WP SportoweFakty

Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Facebook / Na zdjęciu: zawodnicy Zagórskiego Klubu Narciarskiego

Zagórski klub Sokół walczy o przetrwanie. Młodzi skoczkowie proszą o pomoc

Barbara Toczek
Barbara Toczek
Skoczkowie z Podkarpacia biją na alarm. Klub Sokół z Zagórza jest w poważnych tarapatach, a oni nie mają pieniędzy na sprzęt i wyjazdy na zawody.

Dawid Groszek ma 18 lat, chodzi do technikum o profilu mechatronicznym i jest skoczkiem narciarskim. Jest, choć uprawianie tej dyscypliny na Podkarpaciu, skąd pochodzi, to wciąż karkołomne zadanie. Na trening musi dojeżdżać ponad 80 kilometrów, do dyspozycji ma tylko jeden niewielki obiekt, a klub ZKN Sokół, którego jest wychowankiem, nie jest w stanie zapewnić tego, bez czego zawodnik "na serio" traktujący sport i treningi, nie może się obejść.

- W klubie brakuje sprzętu lub jest go zdecydowanie za mało dla wszystkich zawodników. Aby startować w zawodach cyklu Lotos Cup, musi być on dopasowany do konkretnych wytycznych, co powoduje, że każdy z nas musi posiadać własny sprzęt. To są duże koszty - mówi Dawid.

Okazuje się, że gdyby nie zaangażowanie zawodników i pomoc osób, którym rozwój sportu nie jest obojętny, wychowankowie klubu musieliby się pożegnać ze zgrupowaniami i konfrontacją w konkursach. - W tym roku Panu Józefowi Habratowi (dziadkowi jednego z kolegów) udało się pozyskać pieniądze na obozy z MSiT, za co dziękuję. To nam bardzo pomogło, mieliśmy możliwość trenowania na większych obiektach przez kilka dni pod rząd, a nie tylko tak, że przyjeżdżamy na zawody bez żadnych skoków - tłumaczy 18-latek.

ZOBACZ WIDEO Adam Małysz o sędziach: muszą oceniać według swoich reguł

Z tym przyjeżdżaniem też jest kłopot. Rozwiązałby go bus, którego klub… nie ma. Jego brak jest dla skoczków bardzo dotkliwy. - Dotychczas, aby uczestniczyć w zawodach, przeważnie klub musiał wynajmować busa i za niego płacić. Własny samochód pozwoli nam częściej trenować na większych obiektach mniejszym kosztem. Większość zawodników klubu dojeżdża na treningi od 40 do nawet 150 km - tłumaczy Dawid, dodając: - Zdarza się też tak, że czasem jeździmy na zawody lub jakiś krótszy trening za swoje pieniądze.

Zdesperowani skoczkowie, którzy nie chcą rezygnować z uprawiania ukochanego sportu, postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. W Internecie zorganizowali zbiórkę, a za zgromadzone środki chcą zakupić odpowiedni samochód. - Nie zawsze 2,5-metrowe narty da się wnieść do pociągu czy autokaru. Naszym celem jest zakup busa, który znacznie uprościłby nam dojazdy na zawody lub treningi na większych obiektach - czytamy w opisie "zrzutki". 

Zwrócenie się z prośbą o pomoc do internautów było dla zawodników jedynym wyjściem. Choć dużo się mówi o rozwoju i wspieraniu skoków narciarskich w Polsce, ZKN Sokół, który liczy 15 skoczków z ważnymi licencjami PZN (10 z nich reprezentuje go w zawodach), zdany jest sam na siebie.  

- Niestety, nie mamy żadnego wsparcia od sponsorów, jedynie drobne pieniądze z gminy, oraz z tego co wiem, za udział w ostatnim cyklu Lotos Cup klub otrzymał jeden komplet sprzętu do skoków i biegów - tłumaczy Dawid, po czym dodaje: - Mam nadzieję że się to zmieni w najbliższej przyszłości i skoki na Podkarpaciu zrobią duży krok do przodu.

Zrobią? Oby. Historia pokazała jednak, że nawet spory sukces na mistrzostwach Polski skoczka z Podkarpacia, Adama Rudy (w 2014 roku pokonał on m.in. zawodników takich jak Dawid KubackiMaciej Kot, Stefan Hula), niezbyt podreperował sytuację tamtejszych klubów (wówczas działał także klub ZTS Zakucie Zagórz, którego reprezentantem był Ruda). Najbardziej tracą na tym młodzi skoczkowie, a już za kilka lat - polskie skoki. Wiek naszych reprezentantów skaczących w Pucharze Świata oscyluje wokół "trzydziestki", a jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie, młodziutcy i ambitni zawodnicy prędzej czy później zniechęcą się walką o możliwości rozwoju.

Adam Ruda, zapytany niedawno, czy jego kariera potoczyłaby się w inaczej, gdyby był wychowankiem innego klubu, odparł: - Myślę, że tak. Jak każdy wie, skoki na Podkarpaciu są daleko, daleko w tyle jeśli chodzi o rozwój. Po pierwsze brakuje tu skoczni, za czym idzie brak zawodników, trenerów... A na przykład Zakopane, Szczyrk czy Wisła? Tam kreci się cały skokowy świat w Polsce. 

Szczęśliwie, skoczkowie z Podkarpacia, jak na sportowców przystało, na razie nie zamierzają się łatwo poddać. Choć do sytuacji uprawianej przez nich dyscypliny jak ulał pasuje hasło: "Ratujmy, co się da", oni aspiracjami i determinacją nadrabiają wszelkie braki. - Wydaje mi się, że sytuacja w większości klubów jest trudna, ale spora część ma jakichś większych lub mniejszych sponsorów. U nas jest ciężko, ale moim zdaniem głównie dlatego, że chcemy się rozwijać i startować w różnych zawodach na dużo większych skoczniach. Za tym idą duże koszty transportu, noclegu i nie tylko – tłumaczy Dawid Groszek. 

Jak zapewnia, rozstanie się z ich ukochanym sportem byłoby dla niego i jego kolegów prawdziwą ostatecznością. - U nas w klubie nikt jeszcze nie zrezygnował ze skoków. Każdemu jest niełatwo, ale musimy sobie jakoś radzić. Tak jak wspomniałem, nawet swoimi osobistymi pieniędzmi, ponieważ jest to nasze największe hobby. Tego nie da rady ot tak zostawić - mówi na koniec skoczek.

Zbiórkę na zakup busa można wesprzeć tutaj.

Czy uda się poprawić sytuację skoków narciarskich na Podkarpaciu?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (1):