Najnowsze Wyniki/Kalendarz

Polska tuż za Niemcami - wywiad z Dariuszem Szumacherem, prezesem Polskiej Superligi Tenisa Stołowego

Łukasz Czechowski
Łukasz Czechowski
- Jeśli brać pod uwagę potencjał dwóch najlepszych drużyn, to myślę, że bylibyśmy na trzecim/czwartym miejscu w Europie - mówi prezes Polskiej Superligi Tenisa Stołowego Dariusz Szumacher.

15 września spółka Polska Superliga Tenisa Stołowego będzie miała cztery lata. Jak pan podsumuje ten okres?

Dariusz Szumacher : Spółka bardzo się rozwinęła przez ten czas. To oczywiście wymagało ciężkiej pracy. Polska Superliga Tenisa Stołowego powstała w czasach dekoniunktury na rynku gospodarczym. Kryzys utrudniał i nadal utrudnia właściwy rozwój wielu przedsiębiorstw. Mimo to, uważam, że Spółka dobrze funkcjonuje na rynku. Realizujemy coraz więcej projektów. Efekty działalności mogłyby być znacznie lepsze, ale kryzys gospodarczy nie pozawala na realizację wszystkich zamierzonych celów. Zajmujemy się głównie promocją tenisa stołowego, a nie ukrywajmy, że do tego celu niezbędne jest pozyskanie sponsorów. Niewątpliwym sukcesem jest fakt, że udało nam się nawiązać współpracę z marką Wschodzący Białystok. To ponadstandardowy przykład sponsoringu, ponieważ miasto nam zaufało i powierzyło część swojej promocji poprzez tenis stołowy. Dzięki tej współpracy możemy realizować strategię rozwoju Ligi.

Jakiego typu przedsięwzięcia podejmowane przez Superligę ma pan na myśli?

-Bardzo cieszę się z innowacyjnych zmian w rozgrywkach, jak np. zaangażowanie dodatkowych osób do ich realizacji. Mam tu na myśli m.in. dzieci do podawania piłek. Jest to niespotykane w Europie. Dwójka młodych ludzi podaje piłki sędziemu, który z kolei przekazuje je zawodnikom. To niewątpliwie efektownie wygląda, ale przede wszystkim likwiduje niepotrzebne przestoje w grze. Ponadto cały czas pracujemy nad poprawą jakości widowisk. Mieliśmy już transmisje telewizyjne. Będziemy je kontynuować w sieci poprzez kanał internetowy Superligi. Wierzę, że najbliższy sezon będzie już sporym krokiem do przodu.

Jak już pan wspomniał, Spółka kontynuuje współpracę z marką Wschodzący Białystok. Co to oznacza dla obu stron i jakie przynosi zmiany?

- Jak już mówiłem, niezmiernie cieszę się z tego faktu. Pozyskanie sponsora jest kluczowe dla rozwoju tej dyscypliny. Nie jesteśmy tu wyjątkiem, to samo dotyczy innych dziedzin sportu. Jeżeli chodzi o zmiany w porównaniu z ubiegłym sezonem to zmniejszamy zaangażowanie finansowe w transmisje telewizyjne. Tworzymy nową platformę telewizji internetowej, w której będzie można oglądać mecze w każdej kolejce. Bardziej zaangażujemy się w planowanie działań marketingowo-komunikacyjnych, które mam nadzieję przyniosą większą rozpoznawalność Ligi. Muszę tu zaznaczyć ,że nie promujemy samej marki, ale całą dyscyplinę. Można pokusić się o stwierdzenie, że wyręczamy w tym Polski Związek Tenisa Stołowego. Mam nadzieję, że Związek to zauważy i doceni.

Jak ocenia pan wartość sportową i organizacyjną Ligi?

-
Jeśli brać pod uwagę potencjał dwóch najlepszych drużyn, to myślę, że bylibyśmy na trzecim/czwartym miejscu w Europie. Ale jeśli spojrzymy na siłę klubów całej Ligi, to ustępujemy tylko niemieckiej Bundeslidze. Superliga gwarantuje najwyższy poziom rozgrywek tenisa stołowego w kraju. W klubach grają zdolni zawodnicy, którzy dodatkowo trenują pod okiem doświadczonych instruktorów. Dlatego zbliżający się sezon rozgrywkowy, na pewno przyniesie mnóstwo pasjonujących pojedynków. Polska Liga niczym nie ustępuje np. mocnej Lidze francuskiej czy rosyjskiej. Tam są dwa może trzy zespoły, z którymi możemy toczyć wyrównaną walkę. Z ich pozostałymi drużynami możemy spokojnie wygrywać. A należy pamiętać, jak wysokimi budżetami mogą poszczycić się kluby z tych krajów. Może organizacyjnie funkcjonują trochę lepiej. Ale nad tym również pracujemy na rodzimym gruncie.

Do Superligi angażowani są coraz częściej, znani i cenieni gracze z Europy i świata. Dlaczego?

- Zmienia się patrzenie na Polskę i na nasze kluby tenisa stołowego. Jesteśmy odbierani jako poważni i solidni partnerzy, co jeszcze kilka lat temu nie było takie oczywiste. Kiedyś oczekiwania finansowe, były zbyt wysokie w stosunku do realiów panujących w Lidze. Oferowane przez nas stawki nadal nie należą do najwyższych, ale zawodnicy wiedzą, że jesteśmy wypłacalni i że nie ryzykują, przyjeżdżając tutaj. Polska otworzyła się na świat i na Europę, a z kolei te otworzyły się na nasz kraj. Już nie trzeba płacić zawodnikom dwa razy więcej niż np. w Niemczech czy we Francji, żeby tu występowali. Działa to na korzyść Superligi. Dzięki temu możemy pozyskać zawodników, od których pozostali członkowie drużyny mogą się wiele nauczyć. Widzę, że zaczyna to działać coraz lepiej.

Jaki potencjał ma Superliga i tenis stołowy?

 - Przyznam nieskromnie, że ogromny. Z badań wynika, że ponad 60 procent Polaków miało styczność z tenisem stołowym. W środowisku mamy około 30 tys. licencji zawodniczych, kilkaset klubów i bardzo rozwiniętą dyscyplinę na poziomie amatorskim. W szkołach, halach sportowych, świetlicach czy nawet w budynkach straży pożarnej stoją stoły do tenisa stołowego. Popularne są rozgrywki szkolne, w które chcemy się włączyć. Opracowaliśmy już specjalny projekt "Mini Superliga". Dyscyplina zdecydowanie ma potencjał. Może brak sukcesów lub słaba promocja tych, które były i są, przez całe środowisko, spowodowały, że tenis stołowy jest postrzegany jako sport świetlicowy. Mało jest go w mediach, a przez to nie myślą o nim kibice. Chcemy sprawić, że na trybunach będzie ich wielu, a Superliga będzie poważnie traktowana na rynku sportowym. Myślę, że podejmujemy działania w dobrym kierunku.

Na czym polega projekt "Mini Superliga"?

- Będzie on realizowany we współpracy ze szkolnym związkiem sportowym. Superliga włączy się w promocję rozgrywek w tenisa stołowego wśród dzieci w szkole podstawowej i młodzieży gimnazjalnej. Na początku będzie to współpraca PR, na poziomie finałów wojewódzkich i ogólnopolskich. Prawdopodobnie również będzie to pomoc organizacyjna. Najważniejsza jest promocja od podstaw, czyli od amatorów – to oni są potencjalnymi zawodowcami.

Jakie są plany rozwoju Polskiej Superligi Tenisa Stołowego?

 - Naszym celem jest wprowadzenie nowych reguł i przystosowanie ich do tej dyscypliny. Istotna jest kwestia infrastruktury, rozwoju wokół klubów. Tutaj jest jeszcze sporo do zrobienia. Planujemy uruchomienie kolejnych procesów komunikacyjnych i marketingowych, głownie za pomocą internetu. W najbliższym sezonie przeprowadzimy transmisję z 25 meczów w rundzie, czyli 50 w całym sezonie. Każda z nich będzie trwała dwie i pół godziny. To daje 125 godzin transmisji. Chcemy również stworzyć aplikację na telefon. Niedawno wprowadziliśmy również nowy, zaostrzony regulamin dotyczący warunków i hal, w jakich rozgrywane będą mecze. Był on już zatwierdzony na ostatnim zebraniu akcjonariuszy. Będziemy również starali się, rozwijać ofertę Superligi o nowe aktywa takie jak: „Mecz Gwiazd” oraz „Superpuchar” i tworzyć kolejne.

Jest pan prezesem Polskiej Superligi Tenisa Stołowego i prezesem Bogorii Grodzisk Mazowiecki. Ciężko pogodzić obowiązki?

- To duża odpowiedzialność. Staram się łączyć te funkcje najlepiej, jak potrafię, ale muszę przyznać, że czasami nie jest to łatwe. Zawsze może znaleźć się osoba, która powie, że faworyzuję Bogorię kosztem Superligi. To jednak ryzyko, które podjąłem świadomie. Tenis Stołowy to moja pasja i jestem dumny, że mogę reprezentować zarówno klub, jak i całą Superligę. Prowadzę również własną firmę i nie ukrywam, że czasem ciężko mi się odnaleźć w natłoku zajęć. Jednak czerpię satysfakcję z tego, co robię, a to motywuje mnie do dalszej pracy.

Jaka będzie według pana pierwsza czwórka drużyn Wschodzący Białystok Superligi w sezonie 2013/2014?

- Moim zdaniem wysokie pozycje w rankingu zajmą kluby z Jarosławia, Grodziska Mazowieckiego, Bytomia i Grudziądza. Trudno będzie wyłonić drużyny, które zmierzą się w finale, ponieważ wszyscy zawodnicy są bardzo zaangażowani i nastawieni za zwycięstwo.

Rozmawiał: Dawid Szajna

Komentarze (0):

Komentarze (0)

PRZEJDŹ NA WP.PL