam, że jest ona zbudowana na solidnych fundamentach. Trener musiał mocno zastanawiać się kogo powołać, a kogo nie. Czy to była dobra decyzja? To już pokaże sam wynik. Z pewnością po tej aferze nikomu nie będzie łatwo. Mamy jednak nowy rok i trzeba przewrócić kartkę na drugą stronę. Czasami dla dobra ogółu i wyznaczonego celu, jakim jest obecne olimpijski awans, pewne rzeczy powinny pójść w zapomnienie.

Odkryciem poprzedniego sezonu była niewątpliwie Magdalena Stysiak. 19-latka przebojem weszła do rozgrywek Serie A, będąc obecnie jedną z najlepszych atakujących tej ligi. Mamy prawo oczekiwać od niej jeszcze wyższego poziomu, niż ten który prezentowała choćby na mistrzostwach Europy?

Też kiedyś byłam utalentowaną siatkarką, która z przytupem weszła do reprezentacji. Oczekiwania, jakie są nakładane przez kibiców na młode zawodniczki są ogromne. Trzeba jednak wysoko stawiać sobie poprzeczkę. Gdy nie będziemy od siebie dużo wymagać, to nie będziemy robić ciągłych postępów. Mam tylko nadzieję, że to wszystko nie przytłamsiło Magdy. To na niej w głównym stopniu spoczywa obowiązek odciążania w ataku Malwiny Smarzek-Godek. Głęboko wierzę w to, że będzie dysponowała znakomitą formą. 

Bułgaria, Niderlandy (od 1 stycznia 2020 roku Holandia zmieniła oficjalnie nazwę na Niderlandy - przyp.red.), Azerbejdżan - w takiej kolejności nasze siatkarki stoczą pojedynki grupowe w Apeldoorn. Ten układ spotkań jest korzystny, czy lepiej byłoby zmierzyć się na początek np. z gospodyniami?

Wszyscy zawsze spekulują, czy lepiej byłoby zmierzyć się na początku z teoretyczne najmocniejszym rywalem, czy może tym nieco słabszym. Przy specyfice tego turnieju nie ma to absolutnie żadnego znaczenia, ponieważ chcąc uzyskać awans na igrzyska olimpijskie trzeba pokonać prawie wszystkich. Dlatego, jako były sportowiec uważam, że nie ma sensu nad tym rozmyślać. Oczywiście, że dla wygody można wejść w taką polemikę. Z praktycznego punktu widzenia jednak na przeciwników oraz układ gier nie mamy wpływu, więc trzeba dać z siebie wszystko.

Na które elementy w grze ekipy Niderlandów zwróciłaby pani szczególną uwagę? Jaki jest klucz do sukcesu z tą reprezentacją?

Wiele reprezentacji, w tym choćby "Pomarańczowe" są bardzo dobre w przyjęciu zagrywki oraz obronie, co pozwala im na skuteczne wyprowadzanie kontrataków. Przede wszystkim trzeba im utrudnić przyjęcie zagrywki do tego stopnia, aby rozgrywająca jak najwięcej biegała. W dzisiejszej siatkówce jest to klucz do ogrywania wielu zespołów. Czasami śmiejemy się kolokwialnie mówiąc "kto zagrywa, ten wygrywa" ale jest w tym sporo prawdy. Odrzucająca zagrywka jest kluczem do ustawienia szczelnego bloku i dobrej obrony. Nasze zawodniczki prezentują się w polu serwisowym naprawdę dobrze. Muszą tylko konsekwentnie realizować założenia taktyczne.

Niewygodnym rywalem w grupie może okazać się reprezentacja Azerbejdżanu, która z dobrej strony pokazała się na mistrzostwach Europy, a w kwalifikacjach interkontynentalnych dopiero po tie-breaku uległa Brazylii.

Przez dwa lata swojej kariery miałam okazję grać w Azerbejdżanie (Rabita Baku 2013-2015 - przyp. red.) i doskonale znam te zawodniczki. Potrafią być one czasami nieobliczalne i mają niekiedy mocne postanowienia w stosunku do swojego przeciwnika (śmiech). Trzeba konsekwentnie odbierać im pewność siebie i od początku grać z nimi twardą siatkówkę. Jest to specyficzny zespół, siatkarki są bardzo charakterne i do samego końca trzeba być czujnym. Z pewnością będą bardzo trudnym rywalem dla naszej drużyny.

Podczas meczu z gospodyniami turnieju, spodziewa się pani przewagi na trybunach biało-czerwonych kibiców, podobnie jak miało to miejsce w Rotterdamie podczas ubiegłorocznych mistrzostw Europy mężczyzn?

Liczę na to, że pomimo nieprzyjaznego klimatu, jaki pojawił się po zaistniałej aferze, kibice nie zapomnieli znakomitych występów naszych zawodniczek w poprzednim roku i w dużej liczbie pojawią się w Apeldoorn. Każdy kibic jest potrzebny, aby wesprzeć dziewczyny w drodze do spełnienia ich marzeń.

Która reprezentacja jest pani zdaniem największym faworytem do wywalczenia olimpijskiej kwalifikacji?

Szczerze mówiąc trudno wskazać faworyta. Ten turniej obarczony jest ogromną presją, którą prawdę mówiąc zespoły same sobie narzucają chcąc wywalczyć ten wymarzony awans. Moim zdaniem zdecydowanie łatwiej jest wytypować faworyta na mistrzostwach Europy. Każdy sportowiec marzy o występie na olimpiadzie i proszę mi wierzyć, że niektórych to marzenie może zdeprymować, a innych dodatkowo napędzić i dodać jeszcze większego zastrzyku energii. Chciałabym powiedzieć, że faworytem jest Polska, choć trudno mi w to uwierzyć. Czasami jednak lepiej przystępować do ataku z pozycji teoretycznie słabszej drużyny, gdyż nie ciąży na niej dodatkowa presja.

Według pani styczniowy termin rozgrywania takiego turnieju jest odpowiedni, czy jednak lepiej byłoby rozegrać go po rozgrywkach ligowych np. końcem maja?

Trudno jednoznacznie powiedzieć. Według mnie jednak lepiej jest przystępować do takiego turnieju w trakcie sezonu ligowego, niż tuż po jego zakończeniu, gdy każdy jest bardzo zmęczony ogromną ilością rozegranych spotkań. Jest to z góry narzucone, więc trzeba to zaakceptować. Mieliśmy święta, dziewczyny spotkały się ze swoimi rodzinami i naładowane energią mogły przystąpić do przygotowań. Mam nadzieję, że turniej w Apeldoorn będzie stał na wysokim poziomie oraz pozwoli naszym siatkarkom i nam kibicom cieszyć się z wywalczenia olimpijskiej kwalifikacji.

Czytaj także:
Siatkówka. Kwalifikacje olimpijskie Tokio 2020. Magdalena Stysiak: Mamy ważniejsze rzeczy na głowie od konfliktu
Kwalifikacje olimpijskie Tokio 2020. Milena Sadurek: Konflikty nie służą oczyszczaniu atmosfery

Czy polskie siatkarki wywalczą awans na igrzyska olimpijskie w Tokio?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

na Facebooku.

Komentarze (0):

Komentarze (0)

×
PRZEJDŹ NA WP.PL