Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Rob Painter WP SportoweFakty / Na zdjęciu: Rob Painter

Rob Painter: Choroba premiera była terapią szokową. Brytyjczycy zrozumieli, że wirus może dopaść każdego [WYWIAD]

Jarosław Galewski
Jarosław Galewski
- Choroba premiera była tu szokiem. Zrozumieliśmy, że wirus może dopaść każdego. Teraz żyjemy w całkowitej izolacji, a w dodatku nie ma żadnego planu na powrót do świata, który znaliśmy - mówi Rob Painter, dyrektor zarządzający brytyjskiej kadry.

Jarosław Galewski, WP SportoweFakty: Polska liga szykuje się do startu. A co będzie pana zdaniem z pozostałymi krajami?

Rob Painter, dyrektor zarządzający reprezentacji Wielkiej Brytanii, były mechanik Jasona Crumpa: Trudno teraz formułować konkretne wnioski. W każdym kraju mamy inną sytuację i dlatego każdy rząd wprowadza własne reguły gry, których muszą przestrzegać obywatele. Na razie pewną i dobrą informacją jest powrót PGE Ekstraligi, ale tego w ogóle nie można porównywać do innych państw i rozgrywek, bo rozmawiamy o zupełnie innych realiach finansowych. Zakładam, że poprawa sytuacji w pozostałych krajach może doprowadzić z czasem do powrotu żużla. Kiedy? Być może późnym latem.

A Grand Prix?

To jeszcze trudniejsze pytanie, bo w przypadku rywalizacji o tytuł mistrza świata problem stanowią podróże międzynarodowe. Musimy poczekać i zobaczymy, co wydarzy się w kolejnych tygodniach.

ZOBACZ WIDEO PGE Ekstraliga 2020: Wielcy Speedwaya - Jason Crump

W przeszłości był pan mechanikiem Jasona Crumpa. Jak zareagował pan na jego powrót do ścigania po wielu latach przerwy?

Przede wszystkim miło było go zobaczyć w styczniu w australijskim Perth, kiedy ścigał się przeciwko naszym chłopakom. To było fantastyczne doświadczenie i wielkie przeżycie dla młodych zawodników. A jego decyzja o powrocie? Przyznam, że była dla mnie dużym zaskoczenie, kiedy dowiedziałem się, że przerywa emeryturę i wraca do ścigania dla Ipswitch. To jednak dobrze dla żużla, bo zainteresowanie jego występami będzie ogromne. Jeśli chodzi o naszą współpracę, to mam same świetne wspomnienia. Jestem również przekonany, że ktoś taki jak on nie będzie mieć problemu i poradzi sobie nawet pomimo dłuższej przerwy.

Gdzie pan mieszka w Wielkiej Brytanii i jak wygląda tam obecnie sytuacja w związku z koronawirusem?

Mieszkam w Coventry. To centrum Wielkiej Brytanii, niedaleko Birmingham. Sytuacja nie jest jakoś szczególnie zła. Na pewno nie ma żadnego porównania do tego, co dzieje się w Londynie, ale nie wiem, czy takie zestawienia mają teraz w ogóle jakiś sens. Jako kraj otrzymaliśmy potworny cios. To wielka tragedia. Na szczęście docierają już do nas też pozytywne sygnały.

Co ma pan na myśli?

Liczba zakażonych osób i tych, którzy umierają, powoli zaczyna spadać. To chyba znak, że idziemy w dobrym kierunku. Oby.

Na całym świecie sporo mówi się o błędach pana kraju, o spóźnionej reakcji na zagrożenie.

A ja upierałbym się przy tym, że problemem jest duża liczba ludności, która żyje na stosunkowo niewielkim obszarze. Moim zdaniem, to główna przyczyna, że wirus tak mocno się rozprzestrzenił. Uważam, że trudno mówić, jakie błędy zostały popełnione, bo zmagamy się z tym okropieństwem pierwszy raz. Nie było wcześniej lekcji, z której można było wyciągnąć naukę. Jestem przekonany, że w przyszłości to się stanie i cały świat będzie lepiej przygotowany na kolejne takie wydarzenie.

Prawda jest jednak taka, że kiedy wirus szalał na świecie, to właśnie w pana kraju przy pełnych trybunach odbył się mecz pomiędzy Liverpoolem i Atletico Madryt. Nie sądzi pan, że to był jeden z poważnych błędów?

Nie chcę wydawać takich ocen. Musimy pamiętać o tym, że wirus atakował poszczególne kraje w różnym czasie. Teraz postawienie takiej diagnozy jest bezprzedmiotowe, bo nie znamy wszystkich faktów i nie jesteśmy w stanie oszacować dokładnie co i kiedy się wydarzyło.

A jaką prasę ma w tej chwili premier Boris Johnson?

Ludzie są w jego przypadku podzieleni. To zresztą normalne u polityków, że mają zarówno zwolenników, jak i całe mnóstwo ludzi, którzy są niezadowoleni. Te negatywne głosy słychać zwykle najmocniej, a moim zdaniem w obliczu tej tragedii powinno być inaczej.

Jak?

Uważam, że to nie jest czas na podziały i szukanie winnych. Powinniśmy wszyscy stawać na głowie, żeby zatrzymać pandemię i uratować jak najwięcej żyć.

Zakładam jednak, że choroba premiera wywołała duże poruszenie.

Ogromne. To dla narodu było czymś w rodzaju terapii szokowej. Wirus dopadł w końcu bardzo wyrazistą postać w czasach kryzysu. To podziałało na wyobraźnię ludzi. Wszyscy momentalnie zrozumieli, że skoro zachorował premier i w dodatku trafił jeszcze na oddział intensywnej opieki medycznej, to tak naprawdę to samo może spotkać każdego z nas.

Jak radzą sobie teraz wasze szpitale?

To jeden z niewielu pozytywów, bo służba zdrowia wykonuje kawał dobrej roboty. Ci ludzie są teraz naszymi bohaterami. Walczą o nasze życie codziennie i otrzymują od ludzi wielkie wsparcie. Ich poświęcenie nigdy nie zostanie tu zapomniane.

Jak wygląda teraz życie w Wielkiej Brytanii?

Żyjemy w całkowitej izolacji. Możemy wyjść raz dziennie na spacer lub pobiegać. Za każdym razem trzeba trzymać dystans od innych. Poza tym możemy udać się do sklepu lub apteki i zrobić niezbędne zakupy. Warto dodać, że prawie wszystko jest zamknięte. Tak na dobrą sprawę nikt nie wie, jak długo to jeszcze potrwa. Nie ma żadnego planu powrotu do świata, który znaliśmy przed pandemią. Nikt nie podaje żadnych dat. Żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości. Ruch na drogach jest podobny do tego, co było zawsze, ale cała reszta to obrazek wycięty z zupełnie innych czasów. Cisza w centrach miast, a w sklepach ludzie w rękawiczkach i maskach.

Nie ma planu powrotu do normalności, a pandemia w Wielkiej Brytanii zaczęła się dość dawno. Sytuacja gospodarcza musi być fatalna.

Oczywiście, że tak. Najbardziej w kość dostała branża gastronomiczna i rozrywkowa. Większość ludzi nie jest w stanie teraz pracować. Wszyscy cierpimy. Dobrze, że rząd próbuje coś robić. Powstało naprawdę wiele programów. Jest plan pomocy dla ludzi, którzy nie mogą teraz pracować, ale skala i złożoność problemów jest tak ogromna, że tego wsparcia nie wystarczy dla wszystkich. To bardziej niż pewne.

A co ze sportem?

Forma rekreacyjna, czyli bieganie i jazda rowerem są dozwolone tylko raz dziennie i w pobliżu miejsca zamieszkania. Jeśli chodzi o sport zawodowy, to tkwimy w totalnym zawieszeniu. Wszystko zostało wstrzymane. Związki sportowe w tej chwili dyskutują o wznowieniu rozgrywek. Najczęściej pada termin na przełomie czerwca i lipca, ale z zastrzeżeniem, że sytuacja musi się poprawić. Jeśli chodzi o żużel na wyspach, to mamy jeden wielki znak zapytania. Do tej pory nie padł żaden konkretny termin, ale sytuacja jest cały czas monitorowana.

Zobacz także:
Koronawirus w Andorze. Jeden szpital, pomoc z Kuby, testy dla wszystkich i spacer raz na dwa dni (wywiad)
Susanne Neuhäuser: Bliskość Włoch wywołała w Austrii panikę. Tyrol i Salzburg miały problem (wywiad)

na Facebooku.

Komentarze (12):

  • Maja 28 Zgłoś
    Taaa, ich premier to dla was " cymbał:, a nasz to geniusz...chyba kłamstwa i obłudy!! Ten wirus nie oszczędza nikogo. A osób publicznych zwłaszcza, bo mają kontakt na co dzień z
    Czytaj całość
    wieloma osobami, choćby ze służbą w swoich pałacach, czy interesantami. Dzieci, ani młodzieży też nie oszczędza, zwłaszcza kiedy mają głupich rodziców, którzy pozwalają im na kontakt z niedezynfekowanymi placami zabaw, ławkami w parkach, czy dealerami narkotykowymi zwł w okolicy siłowni gdzie dealerka kwitnie.
    • MrLouie Zgłoś
      Jasne. Premier poszedł do szpitala, wysłali go na OIOM, gdzie siedział w łóżku i pisał na telefonie. Podano mu też tyle tlenu co chomikowi. A potem wyszedł. Przecież wiadomo ogólnie,
      Czytaj całość
      że to ustawka, żeby bandy gnojstwa nie zaczęły palić miast i kraść.
      • Darek Pol Zgłoś
        bUFONY I ICH "PREMIER" CYMBAŁ NAD CYMBAŁAMI......
        Wszystkie komentarze (12)

        Komentarze (12)

        ×
          Wszystkie komentarze (12)
          PRZEJDŹ NA WP.PL