Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Newspix / Jacek Ufnal/FOTOPYK / Erwin I. podczas meczu Krajowej Ligi Zapaśniczej, w lutym 2017 r.

O tej sprawie mówi całe miasteczko. 12 policjantów nie mogło obezwładnić sportowca

Marek Bobakowski
Marek Bobakowski
Erwin I. miał miejsce w szerokiej kadrze zapaśników "Tokio 2020", był medalistą mistrzostw Polski, startował w zawodach międzynarodowych. W ciągu kilku minut jego kariera legła w gruzach. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Lubsko. Mała miejscowość (ok. 14 tysięcy mieszkańców) przy zachodniej granicy Polski. Spokój, leniwie płynący czas, wręcz nuda. Jak w wielu podobnych miasteczkach. Tak było do 18 września 2017...

Rambo z Lubska

Przed tygodniem dyżurny lokalnego komisariatu odebrał zgłoszenie o rodzinnej awanturze. Godzina 15. Sprawa, jakich dziesiątki. Wysłano patrol. Policjanci zapukali do drzwi, w środku zastali dwóch kłócących się braci, konkubinę jednego z nich wraz z małym dzieckiem. Na początku poprosili o dokumenty. Jeden z braci - znany zapaśnik, reprezentant Polski, medalista mistrzostw kraju, osoba w Lubsku powszechnie znana - odmówił. Ten, który wezwał patrol, pokazał dokumenty. Doszło do słownej sprzeczki z funkcjonariuszami, a potem się zaczęło.

Sportowiec jednemu z policjantów złamał nos, a drugiego mocno poturbował. Zabrał mu pałkę i okładał go na oślep. Sytuacja była coraz groźniejsza. Na miejsce wezwano pięć kolejnych patroli, czyli dziesięciu policjantów. - Erwin I. najprawdopodobniej chciał się oddalić z miejsca zdarzenia, bo przez wezwane posiłki został złapany już na podwórku - mówi WP SportoweFakty rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze, Zbigniew Fąfera.

Przed budynkiem doszło do kolejnej konfrontacji. Świadkowie mówią nieoficjalnie, że zapaśnik wpadł w szał, policjanci próbowali go obezwładnić gazem, ale on kolejno ich bił. W lokalnej prasie pojawiło się nawet określenie "Rambo z Lubska". - Panie, bo to tak wyglądało - twierdzi jeden ze świadków, do którego udało nam się dotrzeć. - Był w amoku, myślałem, że ich wszystkich wykończy i ucieknie.

ZOBACZ WIDEO Miłka Raulin chce wejść na Mount Everest

W końcu udało się obezwładnić ważącego ok. 100 kilogramów zapaśnika. - Nie użyto broni palnej - ucina wszelkie spekulacje Fąfera.

Kilku policjantów trafiło do szpitala (złamany nos, liczne rany, otarcia, stłuczenia). Zostali poddani specjalistycznym badaniom. Na całe szczęście żaden z nich nie musiał być dłużej hospitalizowany. Niektórzy poszli na L-4, inni już wrócili do pracy.

Mógł jechać do Tokio

Erwin I. został aresztowany na trzy miesiące. Zbadano go na obecność alkoholu i narkotyków. Wynik? - Czekamy, zazwyczaj to ok. dwóch-trzech tygodni - usłyszeliśmy w prokuraturze. - W połowie października będziemy mieli jasność.

Czy ewentualny wynik pozytywny pomoże sportowcowi? - W żadnym wypadku - twierdzi Fąfera. - To znaczy, że jak ktoś jest pijany, to może bić policjantów i potem liczyć na łagodniejszy wyrok? Przecież to bezsens. Dla mnie sprawa jest bardzo prosta. To była czynna napaść i z artykułu 223 Kodeksu Karnego zatrzymanemu grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Teraz przesłuchujemy świadków i myślę, że zmieścimy się w trzymiesięcznym terminie narzuconym przez ustawę i przekażemy akt oskarżenia do sądu.

W życiu bym nie powiedział, że byłby do tego zdolny

- Rany boskie, przecież to był taki spokojny chłopak - dowiedziałem się w jego pierwszym klubie, UKS ZST Lubsko. - Zaczynał u nas w gimnazjum, potem szlifował swoje umiejętności, kiedy chodził do Zespołu Szkół Technicznych.

- Próbowałem najpierw swoich sił w jiu-jitsu, a potem trafiłem pod opiekę trenera Mirosława Sawickiego i on mi powiedział, że jestem urodzonym wrestlerem - Erwin I. chwalił się kilka lat temu na łamach "Gazety Lubuskiej".

- Jestem pewny, że Erwina zobaczymy na igrzyskach olimpijskich - dodawał w tym samym artykule odkrywca jego talentu.

Z UKS ZST Lubsko zawodnik przeszedł do Agrosu Żary, a jesienią 2016 roku do AZ Supra Brokers Wrocław (klub wywodzący się z sekcji zapaśniczej Śląska Wrocław - przyp. red.). Kariera rozwijała się wzorcowo. Mistrz Polski juniorów, uczestnik mistrzostw Europy i świata w tej kategorii, w końcu medalista mistrzostw Polski seniorów. - Ta opinia o igrzyskach, którą wypowiedział jego pierwszy szkoleniowiec, nie była przesadzona - informuje nas Andrzej Maksymiuk, selekcjoner kadry narodowej seniorów i jednocześnie trener klubowy sportowca. - Erwin był w szerokim składzie reprezentacji Polski "Tokio 2020".

Jest nadal, chociaż... - Jako Polski Związek Zapaśniczy musimy się zastanowić, czy w obecnej sytuacji nie zawiesimy go w prawach zawodnika - usłyszeliśmy z kolei od Marka Wałachowskiego, dyrektora sportowego PZZ. - Wtedy skreślimy go z listy "Tokio 2020". Będziemy o tym wkrótce rozmawiać. A tak na marginesie, ta sprawa mnie zszokowała. Znam Erwina i w życiu bym nie powiedział, że byłby zdolny do czegoś takiego.

Duży, biały miś

- Erwin był takim dużym białym misiem - opinia z jego pierwszego klubu pokrywa się ze słowami Wałachowskiego. - Do przytulenia, pogadania. Przewidywalny, wręcz ślamazarny.

W wieku 20 lat znalazł się w wielkim mieście - Wrocławiu. Może tutaj należy szukać przyczyn? Może uderzyła mu do głowy "sodówka"? - Nie miałem z nim od dwóch lat już praktycznie kontaktu - mówi Przemek, dobry znajomy zapaśnika jeszcze z czasów szkolnych. W związku z atmosferą wokół tej sprawy nie chce podać nazwiska. - Trudno mi powiedzieć.

- Nie - odrzuca taką możliwość Maksymiuk. - Codziennie go widziałem, trenowałem, wyjeżdżaliśmy na wielotygodniowe zgrupowania. Ostatnie w maju 2017, w Giżycku. Ani razu, podkreślam: ani razu, nie byłem świadkiem wybuchu u niego agresji.

- A może interwencja policji była nieprofesjonalna, może tym psikaniem gazem po twarzy wywołali u niego jakiś dziwny stan amoku i dlatego wpadł w szał? - są w Lubsku tacy, którzy się nad tym zastanawiają.

Sprawą pewnie zajmą się odpowiednie służby. Na razie rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Żarach, podkom. Aneta Berestecka na łamach "Gazety Trybunalskiej" przyznała, że sytuacja podczas interwencji była dynamiczna i ciężko jest ją jednoznacznie skomentować. - Sprawie nie pomaga też fakt, że Erwin I. odmówił składania zeznań, z tego, co wiem, to też nie ma obrońcy - dodaje Fąfera.

Mimo że I. jest żołnierzem, to będzie odpowiadał przed cywilnym sądem. - Jako klub na pewno go tak nie zostawimy - informuje Maksymiuk. - Znajdziemy mu obrońcę, spróbujemy wyciągnąć z tych problemów, bo szkoda człowieka. Raz w życiu puściły mu nerwy i ma spędzić kilka lat w więzieniu. Przecież to będzie dla niego koniec. Nie wróci już do normalnego życia.

Jeżeli przyszły obrońca zapaśnika wystąpi o badania psychiatryczne, to... - Nie będziemy oczywiście robili żadnych problemów - przyznaje rzecznik zielonogórskiej prokuratury. - To z pewnością wydłuży okres dochodzenia, ale może rzucić na sprawę nowe światło.

- Może miał problemy życiowe, może wpadł w depresję i dlatego psychika nie wytrzymała. Bo innego wytłumaczenia nie potrafię sobie znaleźć... - znajomy ze szkolnej ławy urywa wypowiedź.

Najbardziej znany mieszkaniec Lubska, sportowiec, którego rodzice pokazywali swoim dzieciom jako wzór człowieka, któremu się udało, który robi wielką karierę, idol młodych adeptów zapasów w całym regionie stanął nad przepaścią. Właściwie już jest w pierwszej fazie spadania. - Zrobię wszystko, aby podać mu rękę - obiecuje Maksymiuk.

Czy Erwin I. powinien zostać natychmiast wyrzucony z reprezentacji Polski?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

Komentarze (43):

  • Piotr Kalinowski Zgłoś
    Czy policjańci zachowywali się prawidłowo i zgodnie z prawem ??????????? Czy chcieli pokazać jacy są wielcy ?
    • paul86 Zgłoś
      Gazem. Sądzę, że w normalnym kraju taka sytuacja skończyłaby się wpakowaniem kuli w łeb.
      • Roman Kodymowski Zgłoś
        O ile znam życie, nic mu się nie stanie, klub wyciągnie go z bagna, nawet włos mu z głowy nie spadnie i jestem pewien, że pojedzie do tego Tokio. Zrobią wszystko, żeby go chronić. A
        Czytaj całość
        powinien iść do kryminału, jednocześnie na badania psychiatryczne. Powinna być dożywotnia dyskwalifikacja bo wykorzystał umiejętności sportowe do przestępstwa. Nie przyniósł ten pseudosportowiec swojej rodzinie chluby, ani swoim kolegom sportowcom. Powinien być skazany na karę bezwzględnego więzienia. Może i niech będzie ona krótka, trzy lata, ale niech będzie. Nie może iść w Polskę sygnał, że są wszyscy równi, ale sportowcy deczko równiejsi. Poczucie elementarnej przyzwoitości nakazuje, żeby klub nie wynajmował mu żadnego adwokata, tylko ma pozwolić ponieść przestępcy karę. Dla jego własnego dobra, żeby go nie zdemoralizować bezkarnością do reszty.
        Wszystkie komentarze (43)

        Komentarze (43)

          Wszystkie komentarze (43)
          PRZEJDŹ NA WP.PL