WP SportoweFakty

Najnowsze Wyniki/Kalendarz
WP SportoweFakty / Karol Słomka

Janusz Steliga: Czuję się jak po nokaucie. Trener nie odnalazł się w obecnych realiach (wywiad)

Wojciech Ogonowski
Wojciech Ogonowski
KSM Krosno niespodziewanie przegrało z Naturalną Medycyną PSŻ Poznań 44:46 i mocno skomplikowało swoją sytuację w kontekście awansu do play-offów 2. Ligi Żużlowej. Załamany wynikiem jest prezes klubu, który ma uwagi do zawodników i trenera.

Wojciech Ogonowski, WP SportoweFakty: KSM przeszedł drogę z nieba do piekła. Byliście jedną nogą w play-offach, a teraz sytuacja mocno się skomplikowała. To PSŻ jest bliżej pierwszej czwórki.

Janusz Steliga, prezes KSM-u Krosno: Po meczu krótko rozmawiałem z trenerem, ale byłem tak przybity, że nie miałem ochoty na dłuższą dyskusję. Stanisław Kępowicz wziął porażkę na swoją klatę, ale nie zmienia to faktu, że przez cały sezon jechaliśmy w miarę przyzwoicie, a kiedy przyszło zwieńczyć sukces, to wyszedł duży zawód. Nie możemy się też tłumaczyć pogodą. Faktycznie zawodnicy trenowali na suchym torze, a ten był inny przez burzę, ale to ich nie usprawiedliwia. Niektórzy dali "popis" jazdy i jechali jakby byli uczniami, a nie zawodowcami. W dziecinny sposób dawali się objeżdżać rywalom.

Jak pan ocenia pracę trenera Stanisława Kępowicza?

Niestety, ale muszę przyznać, że Stanisław ma problem z odnalezieniem się w obecnych realiach. Dużo zmieniło się od czasów, kiedy poprzednio prowadził zespoły. Pod względem organizacyjnym - mam tu na myśli treningi czy zawodników, nie wszystko mu się udaje. Są pewne mankamenty, może nie olbrzymie, ale są. Z drugiej strony, nie chcę wszystkiego zwalać na trenera, bo poza Davidem Bellego, mam też wiele zastrzeżeń do zawodników i ich zaangażowania.

Trener drugi raz z rzędu nie skorzystał z możliwości zaproszenia na mecz Damiana Dróżdża. O ile z Kolejarzem Opole jego decyzja się wybroniła, tak teraz może was to kosztować play-offy.

Kolejarz Opole praktycznie zawsze dobrze jeździł w Krośnie, nawet gdy był w tabeli za nami. I choć można było się spodziewać, że i tym razem będzie groźnym rywalem, to nawet spodobała mi się decyzja trenera o nie zapraszaniu Damiana. Pomyślałem sobie - jest twardziel, wie co robi, zna i wierzy w swoich zawodników. To dobrze. Oczywiście w trakcie meczu wymiękłem. Wyratowaliśmy się w biegach nominowanych, ale to był horror. Teraz Damian początkowo był planowany na mecz w Rybniku, ale w sobotę wieczorem otrzymałem informację, że można go powołać na nasze spotkanie. Faktem jest, że był poobijany, ale i tak pewnie zrobiłby więcej punktów, niż niektórzy zawodnicy. Podjęta została jednak taka decyzja, że zespół jest skonsolidowany i na tyle dobry, że wygra. Niestety nie wygrał.

ZOBACZ WIDEO Zobacz na czym polega praca komisarza toru (WIDEO)

Czy w związku z tym można się spodziewać zmiany na stanowisku trenera?

Na razie jest za wcześnie aby odpowiedzieć na to pytanie. Musimy się zebrać jako zarząd i zastanowić co robić. Dla mnie to cios. Przyznam się nawet, że żona mi powiedziała, że jeśli przegramy, to w domu słowa o żużlu powiedzieć nie mogę. Ona sama mi mówiła, że powinien jechać Damian Dróżdż, żeby później nie było płaczu. Śmiałem się z niej, ale teraz w domu o żużlu mówić nie mogę, bo zostałem przykryty przez żużlowego laika. Generalnie brak mi słów, żeby opisać to co czuję. Wydawało mi się, że to jest już niemożliwe, żebyśmy dali sobie wyrwać te play-offy. A teraz czuję się jak nokaucie bokserskim. W niedzielę nie chciałem nawet z nikim dyskutować, tak mnie to bolało. Ale dojrzeję do tego i jakieś decyzje po meczu z PSŻ-em na pewno zostaną podjęte.

Kibice są wściekli, a w Internecie wrze. Ostatnie lata, to pasmo niepowodzeń w końcówkach sezonu. Lata 2014-2015 to łatwo przegrane play-offy, rok temu spadek z I ligi, a teraz prawdopodobnie w ogóle play-offów nie będzie.

Takie niepowodzenia mają też miejsce w innych klubach i to nawet takich, gdzie mają większe możliwości, zakładają sobie sukces i picie szampana na koniec sezonu, a potem różnie wychodzi i kończą z długami. Nie chcę siebie usprawiedliwiać, bo to nie jest usprawiedliwienie i wiem, że trzymanie fasonu finansowego nie bawi kibica. Ale po prostu mamy takie możliwości a nie inne. Teraz co mogliśmy zrobić? Gdybyśmy chcieli zakontraktować polskiego seniora, to nawet nie ma kogo. To samo dotyczy młodzieżowca. Nasz drugi junior, to w porządku chłopak. Jedzie jednak jak jedzie, a nie możemy go zmienić, bo nie mamy kim. Nawet nie patrząc na finanse, jesteśmy zastopowani. Proszę popatrzeć jak to wygląda w północno-zachodniej części kraju. Kluby wypożyczają między sobą zawodników i zawiązują współpracę. My jesteśmy dla nich za daleko. Nie dziwię się temu, ale to jest problemem. Gdybyśmy na początku sezonu wyglądali lepiej finansowo, może jeszcze udałoby się wzmocnić kimś sensownym i ta końcówka wypadłaby lepiej. Teraz zawodnicy czym dalej w las, tym to wszystko się im rozłazi i chyba mniej inwestują w sprzęt. Obraz tego mieliśmy w kulminacyjnym punkcie sezonu.

Jak o pieniądzach mowa, to po zeszłym sezonie zostaliście z długami. Jak w tej chwili wygląda sytuacja finansowa klubu?

Odrobiliśmy straty z tamtego roku i dlatego mogliśmy sobie pozwolić na jazdę Damiana Dróżdża oraz żeby trener mógł powoływać najmocniejszy skład. Nikt mu niczego nie blokował. Teraz można było zauważyć, że zaczęliśmy też treningi z młodzieżą i że idziemy do przodu z pewnymi zachowaniami. Na tę chwilę żadnych przeszkód finansowych nie ma. Dzięki prezydentowi i radzie miasta możemy prowadzić działalność na przystadionowym parkingu i mamy pieniądze, które pozwalają nam funkcjonować.

Zostały dwa mecze - walczycie do końca o play-offy czy można się spodziewać zaciągnięcia hamulca ręcznego i wariantu oszczędnościowego w składzie?

Gwarantuję, że nie zaciągniemy ręcznego. Mam nadzieję, że zawodnicy otrzepią się z tego i dadzą jeszcze swoją jazdą radość kibicom.

Jest was w klubie garstka i zajmujecie się tym "po godzinach". To już jedenasty rok pana prezesury. Ma pan jeszcze siły i chęć ciągnąć ten wózek czy chciałby już oddać stery komuś innemu?

Naprawdę jestem już tym przybity. Tylko komu mamy to oddać? W zasadzie co roku robimy to według tego samego schematu. Kończymy sezon, kompletujemy dokumenty żeby otrzymać licencję i czekamy, żeby ktoś z osób, które są takie mocne w komentowaniu w Internecie, zbliżył się do klubu i zaczął działać. Przecież my tu do nikogo nie strzelamy. To otwarty klub, każdy może się zapisać. Nie ma tu żadnych tajemnic, co roku pokazujemy jakimi obracamy sumami i że nic nie mamy do ukrycia. Są audyty, prowadzimy się w certyfikowanym biurze rachunkowym. Wszystko jest jasne i przejrzyste. Brakuje jednak ludzi. Strasznie chciałem zawiązania się tej sekcji, żeby był na miejscu trener, mechanik i żeby było życie w parku maszyn. Za te pieniądze które mamy, ciężko jest jednak zatrudnić mechanika. Hobbystów też jest coraz mniej, którzy po godzinach chcieliby popracować. Tu jest problem, nie ma tego rdzenia, miejsca, gdzie mogłaby się tworzyć historia. To jest też powód, dlaczego według mnie nie mamy odbicia.

Widzi pan szansę, żeby za rok mogło to wyglądać inaczej? Czy raczej należy zakładać podobny scenariusz?

Nie chciałbym na razie tego komentować, bo jest na to za wcześnie. Wszystko rozbija się o pieniądze. Jak na Krosno, mamy naprawdę dużo klubów i walki o środki finansowe od sponsorów. Mamy też profesjonalny klub koszykówki, który prężne działa i drenuje sporo pieniędzy z rynku.

Czy Stanisław Kępowicz powinien nadal być trenerem KSM-u Krosno?

zagłosuj, jeśli chcesz zobaczyć wyniki

na Facebooku.

Komentarze (24):

    Pokaż więcej komentarzy (21)