WP SportoweFakty

Najnowsze Wyniki/Kalendarz

Bartłomiej Jejda: Na szczyt przez ciernie

Bartłomiej Jejda
Bartłomiej Jejda
O Ivanie Maugerze słyszał każdy sympatyk czarnego sportu. To sześciokrotny indywidualny mistrz świata, trzykrotny wicemistrz, jednokrotnie trzeci zawodnik świata. Niewielu wie, że Nowozelandczyk ma na swoim koncie trzykrotne mistrzostwo świata na torach długich. Jego kolekcja obejmuje także medale DMŚ czy MŚP. Jednak początek drogi na żużlowy Parnas był bardzo ciężki...

KUP bilet na Boll Warsaw FIM Speedway Grand Prix of Poland!
Tilbury

Londyn. Port Tilbury. Mgła osnuwa ziemię. Za horyzontem niknie statek SS Rangitoto. Na brzegu osiemnastoletni chłopiec ze łzami w oczach wpatruje się w mały, niknący czarny punkt. Nie potrafi wykonać kroku, a przecież okręt zniknął z jego oczu. Cienka nić łączy go myślami z Raye - młodziutką żoną oraz córeczką Julie, które muszą wracać do Nowej Zelandii.

Chłopiec ze spuszczoną głową opuszcza nabrzeże portu. Krocząc smutnymi ulicami myśli o swoich problemach finansowych. Spotkają się za osiem miesięcy. Mógł wrócić z nimi do rodzinnej krainy, do Christchurch, ale wierzy, że to tutaj znajduje się jego ziemia obiecana. Niemowlę musi się rozwijać, jeść prawidłowo, a młode małżeństwo z ledwością wiąże koniec z końcem.

Jest rok 1958. Ten chłopiec to Ivan Mauger. Za kilka dni rozpoczyna się kolejny sezon na Wyspach. Sezon dla Maugera - jak się później okaże, udany. Mimo wszystko niektóre osoby przekreśliły go jako zawodnika wybitnego już na starcie. Ivan wie, że tylko mu pomogli. Wie także, że ich zdanie niewiele dla niego znaczy. Nie było ich wtedy w porcie.

Dla Maugera jest to także sezon trudny. Głównie przez rozstanie z żoną, której nie słyszał ani nie widział przez osiem miesięcy. Pisali do siebie listy. Długie, częste, w których próbowali zmieścić tęsknotę i miłość. Ale czy w kilku literkach można zmieścić miłość? Nie. I wiedzą o tym poeci. Wie także Ivan z radością wracający do żony po zakończeniu sezonu.

Southampton

Czeka go pięć lat rozbratu z brytyjskimi torami. W tym czasie pracował i startował w lokalnych turniejach. Ciężko powiedzieć, czy startując w tego typu imprezach mógł doprowadzić swoją technikę jazdy do wirtuozerii. Wątpili w to także angielscy promotorzy pukający się w głowę, gdy ówczesny szef Newcastle, Mike Parker, umożliwił Maugerowi powrót do Wielkiej Brytanii opłacając także podróż jego żony i trójki dzieci.

Wpływając do portu w Southampton Ivan czuł, że zaczyna się nowy rozdział w jego życiu, że otrzymał szansę, której nie może zmarnować. Chce zostać mistrzem świata, tak jak mistrzem świata był jego wieloletni idol Ronnie Moore.

Nie dbał o to, by uwielbiały go tłumy. Wystarczyła mu popularność jaką darzyła go najbliższa rodzina. Ciepło jakim dzieliła się żona, uśmiechy dzieci. Może dlatego nigdy nie był najpopularniejszym żużlowcem. Nierzadko musiał przeżywać ciężkie chwile, w których serce zatrzymywało się w gardle.

Jak ta, kiedy po jednym ze spotkań ligowych, gdy wywrócił Kilby’ego kibice chcieli go zlinczować. Ze swoim mechanikiem umówił się, że spotkają się na jednym z parkingów za miastem, a Ivan skorzysta z pomocy Phila Crumpa i ukryje się w jego busie. Niestety, ktoś zauważył gdzie ukrywa się przyszły mistrz świata. W stronę Mercedesa Crumpa poleciały kamienie. Phil, który nigdy nikomu nie zrobił krzywdy spotkał się z taką nieprzyjemnością, dlatego, że chciał pomóc zawodnikowi na którego gwizdały całe stadiony, poza stadionem klubu w którym startował.

Pierwsze złoto

Słysząc gwizdy w swoją stronę Ivan czuł pogardę. Nie dla kibiców, ale dla ich reakcji. Pobudzało go to do szukania w sobie pokładów psychicznej odporności, której nawet się nie spodziewał. Te gwizdy sprawiały, że czuł się wrzącą wodą w czajniku. Chciał wyskoczyć z siebie, pokazać, że stać go na więcej niż innych. Chciał być najlepszy. Na każdym kroku chciał udowodnić wszystkim, że jest od nich lepszy.

Wiedział, że ci wszyscy ludzie klepiący go po plecach nie są prawdziwi. Nie było ich wtedy, gdy stał samotny bez grosza w kieszeni w porcie Tilbury. To nie oni umożliwili mu powrót do Wielkiej Brytanii, obdarzając olbrzymim kredytem zaufania. Skupiał się na sobie.

Właśnie to podejście przyczyniło się do bez wątpienia do pierwszego mistrzowskiego tytułu, który zdobył w Goeteborgu w 1968 roku. Nad drugim w klasyfikacji Barrym Briggsem miał po pięciu seriach aż trzy punkty przewagi!

Sześciokrotny mistrz świata

Stojąc na podium w Chorzowie 2 września 1979 roku, trzymając w rękach plastron z numerem 6, symbolizujący szósty tytuł mistrza świata, miał przed oczami wszystkie pięć poprzednich tytułów. Goeteborg 1968, Londyn 1969, Wrocław 1970, Londyn 1972, Goeteborg 1977. Wspominał także pamiętny dla Polaków finał właśnie z Chorzowa z 1973 roku, gdy mistrzem świata został nieznany światu, skromny Opolanin Jerzy Szczakiel.

Liczył już 40 lat. Nigdy więcej nie wystartuje w finale indywidualnych mistrzostw świata. Zacznie dostrzegać uroki miast w których startuje. Nie oczekuje już zwycięstw, a z takim podejściem nie ma na nie szans. Zdaje sobie z tego sprawę. Już nie liczą się tylko zwycięstwa. Liczy się satysfakcja.

Odwiedza z żoną miasta, których nigdy wcześniej nie widział. Podróżuje po świecie. Przez lata nikt nie zbliży się do jego sześciu złotych medali. Nikt, aż do czasu, gdy na żużlowych torach eksploduje talent Tony’ego Rickardssona. Dziś to ci dwaj zawodnicy mogą z dumą patrzeć na sześć złotych medali. Chociaż startowali w zupełnie innych realiach, ich sukcesy nie wzięły się z nikąd.

Dzisiaj...

Ivan Mauger prowadzi dostatnie życie. Zagwarantował mu je zmysł gospodarczy pozwalający dobrze ulokować pieniądze, choć kłopoty finansowe jednej z firm w której ulokował swoje oszczędności mogły doprowadzić go do bankructwa.

Jak przystało na ambasadora czarnego sportu jeździ po świecie, organizuje zawody na Antypodach, szkoli młodzież. I tylko czasami wraca myślą do tych trudnych chwil, gdy żegnał żonę i ośmiomiesięczną córeczkę w porcie Tilbury, patrząc na ciemne wody Tamizy. I jakaś łza kręci się w jego oku. Lecz nie jest to już łza żalu, lecz łza wzruszenia zrodzona przez lata wyrzeczeń...

Bartłomiej Jejda

na Facebooku.

Komentarze (18):

    Pokaż więcej komentarzy (15)
    PRZEJDŹ NA WP.PL