Najnowsze Wyniki/Kalendarz
WP SportoweFakty / Tomasz Jocz

PGE Ekstraliga spotka się z klubami. Trwają prace nad "zawodnikiem oczekującym"

Jarosław Galewski
Jarosław Galewski
PGE Ekstraliga pracuje nad "zawodnikiem oczekującym", który miałby funkcjonować w klubach. - Chcemy również przeanalizować sytuację żużlowców, których rodzima liga jeździ dwa razy w roku - zapowiada Wojciech Stępniewski, prezes PGE Ekstraligi.

Nie jest tajemnicą, że PGE Ekstraliga ma problem z przekładanymi meczami. Po pierwsze, zdecydowanie zbyt wiele spotkań jest uzależnionych od warunków pogodowych. Co więcej, szukanie rezerwowych terminów jest obecnie zadaniem bardzo trudnym. To właśnie z tego powodu od 1 listopada w regulaminie ma pojawić się zapis, który będzie ograniczać zawodnikom występującym w Ekstralidze liczbę lig, w których będą mogli startować do maksymalnie dwóch (wliczając polską). 

Cała sprawa jest ściśle związana z modelem funkcjonowania ligowego żużla w Europie. Pięć lat temu została powołana instytucja Biura Lig Międzynarodowych (w skrócie FIM ISLB). W biurze aktualnie zrzeszonych jest 6 lig: polska, angielska, szwedzka, duńska, niemiecka i czeska. W lutym każdego roku ISLB publikuje Kalendarz Lig Międzynarodowych, gdzie każda liga ma swoje już przyjęte kalendarze. W przypadku przekładania spotkań, co w żużlu w związku z pogodą jest naturalne, pojawia się duży problem. - Musimy wybierać takie daty, aby nie wchodzić z butami w termin innej ligi, drużyny, która w swoim składzie ma zawodnika X startującego w Polsce. Owszem, możemy to zrobić, ale wówczas ten zawodnik X ma obowiązek jechać w drużynie, która ma pierwotny termin, pod rygorem zawieszenia przez FIM - wyjaśnia w rozmowie z portalem WP SportoweFakty Wojciech Stępniewski

Sprowadzając wszystko do jednego zdania można powiedzieć, że liga wyznaczając termin dla powtórzonego meczu musi brać pod uwagę interes sportowy obu drużyn, a następnie interes ekonomiczny organizatora meczu, tak aby dawał mu możliwość organizacji zawodów w dniu, który jest najlepszy dla kibiców. - Co roku jest to stąpanie po bardzo cienkiej linie, zostawiając już z boku imprezy światowe czy europejskie, gdzie zawsze termin rezerwowy uderza w naszą tradycyjna niedzielę. Uważamy w gronie klubów PGE Ekstraligi, że musimy zacząć bronić jeszcze bardziej swoich interesów. Na dziś PGE Ekstraliga nie ma problemu jedynie z ligą szwedzką, która jeździ we wtorki i praktycznie nie jest żadnym zagrożeniem dla polskich dat. Inaczej jest z ligą angielską, która tradycyjnie jeździ od poniedziałku do piątku i ligą duńską, która korzysta ze śród i piątków i wówczas znalezienie zawodów w tygodniu, gdzie np. jeden z zawodników PGE Ekstraligi występował w zeszłym sezonie w czterech ligach jest praktycznie niemożliwe - tłumaczy prezes PGE Ekstraligi.

Na mocy dotychczasowych przepisów każdy zawodnik może w tej chwili jeździć tam, gdzie mu się żywnie podoba. Żużel w Europie na dobre zaczyna się z początkiem kwietnia, a kończy maksymalnie na początku października. - Mamy sześć miesięcy, a więc około 185 dni, około 500 imprez, a wszystko to objeżdża 250-300 zawodników. Co więcej, co roku przybywają nowe imprezy, nowi promotorzy. Nie da się pogodzić ich jazdy w każdym miejscu w tak krótkim czasie, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę uzależnienie od pogody. Co więcej, taki model powoduje, że żużel się nie rozwija. Nie przybywa nam nowych zawodników. FIM nie zajął się tym tematem, tłumacząc się przepisami unijnymi. Postanowiliśmy sprawdzić tę kwestię i nie ma z tym żadnego problemu. My nikomu niczego nie zakazujemy. Zawodnicy zainteresowani jazdą w innych ligach, a nie w Polsce, nie muszą podpisywać kontraktu. To jasny i czytelny przekaz, który ma poparcie Polskiego Związku Motorowego - wyjaśnia Stępniewski.

ZOBACZ WIDEO: Krzysztof Mrozek: Zbudujemy zespół, za który Rybnik nie będzie się wstydzić

Wszystko wskazuje na to, że kluczowe decyzje w sprawie ograniczenia zawodnikom liczby lig zapadną w najbliższy wtorek. - Spotykamy się wtedy z klubami PGE Ekstraligi, aby ostatecznie wspólnie wypracować rozwiązanie, również na nadchodzący, być może przejściowy 2017 rok - zapowiada Stępniewski. - Dodam również, że nieco dziwią mnie wypowiedzi niektórych zarządzających klubami, gdyż wiedzą o tym od sierpnia tego roku. Udawanie dziś zaskoczonych jest delikatnie mówiąc, nie na miejscu. Poza tym, każdy z prezesów musi mieć świadomość, że kiedyś pojedzie mecz w niepełnym składzie, bo jego podstawowy zawodnik będzie miał inne zobowiązania ligowe, które zostały zatwierdzone przez FIM ISLB i to będzie jego priorytet pod groźbą utraty licencji ISLB - dodaje.

W związku z planowanym wprowadzeniem nowych przepisów, pojawiło się wiele kontrowersji. Niektórzy zauważyli, że regulacje uderzą nie tylko w zawodników, ale również w kluby, które będą pozbawione ławki rezerwowych na wypadek kontuzji. Ekstraliga zapewnia, że tak być nie musi. Jej władze pracują obecnie nad zasadami, w oparciu o które w klubach będą mogli funkcjonować tzw. zawodnicy oczekujący. - Mamy na myśli pewne mechanizmy. Chcemy również przeanalizować sytuację zawodników, których rodzima liga jeździ dwa razy w roku. Pewne rozwiązania zaproponujemy. Dialog tkwi w szczegółach. Dodam również, że nie wycofamy się z instytucji gościa juniora. W przypadku juniorów, to odniosło pozytywny skutek - zapewnia Stępniewski.

Władze polskiego żużla zapowiadają również, że zrobią wszystko, by być maksymalnie niezależnym od warunków pogodowych. W sezonie 2017 zostaną w tej sprawie podjęte bardzo konkretne działania. - Będziemy testować przez cały przyszły sezon na jednym z torów sposób przykrycia, który wyłonimy w konkursie. Nie chcę mówić jeszcze o lokalizacji, ale to niebawem ujrzy światło dzienne. Rok 2017 to wielkie testy. Jeśli one się sprawdzą, to w kolejnym sezonie kluby będą miały obowiązek stosowania wypracowanego modelu. Na ten moment, nie wiem, jakie to będą koszty. Z całą pewnością to nie nadszarpnie żadnego budżetu. Kluby otrzymują od sponsora i telewizji niemałe pieniądze, więc muszą być również zobligowane do działań, które podniosą jakość produktu. Poza tym, mówimy o jednorazowym wydatku, który w dłuższej perspektywie pozwoli klubom oszczędzić. Liczymy, że z czasem liczba odwołanych meczów będzie zdecydowanie mniejsza - zapowiada Stępniewski.

Czy należy wprowadzić ograniczenie dotyczące liczby lig dla żużlowców występujących w Ekstralidze?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

na Facebooku.

Komentarze (36):

  • quer Zgłoś
    Skoro Unia Europejska to powinna byc liga skladajaca sie z druzyn calej Europy. Extraliga 15 do 20 druzyn. Druga liga tez a reszta w miare zamoznosci.Przyjmnijmy, ze druzyny 1-4 w krajowych
    Czytaj całość
    rozgrywkach sezonu 2017 tworza extralige Europy. Nastepne tworza druga lige. Mecze extraligi sobota niedziela, zas druga liga sroda czwartek. Zawodnicy moga jezdzic byc kontraktowani do obu lig. Meczy pod dostatkiem i wszystko cacy.
    • AJ10 Zgłoś
      Jest lepsze ale bardziej drastyczne wyjście z tego polskiego pata. Zróbmy raz ligę z prawdziwego zdarzenia, która niedzielne terminy uzupełni piątkowymi. Więcej terminów, pełny play
      Czytaj całość
      off - np do dwóch lub trzech wygranych meczów (best of 3 lub best of 5). Zmusimy tym inne ligi do tego, że zapomną o piątku. Piątek będzie dla nich dostępny tylko wtedy, gdy jedzie SGP lub SWC bo my wtedy nie jedziemy. Jasny sygnał dla anglików i duńczyków. Chcecie jechać w piątki, spoko ale albo bez zawodników GP i SWC, albo bez zawodników z polskej SE.
      • Tyrion Zgłoś
        Po pierwsze zlikwidujcie komisarzy i wprowadźcie kary za nieregulaminowe tory tzn takie z jedną ścieżką. W tej chwili namnożyliście już tyle niepotrzebnych instytucji i osób
        Czytaj całość
        funkcyjnych że nie potraficie się sami w tym odnaleźć, a brniecie jeszcze dalej... Weźcie przykład z ligi szwedzkiej gdzie regulamin jest zdecydowanie prostszy, nie ma komisarzy, tory nie są betonowe tylko przyczepne, opady takie same jak nie większe niż u nas, a oni nie przełożyli żadnego meczu.
        Wszystkie komentarze (36)

        Komentarze (36)

          Wszystkie komentarze (36)
          PRZEJDŹ NA WP.PL