Najnowsze Wyniki/Kalendarz
Martin Smolinski Archiwum prywatne / Martin Smolinski

Martin Smolinski: Miałem mnóstwo obrażeń, ale pod koniec lipca chcę wrócić na tor. Odwołałbym GP w tym sezonie [WYWIAD]

Kamil Hynek
Kamil Hynek
Martin Smolinski upadł bardzo groźnie pod koniec maja na treningu. Doznał wielu złamań, przeszedł operację, a w szpitalu spędził ponad dwa tygodnie. Obecnie jest w trakcie rehabilitacji i myśli o szybkim powrocie na tor. - Chciałbym w lipcu - mówi.

Kamil Hynek, WP SportoweFakty: Niecały miesiąc temu uległ pan bardzo groźnej kontuzji. W jakich okolicznościach do niej doszło i jakie były pierwsze diagnozy?

Martin Smolinski, reprezentant Niemiec, uczestnik cyklu Grand Prix: Odbywałem trening na torze w Lipsku. Podczas jednej z sesji zbliżałem się do wejścia w łuk i nagle mnie obróciło. Zaliczyłem koszmarny wypadek. Doznałem szeregu obrażeń m.in. złamania kości udowej i biodrowej plus uszkodzenia nerwu strzałkowego.

Jest pan już po zabiegach operacyjnych. Co mówią lekarze, faktycznie wróci pan na tor jeszcze w tym sezonie?

Na początku była mowa o dwunastu tygodniach absencji. Jestem na bieżąco monitorowany przez lekarzy i jest lepiej niż myśleliśmy. Teraz mówi się o dziesięciu tygodniach. Oczywiście wsiądę na motocykl dopiero, kiedy będą w stu procentach gotowy, ale marzyłoby mi się odpalić maszyny już pod koniec lipca.

ZOBACZ WIDE Kapitalna walka Zmarzlika i Pawlickiego ozdobą 1. kolejki! Zobacz kronikę PGE Ekstraligi

Przebywa pan już w domu, ale co dalej, jak będą wyglądać kolejne tygodnie?

Ze szpitala wyszedłem po piętnastu dniach. Przede mną codzienna, żmudna rehabilitacja. Na razie nie mogę zbytnio przeciążać nogi, dwadzieścia kilogramów, to jest maksimum, co na tak wczesnym etapie powinienem sobie aplikować. Po pięciu-sześciu tygodniach mam wejść na pełne obroty. Później przez dwa-trzy tygodnie kilka wizyt w stacjonarnych gabinetach i odkręcamy manetkę na full! (śmiech).

Kącik zdrowotny zamieńmy na tematy stricte żużlowe. Po kilku latach przerwy znów ma pan być stałym uczestnikiem cyklu Grand Prix. Wierzy pan w ogóle, że zmagania o koronę IMŚ ruszą?

Sytuacja jest nadzwyczajna i niełatwa. To my musimy dostosowywać się do koronawirusa, a nie odwrót, dlatego nie dziwi mnie, że staramy się w każdej dziedzinie reagować na bieżąco. Osobiście, ale podkreślam jest to wyłącznie moja opinia, najlepszym rozwiązaniem byłoby odwołać w tym roku Grand Prix i wrócić z turniejami w 2021, gdy nie będzie żadnych ograniczeń przy wpuszczaniu kibiców na stadiony. Bez fanów, bez atmosfery żużlowego święta siłowanie się nie ma sensu. Myślę, że organizatorzy kierują się podobnymi przesłankami, stąd maksymalnie opóźniają start pierwszej rundy. Od razu zadam pytanie, a co w przypadku, gdy zawodnik z GP zachoruje na COVID-19?

Puste trybuny oglądamy choćby w przypadku piłkarskiej Bundesligi. 

Nie porównujmy futbolu z żużlem. Speedway bez kibiców w Niemczech na dłuższą metę nie ma racji bytu. Chodzi mi o to, że tyle mówimy o jego promocji, próbie popularyzacji, no to proszę mi powiedzieć, jak on ma funkcjonować, gdy na krzesełkach będzie świszczał wiatr? Czarny sport przeżyje tylko z fanami, oni są w tej misternie tworzonej układance najważniejsi. 

Nigdy nie było panu po drodze z polską ligą. Dlaczego?

Tak się składało. Nie dochodziłem do porozumienia z polskimi klubami. Nie chciałem też siedzieć na ławce i być polisą ubezpieczeniową na wypadek nieszczęścia innych, jak przez minione dwa lata.

W tym sezonie w 2 Lidze Żużlowej zadebiutować ma niemiecki zespół z Wittstocka. Od wielu lat jest pan najlepszym żużlowcem zza naszej zachodniej granicy. Byłby pan idealnym ambasadorem dyscypliny u siebie w kraju, na dodatek występując w barwach rodzimego klubu. Nie dostał pan propozycji jazdy od rodaków?

Mam świetne relacje szefem klubu - Frankiem Mauerem, ale jego ideą jest promowanie i wspieranie młodych niemieckich nadziei. Biję mu brawo i w pełni się z nim zgadzam. Jestem wielkim orędownikiem tego projektu.

Na koniec chciałbym jeszcze przenieść się wspomnieniami do pana "wystrzału" w Nowej Zelandii. Zwycięstwo w debiucie, zszokował pan środowisko. Od początku wiedział pan, że to może być to miejsce i ten dzień?

Pamiętam, że byliśmy z teamem cholernie skoncentrowani na robocie. Mieliśmy jasno określoną strategię na te zawody. Bardzo skrupulatnie zanalizowaliśmy każdą sesję treningową. A było na to sporo czasu. To banał, ale świetnie trafiliśmy z ustawieniami. W turnieju używałem silników Tornado Racing, przy których maczałem palce.

Wydawało mi się, że podjął pan współpracę z Marcelem Gerhardem.

Byłem i jestem nastawiony na używanie swoich silników, ale z Marcelem podjęliśmy długoterminową kooperację i ciągle jesteśmy na łączach. Mamy ścisły kontakt, wymieniamy się poglądami praktycznie bez przerwy. Jego jednostki poprawiły się jakościowo, nowa aktualizacja silnika G20-SLS, serwisowanie, albo kupno jest na tym samym poziomie, co szykowane przeze mnie "szafy" na GP.

CZYTAJ TAKŻE: Testy na koronawirusa w Ewinner 1 LŻ
CZYTAJ TAKŻE: Kolejka w pigułce. Lokalny matador wraca do gry

na Facebooku.

Komentarze (6):

Wszystkie komentarze (6)

Komentarze (6)

×
PRZEJDŹ NA WP.PL