Najnowsze Wyniki/Kalendarz

WTA Ad-Dauha: Drugi ćwierćfinał Radwańskiej w sezonie, krecz Lucić-Baroni

Piotr Wróbel
Piotr Wróbel
Pierwsze spotkanie pomiędzy Agnieszką Radwańską a Mirjaną Lucić-Baroni nie zostanie pozytywnie zapamiętane przez Chorwatkę, która doznała kontuzji pleców. Polka wygrała 6:4, 0:1 i krecz.

Mirjana Lucić-Baroni pechowo zakończyła zmagania z Agnieszką Radwańską. Chorwacka kwalifikantka odgrywając slajsa doznała kontuzji pleców, która uniemożliwiła jej grę z turniejową "dwójką". Jest to tym bardziej pechowa informacja dla tej tenisistki, gdyż jej gra wyglądała całkiem dobrze, nie psuła każdej piłki nadlatującej ze strony krakowianki. Trzeba też obiektywnie przyznać, że nie był to najlepszy występ 24-latki. Na korcie była ospała, za często oddawała inicjatywę i wkładała zbyt mało energii w uderzenia z głębi kortu.

Pierwsze punkty były wzajemnym rozpoznaniem się tenisistek. Radwańska wygrała gem otwarcia dzięki serii bardzo dobrych pierwszych podań. Tego zabrakło w arsenale Lučić-Baroni i po pięciu minutach Polka prowadziła 2:0. Przewagę podwyższyła pierwszym asem serwisowym. Gra Isi wyglądała bardzo pewnie, nie było widać większych "dziur" i nawet drugie podanie nie było kopalnią punktów dla Chorwatki. Półfinalistka Wimbledonu 1999 swoje najlepsze zagrania pokazała w kolejnym gemie, dzięki czemu wygrała swój serwis do zera. Nie trwało to jednak długo i krakowianka pewnie prowadziła 4:1 po niespełna kwadransie.

Należy oddać 110. w rankingu tenisistce, że w swoich gemach serwisowych grała naprawdę przyzwoicie, prowadziła pewnie wymiany w szybkim tempie. To zmotywowało ją do lepszej gry przy podaniu Polki i odrobiła stratę przełamania. Kwalifikantka nabrała wiatru w żagle i świetnie radziła sobie z zagraniami mało aktywnej na korcie krakowianki. Oddawanie inicjatywy przez Radwańską niemal kosztowało ją kolejne przełamanie. Pomogła przy break poincie siatka, która sprzyjała turniejowej "dwójce". Dobra kontra bekhendowa dała prowadzenie 5:4. W dziesiątym gemie Isia miała trzy piłki setowe, których nie wykorzystała przez brak agresji w wymianach. Seta zakończyła dopiero za czwartą szansą, gdy Lučić-Baroni popełniła dwa błędy forhendowe.

W trwającym 44 minuty secie Chorwatka popełniła 13 niewymuszonych błędów, ale zagrała aż 19 piłek kończących. Z kolei pasywna na korcie Radwańska skończyła bezpośrednio osiem piłek, a zepsuła cztery. Kluczem do triumfu w tej partii był wysoki procent pierwszego podania. Turniejowa "dwójka" trafiała na poziomie 74 proc. zaś jej rywalka 55 proc. Lučić-Baroni w pewnym momencie wygrała wszystkie piłki po pierwszym serwisie.

Początek drugiej odsłony nie zwiastował żadnych zmian w grze Polki. Ciągle okopana za linią końcową czekała na błędy, których nie popełniała Chorwatka. Drugi as dał obronę break pointa. Drugiego już się Isi nie udało uratować i tę partię rozpoczęła źle. Niestety dla fanów chorwackiej zawodniczki po zagraniu slajsa w siatkę pojawił się na jej twarzy grymas bólu. Mecz został przerwany, a na korcie pojawił się lekarz, który zbadał plecy kwalifikantki. Chorwatka próbowała jeszcze powalczyć po przerwie medycznej, lecz ból okazał się zbyt silny. Przy siatce Polka przekazała wyrazy współczucia swojej rywalce, która przez 63 minuty pojedynku walecznie próbowała pokonać jedną z głównych faworytek do zwycięstwa w Qatar Total Open.

Mecz zakończył się ze statystykami: 21 winnerów i 20 błędów niewymuszonych po stronie Lučić-Baroni, dziewięć winnerów i sześć zepsutych piłek po stronie Radwańskiej. W pomeczowym wywiadzie Radwańska z żalem wypowiedziała się o przedwczesnym końcu batalii: - Grałam z Mirjaną po raz pierwszy w karierze. Szkoda, że odniosła tę kontuzję, grała bardzo dobrze. Następnie odniosła się do słów spikera, który postawił ją w roli głównej faworytki do wygrania całego turnieju. Polka, krótko skwitowała: - Jest tu kilka naprawdę dobrych zawodniczek, zwycięstwo w turnieju będzie bardzo trudne.

Niewątpliwą niespodzianką dla Isi było ostatnie pytanie pomeczowego wywiadu. Zapytana o to, czy obchodziła Walentynki, odpowiedziała twierdząco. Następnie zapytana o to, czy obchodziła to święto w stolicy Kataru, zaprzeczyła. Wtedy na korcie zjawił się mały chłopiec, który wręczył Radwańskiej walentynkę. Polka serdecznie się uśmiechnęła i przytuliła młodzieńca. Po meczu podarowała mu piłkę z autografem.

Kolejną przeciwniczką krakowianki będzie Yanina Wickmayer. Belgijka po serii słabych meczów odnalazła lepszą formę i pokonała kolejno Andreę Petković, Karolinę Woźniacką, a w 1/8 finału rozprawiła się z Janą Cepelovą 1:6, 6:2, 6:0 w godzinę i 38 minut. Radwańska i Wickmayer zmierzą się ze sobą po raz piąty. Polscy kibice z pewnością najlepiej pamiętają spotkanie Pucharu Federacji z 2010 roku, kiedy to Belgijka po fantastycznym meczu pokonała Polkę 1:6, 7:6(6), 7:5, broniąc trzech piłek meczowych. Oczywiście od tego czasu wiele się pozmieniało i to krakowianka będzie faworytką ćwierćfinałowego spotkania. Stawką jest nie tylko awans do 1/2 finału, ale też powrót Radwańskiej do grona trójki najlepszych zawodniczek rankingu, w której nie była od prawie półtora roku.

Pojedynek Radwańskiej z Wickmayer rozegrany zostanie w piątek jako czwarty w kolejności na korcie centralnym, nie przed godz. 18:00 czasu polskiego.

Qatar Total Open, Ad-Dauha (Katar)
WTA Premier 5, kort twardy, pula nagród 2,446 mln dolarów
czwartek, 13 lutego

III runda gry pojedynczej:

Agnieszka Radwańska (Polska, 2) - Mirjana Lučić-Baroni (Chorwacja, Q) 6:4, 0:1 i krecz

Jesteśmy na Facebooku. Dołącz do nas!Na Twitterze też nas znajdziesz!

ATP Rotterdam: Brawura Jerzego Janowicza wzięła górę nad rutyną Tommy'ego Haasa

na Facebooku.

Komentarze (11):

  • ort222 Zgłoś
    Wg mnie SF na tle innych popularnych portali jak sport kropka pl eurosportonet, sa duzo lepsze i w opisach przed meczowych i po meczu. Wiadc ze sie duzo bardziej przykladaja do swojej pracy.
    • ort222 Zgłoś
      A to widziane od strony biografii Graf. "Seles miała wkrótce pokrzyżować plany mistrzyni. Graf bez problemów wygrała kilka imprez w pierwszej połowie roku 1990, będąc niepokonaną aż
      Czytaj całość
      do maja. Wtedy to przed niemiecką publicznością w Berlinie Steffi uległa Seles w fazie półfinałów, tracąc do niej wyraźnie. Sytuacja powtórzyła się w finale French Open. Do końca roku nie grały już ze sobą, a Niemka wciąż dominowała w rozgrywkach światowych. Rok 1991 nie rozpoczął się po myśli Graf, która przegrała szybko w Melbourne z Janą Novotną. Następnie odpadła w drugim meczu w Tokio z Sabatini. Na Argentynkę trafiła w dwóch kolejnych finałach i również nie poradziła sobie z nią. W pozostałych Wielkich Szlemach przytrafiły się Niemce niespodzianki typu przegrana z Navrátilovą czy z Sánchez Vicario. Ostatecznie wygrała jeden turniej z tej serii, Wimbledon w ktorym nie grala Seles(trzy pozostałe padły łupem Seles). Steffi straciła pozycję liderki rankingu tenisowego. W roku 1992 Graf stała się tłem dla wyśmienicie grającej Jugosłowianki, która to czterokrotnie awansowała do finałów imprez wielkoszlemowych. Tradycyjnie już zawodniczce z Mannheim przypadła w udziale korona Wimbledonu, poza tym wicemistrzostwo French Open (8:10 z Seles w trzecim secie). Zdobyła srebrny medal igrzysk olimpijskich w Barcelonie, nie dając rady Jennifer Capriati. Powróciła do gry w roku 1993, choć porażka w finale Australian Open zapowiadała kontynuację dominacji Seles. Pamiętne zdarzenie z Hamburga, w którym napadnięto na tenisistkę z Nowego Sadu, wykluczyło ją na długie lata z rozgrywek i przerwało karierę. Należy dodać, że na Monicę napadł kibic Graf, nie mogący pogodzić się z porażkami swojej ulubionej zawodniczki. Tak czy inaczej, od French Open 1993 do Australian Open 1994 Niemka ustanowiła drugiego swojego Niekalendarzowego Wielkiego Szlema. Po Roland Garros powróciła na pierwsze miejsce w rankingu".
        Wszystkie komentarze (11)

        Komentarze (11)

        ×
          Wszystkie komentarze (11)
          PRZEJDŹ NA WP.PL