Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Newspix / Norbert Barczyk/Press Focus / Na zdjęciu: Adam Małysz

Adam Małysz: Prezydentura? Nigdy nie mów nigdy

Paweł Kapusta
Paweł Kapusta
Po karierze nie chciałem się ścigać z panem Kulczykiem o miano najbogatszego Polaka, mieć miliardów na koncie. Nie pochodzę z bogatego domu, moim marzeniem było mieć rodzinę i nie martwić się, co włożyć do garnka - mówi w dużym wywiadzie Adam Małysz.

Paweł Kapusta, WP SportoweFakty: - Zdarzyło się panu kiedyś "załatwiać na Małysza"?

Adam Małysz: Ha! No jasne! Rzeczywiście, jest takie powiedzenie i to dość popularne. Gdy pierwszy raz o nim usłyszałem, uśmiałem się szczerze. Mam do siebie wielki dystans. Żeby ktoś wyprowadził mnie z równowagi, musiałby zażartować w naprawdę brutalny sposób.

Pytam, bo zastanawiam się, czy zdaje pan sobie sprawę, jak bardzo wszedł do świadomości Polaków. Do tradycji, języka, ogólnie do każdego, polskiego domu. W którym momencie zorientował się pan, że w małyszomanii nie chodziło tylko o skoki? Że rywalizacja między Małyszem a Hannawaldem czy Schmittem wychodziła daleko poza skocznię?

Wiedziałem o tym w zasadzie od samego początku. Czułem, że stało się to sprawą narodową. Ze względów historycznych zawsze czujemy, że musimy o wszystko walczyć. I stąd później wielka - nie powiem nienawiść, bo to przesada - ale jednak niechęć kibiców do rywali, o których pan wspomniał. Każdy gest, szczególnie ze strony Hannawalda, który cieszył się zawsze w sposób agresywny, powodował jeszcze większą złość. I dlatego Hannawald w Polsce był wrogiem numer jeden, a sam nie mógł zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Ogólnonarodowa wiara we mnie, uwaga z jaką śledzono każdy mój ruch, każdy skok - to napawało mnie dumą, dodawało skrzydeł.

W tamtym okresie nie mieliśmy żadnych sukcesów, byliśmy sportowo nadzy.

Polacy masowo pokochali skoki, pokochali mnie, bo w piłce nożnej, siatkówce nie było czego świętować. A tu nagle nie dość, że pojawił się gość, który zaczął wygrywać, to jeszcze w atmosferze i klimacie rywalizacji polsko - niemieckiej. Konkursy w Zakopanem, na których pojawiały się dziesiątki tysięcy kibiców, to było niebywałe doświadczenie, ale najbardziej dowartościowany czułem się poza granicami kraju. Gdy startowałem w Niemczech, Stanach Zjednoczonych czy nawet Japonii i widziałem te wszystkie flagi, tłumy Polonii, która zjechała z najdalszych zakątków danego kraju pod skocznię, czułem się wspaniale. Czułem się Polakiem przez wielkie P. I w drugą stronę też to działało - Polonia czuła dumę dzięki mnie. To skomplikowany temat. Od zawsze traktowano nas tak, że jeśli Polak jedzie już za granicę, to na pewno po to, żeby Niemcowi ukraść samochód albo rower. Szedłeś do roboty, remontowałeś komuś dom, ale miejscowy mógł cię "wycykać", kopnąć w tyłek i powiedzieć, że robiłeś na lewo i nic ci nie zapłaci. Czasy się zmieniły. Polacy zrozumieli, że jesteśmy narodem, który ma prawo wymagać i wymaga, bo nie jest gorszy od Niemców, Austriaków czy Norwegów.

Czuje się pan odpowiedzialny za tę przemianę?

W jakimś zakresie na pewno. Nie było wcześniej sportowca, który tak bardzo zjednoczyłby Polaków i udowodnił, że umiemy, że możemy, dajemy radę i coś znaczymy. Byłem świadomy, że tworzę historię.

Plastrony, które przywiozłem ze swojego pierwszego Turnieju Czterech Skoczni odgrywały ważną rolę w maluchu mojego szwagra. Zawiesił je sobie na oknach, żeby go słońce nie raziło. Ale później zdjął je i naciągnął na siedzenia. Wtedy była u nas taka moda, że każdy chciał mieć plastron jako pokrowiec. Jechałeś dumny przez miasto, ludzie na ciebie patrzyli i mówili: - O, patrz, pewnie jakiś skoczek!


Były też ciemne strony małyszomanii. Bardzo doskwierały?

Nasz dom stoi odsłonięty, widać go z głównej drogi. Był taki moment, że pod płot masowo przyjeżdżały autokary, wysiadali z nich ludzie z aparatami, robili zdjęcia. Świętej pamięci teść, który był wtedy na rencie, siadał przy oknie, ćmił papieroska, liczył wycieczki i gdy byłem na konkursach poza Polską, dzwonił wieczorem i zdawał mi relację: - No Adam, dzisiaj to było 30 autokarów. Albo: - Dziś to były tylko 23 autokary!

Denerwowało to pana?

Nie miałem nic przeciwko, jeśli ktoś przyjechał, wyszedł z samochodu, zrobił zdjęcie i odjechał. Takich sytuacji były tysiące. Denerwowało, gdy ktoś przychodził do mnie do domu, dzwonił do drzwi i mówił: - Dzień dobry, przyszedłem zobaczyć puchary Adama Małysza. A takie coś też miało miejsce, ludzie nie rozumieli, że przychodzą jednak do mojego domu, zakłócają życie prywatne. Musiałem się też pogodzić, że gdy jechałem z żoną na zakupy, ona latała z wózkiem po sklepie, a ja stałem dwie i pół godziny przed sklepem i non stop podpisywałem kartki, robiłem sobie z kimś zdjęcia, uśmiechałem się, odpowiadałem na pytania. Trudno mi było odmawiać. Proszę sobie wyobrazić, że wchodzi pan do marketu, a za panem jak cień podąża grupa 40 osób. Nie na zakupy, tylko z wyciągniętymi kartkami, chcący autografu.

Kiedyś przyjechała pod pana dom wycieczka i padło pytanie do robotników w ogrodzie: - A Małysz to dzisiaj będzie?

Tak, a tymi robotnikami byliśmy ja ze szwagrem. Robiliśmy takie betonowe ogrodzenie, kojec dla psa. Szwagier mieszał beton, ja trzymałem słupek, żeby był prosto. Ustawiłem się tyłem do drogi, gdy podjechał autokar i wylała się z niego wycieczka. Wiedziałem, że nie mogę się odwrócić, bo wtedy momentalnie będą robione zdjęcia. No więc stoję tyłem i słucham rozmowy kibica z moim szwagrem:
- Panie, a pan tu u Małysza pracuje, nie?
- Tak, pracuję.
- A Małysz to dzisiaj będzie? Jest w domu?
- Nie wiem, panie, ja tu tylko pracuję.
- A co pan tu robi?
- Płot.
- A po co ten płot?
Szwagier już nie mógł wytrzymać i mówi:
- A co to pana obchodzi, po co ten płot?
- No bo tak, tutaj już jeden stoi, a tam pan zaraz obok drugi robisz?!
Wszystko chcieli wiedzieć. W końcu powiedziałem szwagrowi, żeby się już nie odzywał, bo jak wda się w dalszą dyskusję, to jeszcze trzy dni będą tu stać.

Mówi pan o zjednoczeniu Polaków. Co niedziela rodziny siadały do obiadu i zapraszały do stołu Adama Małysza. Gdy dziś widzi pan podział w społeczeństwie, wyrwę dzielącą jednych od drugich, to co pan sobie myśli? Nie jest panu szkoda, że politycy tak bardzo popsuli to, co między innymi pan mozolnie budował?

Trudno jest mi się na ten temat wypowiadać. Zawsze starałem się być apolityczny i wolałbym, żeby tak zostało. Na przestrzeni ostatniej dekady miałem wiele propozycji - przystąpienia do partii, startu w wyborach. Zawsze mówiłem, że w politykę mieszać się nie będę. Sport powinien być ponad podziałami.

Nigdy nie pomyślał pan o starcie w wyborach prezydenckich? Gwiazdorska kariera, miłość Polaków, zero afer przez dwie dekady - zwycięstwo w cuglach!

Proszę pana, ja to się pół roku zastanawiałem, czy przyjść do pracy w związku narciarskim, a co dopiero to... Nie wiem, czy miałbym jakieś szanse, gdybym wystartował, choć prawdą jest, że przez karierę przeszedłem bez afer, nieporozumień, konfliktów. Z drugiej strony nigdy nie wiesz, co cię w życiu czeka. Przecież gdy byłem skoczkiem, w życiu bym nie powiedział, że wystartuję w rajdzie Dakar. Później, gdy jeździłem w rajdach, nigdy nie przypuszczałem, że przyjdę do związku i będę pracował na takim stanowisku. Nigdy nie mów nigdy.

Na kolejnych stronach przeczytasz między innymi, jak Adam Małysz chował się przed dziennikarzem w szafie, dlaczego musiał spać podczas turnieju Czterech Skoczni w jednym łóżku z trenerem Mikeską i Wojciechem Skupniem oraz dlaczego chciał kończyć karierę po Igrzyskach Olimpijskich w Nagano.

ZOBACZ WIDEO Oceniamy medalowe szanse polskich skoczków na IO. "Największe są w drużynówce"


Czy Adam Małysz to najwybitniejszy sportowiec w historii Polski?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (32):

  • jotwu Zgłoś
    Prezydentem? Ktoś tu na głowę upadł.Już jednego mieliśmy po zawodówce ukończonej w POM /.dla nie kumatych;POM to peerelowski Państwowy Ośrodek Maszynowy,gdzie remontowano głównie
    Czytaj całość
    maszyny rolnicze/.Był też drugi,który nawet błędy ortograficzne robił.Trzeci z kolei chorował ciągle na filipińską chorobę
    • Henry Silva Zgłoś
      Niech ten Adam raczej juz narty woskiem smaruje i kubel zimnej wody na glowe sobie wyleje,bo umre ze smiechu
      • AdamwS Zgłoś
        Jak powiedział pan Adam na "prezydenta się nie nadaję" i bardzo dobrze! Ze swoim doświadczeniem służy pomocą jako dyrektor sportowy w PZN. Tylko sport.Polityka nie jest do tego potrzebna
        Czytaj całość
        i niech tak pozostanie ponad podziałami.
        Wszystkie komentarze (32)

        Komentarze (32)

          Wszystkie komentarze (32)
          PRZEJDŹ NA WP.PL