Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Konstanty PociejkowiczWP SportoweFakty / archiwum Stefana Smołki / Na zdjęciu: Konstanty Pociejkowicz

Powroty do przeszłości: Konstanty i Bernard - dwa żużlowe asy

Stefan Smołka
Stefan Smołka

Spartanin raz pokazywał mu się z lewej, raz z prawej strony, nie dawał młodemu nawet pół sekundy wytchnienia. Andrzej wiedział, że tylko trzymając gaz "na fol" ma jakieś szanse, choć i tak może zostać połknięty przez "znikający punkt" Konstantego. Nękany tak do końca, jakoś utrzymał do mety swoje drugie miejsce. Uff… zdobył swoje pierwsze dwa punkty w życiu, ale wyścigu tego, jak mówi, nie zapomni nigdy.

Bernard Jąder urodzony w maju 1951 roku w Lesznie zaczynał karierę żużlową wtedy, gdy Pociejkowicz kończył. Jego żywot poczciwy z klasą spisał sam redaktor Wiesław Dobruszek. Ta dwójka asów nie miała okazji stanąć przeciwko sobie w meczu ligowym. Bernard reprezentuje pokolenie wspomnianego wyżej Andrzeja Tkocza, jest młodszym bratem nie mniej znanego Zbigniewa. Starszy brat w żużlu to wielki atut, by nie powiedzieć skarb, a decydują o tym nie tylko pokrewne geny, ale również opiekuńcze ramię, z bagażem doświadczeń. To nie zawsze daje gwarancję sukcesów, ale w ich osiąganiu może bardzo pomóc.

Młodszy nie musi uczyć się wyłącznie na własnych błędach, co daje mu ważną przewagę nad innymi w czasie trudnych początków. Kariera już potem leci sobie sama, jej jakość zależy od determinacji, skali talentu, pracowitości, wreszcie nieodzownego szczęścia. Bernard to wszystko spożytkował jak należy, bo z całego licznego rodu Jąderów (Zbigniew, Bernard, Jan, Bogdan, Dariusz, Paweł, Maciej, Jakub) zaszedł najdalej, na najwyższe stopnie podium IMP, gdzie stanął nawet dwukrotnie.

Benek, w przeciwieństwie do swego starszego brata Zbyszka, należał do żużlowców wyższych wzrostem, co w żużlu atutem bynajmniej nigdy nie było. Z czasem, mniej czy bardziej bezwiednie, wypracował własny styl płynnego pokonywania łuków. Lewej nogi używał niczym steru, albo raczej balastu do przesuwania środka ciężkości. Nie on pierwszy tak robił, ale on czynił to bardziej widowiskowo. Noga wędrowała błyskawicznie do tyłu, gdy trzeba było dociążyć tylne koło i w ten sposób skutecznie zwiększyć prędkość motocykla. Podobne rozwiązania z zakresu dynamiki stosował późniejszy nasz mistrz nad mistrze, wielki Tomasz Gollob - dla mnie absolutnie największy gladiator żużlowych torów w dziejach, niezależnie od tego, co mówią statystyki.

Przeczytaj także: Rezerwowi na start! Kogoś poniosła fantazja (felieton)

Prawda jest taka, że przez lata Europa się napędzała nazwiskiem Golloba, dla niego przede wszystkim gromadziły się na stadionach tłumy. Żużel upada, bo nie ma dziś na świecie żużlowca formatu Tomka Golloba, takiego gościa, który nie zawsze wygrywa, ale zawsze porywa. W zbliżonej skali popularności i sportowej wielkości, dla innych nigdy nieosiągalnej, przed Gollobem był tylko jeden polski żużlowiec. Nazywał się Alfred Smoczyk. Cala reszta tylko aspirowała.

Bernard Jąder (fot. archiwum Stefana Smołki)Bernard Jąder (fot. archiwum Stefana Smołki)
Bernard Jąder wyróżniał się elegancką sylwetką podczas jazdy na żużlowym torze. Pierwszy tytuł indywidualnego mistrza kraju w 1978 roku "szarżujący byk" wywalczył podczas finału w Gorzowie, w dość, przyznajmy, fartownych okolicznościach. W tym też jest urok sportu...  Dopadła cię kontuzja, upadłeś przed samymi igrzyskami i pojechali inni, ktoś podłożył ci nogę, potknąłeś się w chwili decydującej, nie trafiłeś z formą - miałeś pecha. Ale ktoś zwyciężył i mało kto będzie pamiętał czyim to stało się kosztem.

Niewątpliwie najlepszym zawodnikiem w dniu 22 lipca 1978 roku był Bolesław Proch. Reprezentujący wówczas gorzowskie barwy Proch wszystkie pojedynki wygrał w pięknym stylu, także - po walce - z późniejszym mistrzem. Niestety dla gorzowskiego żużlowca, w swym przedostatnim wyścigu zanotował on defekt na prowadzeniu. Urwany hak i koniec marzeń. Złoto obróciło się w… proch - pechowiec musiał zadowolić się srebrem. Tryumfował Jąder.

W 1980 roku już po kilku wyścigach nie było cienia wątpliwości kto w Lesznie zdominuje finał IMP. Licho co prawda ponoć nigdy nie śpi, ale tym razem Bernard Jąder okazał się nieuchwytny dla nikogo. W tak zwanym pokonanym polu pozostawił same sławy, Edwarda Jancarza, Zenona Plecha, Bogusława Nowaka, z których każdy miał już na koncie złoty wieniec indywidualnego czempiona, a ponadto pogromił Romana Jankowskiego i Andrzeja Huszczę, którzy prestiżową czapkę Kadyrowa nakładali na swoje głowy później, tuż po Jąderze.

W kwestii szczegółów intrygujących żużlowych karier oraz dwóch ciekawych żywotów spełnionych, Konstantego Pociejkowicza i Bernarda Jądera, odsyłam do ich świetnie napisanych biografii, z poczytnej serii "Asy żużlowych torów", które, jak zwykle od lat, są do nabycia na łatwo dostępnej stronie www.ksiazkizuzlowe.pl.

Stefan Smołka

na Facebooku.

Komentarze (3):

Komentarze (3)

PRZEJDŹ NA WP.PL