Najnowsze Wyniki/Kalendarz

Grzegorz Drozd: Dzięki, Tomasz!

Grzegorz Drozd
Grzegorz Drozd
Jeszcze tego lata, jeszcze tego lata, Tomek Gollob mistrzem świata...! Ta prosta i wpadająca w ucho przyśpiewka stała się symbolem ery Tomasza w mistrzostwach świata, która dobrnęła końca.

Dwadzieścia lat minęło, jak jeden dzień. Wiosna 2000 roku. Sobota, pierwszy weekend maja. Na przejściu granicznym w Kudowie od rana spory ruch. Do celu, czyli Pragi wciąż daleko, ale już czuć podniosłą atmosferę żużlowego święta. Polscy kibice przyozdobieni w czerwono-białe barwy jadą zagrzewać do boju swoje bożyszcze, które tego dnia na praskiej Markecie miało rozpocząć triumfalny pochód po upragniony tytuł mistrza świata. Jak przed rokiem, jak przed dwoma laty, nikt nie ma wątpliwości, że tym razem w końcu się uda. Toteż polsko-czeskie powietrze pruje hymn fanów znad Wisły: jeszcze tego lata...

Celnicy odbębniają standardowe zapytania uśmiechając się lekko pod nosem: gdzie panowie jedziecie, w jakim celu... Tomek Gollob! Słyszą w odpowiedzi. Niektórych ponosi fantazja. Procenty działają. Z samochodów i autobusów wychylają się głowy. Roześmiane i rozśpiewane twarze - "Tytuł jest nasz, bo mamy Tomka!" - zdają się mówić pewne swego gesty.

Na ten tytuł jak życie pokazało trzeba było długo czekać. Ale zawsze powtarzałem, że nawet gdyby go nie było, to Tomek Gollob dał dziesiątkom, setkom, tysiącom kibiców w Polsce o wiele więcej niż złoty medal w statystycznej tabelce: niesłychaną dumę, radość, przepełnione wiarą, że właśnie on, że Polak po wielu latach posuchy jest najlepszy na świecie i stanie na najwyższym podium. Dla nas, Polaków, bojowych Słowian był idolem wymarzonym. Bezkompromisowym wojownikiem, który nie uznawał straconych pozycji. Walczył z ułańską fantazją na całej szerokości toru. Sam przeciwko wszystkim. To dziś brzmi jak banał. Ale tak właśnie było. Rozumieją to ci wszyscy, którzy przemierzali tysiące kilometrów za Tomkiem. Samochodami, promami, czy później samolotami. Szyli flagi, dziergali na nich napisy, obmyślali transparenty. Przez trzy dni konsumowali konserwy z puszki przy autostradzie, bo w Danii, czy Anglii było cholernie drogo.

Jestem "dzieckiem Golloba". Dzięki niemu najpierw poznawałem kraj z okien wagonów naszej niezastąpionej PKP. Dzięki niemu wyrobiłem po raz pierwszy paszport, bo granice fanatyzmu dla Golloba narysowane przez polityczny układ były już za ciasne. Vojens, Coventry, Linkoeping, Pocking... Takich jak ja było tysiące. Gollob był bodźcem, dzięki któremu wielu Polaków w latach 90-tych miało okazję zobaczyć zachodnie kraje. Częstokroć to były tylko niemieckie autostrady i swojskie stadiony z wiejskimi łąkami, jak ten Ole Olsena w Vojens, ale sam fakt, "że się było" w Danii znaczył coś. Wciąż cierpliwie jeździliśmy. Spotykaliśmy się na stadionach i dyskutowaliśmy: gdzie i kiedy kto był. Czy Tomek ma jeszcze szanse? Tymczasem Gollob robił swoje. Raz lepiej, a raz gorzej. Momentami było już bardzo blisko.

Najbliżej było we wspomnianym Vojens 25 września 1999 roku. Już w piątek, w dniu treningu campingi były pełne kibiców. Obok Polaków przeważali Szwedzi. Rano w sobotę pola namiotowe huczały od dyskusji, kto będzie lepszy: czy po raz pierwszy Tomek, czy po raz trzeci Rickardsson? Do naszej rzeszowskiej ekipy podeszli kibice z Bydgoszczy: - wy nie możecie tak przeżywać tych zawodów jak my - mówią. - Dlaczego? - pytam - Bo nie jesteście z Bydgoszczy - odpowiada "najmądrzejszy" z nich.

Gollob przegrał. Z bólem po wypadku we wrocławskim finale Złotego Kasku i z rozpędzonym Rickardssonem. Po zawodach udało nam się przedrzeć do parkingu. - Strzelaj fotkę z Jackiem - krzyczy do mnie kumpel, który już ustawiony do fotki z Jackiem Gollobem czeka na błysk flesza. - Ale na kliszy została jedna klatka. A chcemy jeszcze zrobić zdjęcie z Tomkiem. Co robić? - pytam. - W porządku. Ze mną nie musicie mieć zdjęcia. Lepiej zróbcie sobie z Tomkiem - mówi nagle Jacek. Robi nam się trochę głupio. Po zawodach, na campingu zabawa ze szwedzkimi kibicami trwa do rana. Szwedzi na otarcie naszych łez podchodzą do polskiego obozu ze zgrzewkami piwa na rękach.

na Facebooku.

Komentarze (26):

  • Boro z Bydgoszczy Zgłoś
    Pieknie napisane...Podziekowania dla redaktora za lezke w oku..i dla Tomka za to ze dal nam to czego nikt nam nie odbierze juz do konca zycia....Jeszcze tego lata, jeszcze tego lata....:) Dla
    Czytaj całość
    mnie juz SPG nigdy nie bedzie juz takie samo :( pozdrawiam wszystkich kibicow.
    • Mark655 Zgłoś
      Do autora: fajnie napisany tekst, już się tęskni za klimatem tych wyjazdów. Ja zacząłem wojaże "za Tomkiem" w 1994r. - półfinał MŚ w Pradze, a zakończyłem w tym roku w ... Pradze.
      Czytaj całość
      Nie przypuszczałem, że to ostatni, jak na ironię - wszystko się spieło klamrą. No i niezapomniany wyjazd na najważniejsze zawody w życiu - 2010 Terenzano. Echhh wspomnień czar. Może by warto napisać jakieś ciekawe relacje kibiców ...
      • Mark655 Zgłoś
        No więc dobiegły końca moje eskapady na Grand Prix. Dziękujemy Ci TOMEK - WIELKI MISTRZU, za niezwykłe emocje, wielkie wzruszenia i te tysiące kilometrów po całej Europie (pokonane bez
        Czytaj całość
        żalu) dla ciebie. Super, że było nam dane oglądać twoje zwycięstwa, bo młodzi fani speedwaya już tego niestety nie zobaczą. Tomek jest jeden, niepowtarzalny, bez niego Grand Prix i żuzel już nie bedzie taki sam. Hampel (nie zapomnę ci nigdy jak sprowokowałeś wszystkich przeciwko Tomkowi w Lesznie) i reszta niestety mogą za Tomkiem tylko buty nosić, więc na Grand Prix już mnie nie zobaczą. Tomek WIELKI SZACUNEK i olbrzymie dzięki za te wszystkie wspaniałe lata !!!
        Wszystkie komentarze (26)

        Komentarze (26)

        ×
          Wszystkie komentarze (26)
          PRZEJDŹ NA WP.PL