Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Audrey Dupuy Materiały prasowe / Na zdjęciu: Audrey Dupuy

Francuzi na razie cieszą się z otwarcia sklepów. Do żużla i kibiców na trybunach daleka droga

Jarosław Galewski
Jarosław Galewski
Kiedy w Polsce szykujemy się do startu PGE Ekstraligi i rozmawiamy o powrocie kibiców na trybuny, Francuzi cieszą się namiastką normalności. W kraju ruszyły w końcu wszystkie sklepy. Do optymizmu jednak ciągle daleko.

PGE Ekstraliga w Polsce rusza 12 czerwca. Jeszcze wcześniej, bo w najbliższy piątek rozgrywki wznawia PKO Ekstraklasa. Tymczasem we Francji o sporcie nie rozmawia prawie nikt. Sezon we francuskiej Ligue 1 został oficjalny zakończony. Zawody żużlowe na torach trawiastych to także wielki znak zapytania.

- Koronawirus doprowadził do całkowitego zatrzymania żużla. Jest jednak nadzieja, że niebawem znowu będziemy trenować. Musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać na lepsze czasy. Wznowienie treningów jest teoretycznie możliwe od 11 maja, ale rzecz w tym, że na razie nie zostały zaplanowane żadne zawody - mówi nam Audrey Dupuy, zawodniczka z Francji.

Jeszcze bardziej mglistą perspektywą są mecze z udziałem widzów lub koncerty. A warto dodać, że w Polsce mówi się o tym coraz głośniej. - Z czasem pewnie wrócą i takie tematy, ale na ten moment życie we Francji jest bardzo skomplikowane - relacjonuje Dupuy, która mieszka w okolicach Marmande. To niewielka miejscowość w regionie Nowa Akwitania.

ZOBACZ WIDEO: Koronawirus. Czy zabraknie pieniędzy na polski sport? "Liczę na to, że budżet ministerstwa sportu będzie wyglądał tak samo"

- Sytuacja jest cały czas trudna. Nie śledzę wprawdzie statystyk, ale nadal mamy bardzo wiele zachorowań na COVID-19 - tłumaczy. W całej Francji jest ich łącznie 145 tysięcy. Ostatniej doby odnotowano aż 65 zgonów. Najgorsze już minęło. - W związku z pandemią musieliśmy stworzyć wiele dodatkowych szpitali, które zostały oddelegowane do walki z koronawirusem. Warto jednak podkreślić, że cały personel medyczny od początku stawał na wysokości zadania. Należą im się wielkie podziękowania - podkreśla Dupuy.

Francja budzi się do życia, ale wszystko dzieje się jakby w zwolnionym tempie. Poza tym w powietrzu cały czas można wyczuć dużą niepewność. - Życie jest w dalszym ciągu bardzo skomplikowane, chociaż w ostatnich dniach dostaliśmy namiastkę normalności. Znowu ruszyły wszystkie sklepy. Efekty były widoczne niemal natychmiast. Ruch na ulicach od razu zrobił się większy. Widać, że tego Francuzi byli zniecierpliwieni i bardzo na to czekali - tłumaczy Dupuy.

- Do tego, co było, jednak w dalszym ciągu daleka droga. Niech przykładem będą restauracje, które są w dalszym ciągu zamknięte. To samo dotyczy barów, klubów czy większych wydarzeń. Nikt nie ma pojęcia, kiedy to wróci. Cały czas musimy trzymać dystans. Poza tym w przestrzeni publicznej obowiązkowe jest zakładanie masek - podkreśla.

Francuzi zdecydowali się na otwarcie szkół, ale cały proces przebiega bardzo powoli i z zachowaniem wszystkich zasad sanitarnych. - Niby powoli wracamy do normy, ale jest też wiele niepewności. Rząd w zasadzie nie mówi o końcu pandemii. Częściej słychać za to głosy, że może nas czekać druga fala zachorowań na COVID-19. Można powiedzieć, że czekamy i pozwalamy władzy działać - podsumowuje Dupuy.

Zobacz także:
Krzysztof Cegielski mówi o niepisanej umowie
Nie myli zębów, nie jedli, a jeszcze się popłakali

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

na Facebooku.

Komentarze (4):

  • speed01 Zgłoś
    Kolejny pseudoartykuł poniżej jakiegokolwiek poziomu, w dodatku wprowadzający w błąd. "W całej Francji jest ich łącznie 145 tysięcy"... A tak naprawdę to 182 tysiące, ot
    Czytaj całość
    taki tam szczególik, drobna różnica, 40 tysięcy mniej czy więcej...
    • UNIA LESZNO kks Zgłoś
      TYM BOGATSI TYM GLUPSI PROSTE
      • Nίghtmare Zgłoś
        Widzę, że pan Galewski rozmawiał z kimś kto zna kogoś takiego co ma znajomą we Francji a ona zna Audrey Dupuy bo informacje są chyba z szóstej ręki. Na dodatek, gdy się mieszka 60 km
        Czytaj całość
        od większego miasta, jak Audrey i było się odciętym w swojej wiosce przez półtora miesiąca z racji ograniczenia możliwości przemieszczania się, to i są potem takie wypaczone artykuły panie Galewski. We Francji dlatego zaczęły jeździć samochody bo zniesiono przepustki. A ostatniej doby (25 maja) nie zmarło 65, ale 90 osób więc proszę się najpierw zorientować. Dla polaka zamknięta restauracja jest czymś nieistotnym, ale dla francuza, który w porze midi (południowa pora obiadowa) ma zamkniętą swoją ulubioną restaurację, stanowi to katastrofę (śmieszne? nie sądzę). Najciekawsze jest to, że pomimo obowiązku noszenia masek w przestrzeni publicznej, to właśnie wiele osób z najbardziej zagrożonej grupy (50-65 lat) ignoruje to i chodzi bez masek i innej ochrony, ale jak to we Francji, nikt na to nie zwraca uwagi.
        Wszystkie komentarze (4)

        Komentarze (4)

        ×
        PRZEJDŹ NA WP.PL